Norka przeczytała uważnie instrukcje, które dostała na kartce od prowadzącej. Nie miała szczególnie wiele czasu, aby przemyśleć to, w jaki sposób ma to zrobić, było to dosyć spontaniczne, szczególnie, że to ona miała wejść na scenę jako pierwsza.
Flynn niesamowicie poruszał się na scenie. Norka wpatrywała się w niego jak zaczarowana. Nadszedł w końcu moment, w którym i ona powinna się na niej znaleźć. Wdech, wydech, serce biło jej jak oszalałe, bo scena nie była jednym z miejsc, w których czuła się dobrze, ba nie mogła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek zdarzyło jej się występować przed taką liczbą osób. To nie było jednak teraz istotne, liczyło się tylko to, żeby nie popsuć tego przedstawienia.
W ogóle nie spoglądała na publikę, wpatrywała się w Flynna, skupiła się tylko i wyłącznie na jego osobie.
Dosyć niepewnie weszła na scenę. Poruszała się ostrożnie, jakby nie chciała go wystraszyć, musiał jej zaufać, miała go oswoić, wyciągnąć z tej ciemności, w której się znalazł.
Miała go oswoić, niczym dzikiego kota, co było ciekawym zbiegiem okoliczności, bo przecież na kotach akurat się znała, jak na żadnych innych stworzeniach. Powoli, ostrożnie zmierzała w jego kierunku, robiła to lekkim, tanecznym krokiem. Zatrzymywała się za każdym razem, kiedy się od niej odsuwał, bo nie chciała go wystraszyć, wiedziała, że do oswojenia potrzeba czasu, przechodziła z jeden strony sceny na drugą, aż w końcu znalazła się na tyle blisko, aby wyciągnąć dłoń w stronę jego twarzy, chciała dotknąć nią policzka Flynna.