08.06.2024, 13:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2024, 11:48 przez Albert Rookwood.)
Stoję z Saurielem przy barze w sali bankietowej.
Przewrócił oczami na suchy żart syna, bo jeszcze nie był w humorze, żeby się śmiać. Uśmiechnął się za to wrednie, widząc, jak Sauriel zareagował na wspomnienie Victorii. To nie było tak, że cieszyła go jego krzywda, ale nie mógł zdusić satysfakcji tym, że potrafił zrewanżować mu się w tych głupich złośliwościach. Lubił sprowadzać ludzi do parteru, owszem, ale po paru sekundach poczuł też nieprzyjemne ukłucie czegoś na kształt... żalu?
— Z różnych rzeczy dzieci nie ma, a i tak warto je robić — rzucił absolutnie pewny siebie, kilkoma buchami dopalając papierosa, którego następnie rzucił na podłogę, zgniótł obcasem i kopnął pod bar. — I, kurwa, jaka "skazana". Miej ty w sobie chociaż trochę dumy! Pomyśl o tym, kim jesteś. Dziewczyny by się dały pokroić za przygodę z tobą.
Zamówił salty doga, odpalając kolejnego mentola. Podnosząc brwi w lekkim niedowierzaniu, słuchał błyskotliwych sugestii Sauriela o tym, jak powinien potraktować jego matkę.
— Co, już straciłeś resztki szacunku do Anny? Chyba będę musiał jej o tym powiedzieć — Napuszył się tak dla zasady, bo nie mógł wykrzesać z siebie nic więcej. — Dziękuję ci bardzo za troskę, gówniarzu, ale ze mną wszystko dobrze. Znudziło mi się napychanie się krewetkami i kotletami.
Odebrał udekorowany solą koktajl i spróbował stuknąć się nim z synem. Niezależnie od rezultatu upił solidny łyk i odkaszlnął, gdy gorzki gin podrapał go w zajechane gardło.
— Co się u ciebie dzieje teraz, co porabiasz? Zachciało ci się już żyć? — "Bo mi nie" - nie powiedziałby tego na głos.
Przewrócił oczami na suchy żart syna, bo jeszcze nie był w humorze, żeby się śmiać. Uśmiechnął się za to wrednie, widząc, jak Sauriel zareagował na wspomnienie Victorii. To nie było tak, że cieszyła go jego krzywda, ale nie mógł zdusić satysfakcji tym, że potrafił zrewanżować mu się w tych głupich złośliwościach. Lubił sprowadzać ludzi do parteru, owszem, ale po paru sekundach poczuł też nieprzyjemne ukłucie czegoś na kształt... żalu?
— Z różnych rzeczy dzieci nie ma, a i tak warto je robić — rzucił absolutnie pewny siebie, kilkoma buchami dopalając papierosa, którego następnie rzucił na podłogę, zgniótł obcasem i kopnął pod bar. — I, kurwa, jaka "skazana". Miej ty w sobie chociaż trochę dumy! Pomyśl o tym, kim jesteś. Dziewczyny by się dały pokroić za przygodę z tobą.
Zamówił salty doga, odpalając kolejnego mentola. Podnosząc brwi w lekkim niedowierzaniu, słuchał błyskotliwych sugestii Sauriela o tym, jak powinien potraktować jego matkę.
— Co, już straciłeś resztki szacunku do Anny? Chyba będę musiał jej o tym powiedzieć — Napuszył się tak dla zasady, bo nie mógł wykrzesać z siebie nic więcej. — Dziękuję ci bardzo za troskę, gówniarzu, ale ze mną wszystko dobrze. Znudziło mi się napychanie się krewetkami i kotletami.
Odebrał udekorowany solą koktajl i spróbował stuknąć się nim z synem. Niezależnie od rezultatu upił solidny łyk i odkaszlnął, gdy gorzki gin podrapał go w zajechane gardło.
— Co się u ciebie dzieje teraz, co porabiasz? Zachciało ci się już żyć? — "Bo mi nie" - nie powiedziałby tego na głos.