Sen to za duże słowo, gdyby ktoś chciał opisać stan, w jakim znajdowała się Regina. Drzemka też to nie była. Bardziej pół-sen, ten dziwny, który sprawia, że jednocześnie wiemy, że śpimy, myśli wędrują niepowstrzymane i słyszymy wszystko to, co dzieje się dookoła. Jednocześnie, kiedy nastąpi przebudzenie, trudno jest uchwycić to, nad czym się rozmyślało lub w jakie konkretne zakamarki naszych myśli i pomysłów się udaliśmy.
Coś wysunęło się zza warkocza kobiety. Coś, co na pierwszy rzut oka mogło przypominać salamandrę, ale miało skrzydła, więc nie mogło nią być. Cymbał, nic sobie nie robiąc z domysłów kogokolwiek przesmyrgnął się na ramię opiekunki i przeciągnął w iście kocim stylu. Ciemne oczka spoglądały ciekawsko po kawiarni, aż nie zauważyły czegoś, na co aż błysnęły.
Tym czymś był pączek z pomarańczowym lukrem, który znajdował się na talerzu dwa stoliki dalej. Dwie ostatnie szare komórki zderzyły się w móżdżku Cymbała, bo rozprostował skrzydła, gotując się do skoku i…
— Nawet nie próbuj. — powiedziała Rowle, nie otwierając oczu.
Dopiero po kilku sekundach uchyliła jedną powiekę, by zobaczyć, jak smoczognik siada na jej ramieniu i chowa głowę pod skrzydłem.
— Naprawdę? Obrażasz się, bo nie dałam ci gdzieś czmychnąć?
Otworzyła i drugie oko, rozglądając się po okolicznych stolikach. Chciała wypatrzeć, co tak zainteresowało jej pupila. Niestety nie zobaczyła, bo przy stoliku dalej wybuchła jakaś zażarta dyskusja.
— TY SOBIE ZE MNIE KPISZ? NIKT NIE JEST BEZPIECZNY W TYCH CZASACH! NIKT KTO MA CHOCIAŻ TROCHĘ OLEJU W GŁOWIE I WIE CO TAKIEGO MINISTERSTWO PRÓBUJE ZATUSZOWAĆ!
Ciemnowłosy czarodziej poderwał się ze swojego miejsca, perorując i wymachując rękami w kierunku swojego rozmówcy. Tym był jasnowłosy mężczyzna o zaczesanych do tyłu włosach i bokobrodach, których Merlin by się nie powstydził.
— Na pocałunek dementora, ty się z żabą na móżdżek wymieniłeś?! Znowu poruszasz ten temat, jakbyś co najmniej żałował wszystkich tych mugolaków! — odwarknął jasnowłosy.
Kilkoro z klientów zdążyło zainteresować się zaciekłą wymianą zdań, podobnie jak Regina. Tylko mieli nieco więcej taktu i nie wpatrywali się w mężczyzn tak oczywiście, jak ona.
— Mugolaków? Może jeszcze mnie szlamojebcą nazwij? Co byłoby zabawne, bo to przecież twoja siostra niedawno wyszła za jednego.
— Jak śmiesz o niej teraz wspominać?!
Rozmowa w szybkim tempie przemieniała się w dyskusje, a ta z kolei mogła w pojedynek nie tylko na słowa, ale i różdżki. Jeden rzut na stolik, przy którym siedzieli obaj dał Rowle pojęcie, że nie byli też specjalnie trzeźwi. Strzeliła oczami w stronę lady, za którą zapewne stała właścicielka, zastanawiając się, co ta zrobi.
Mimowolnie lewa dłoń Reginy przesunęła się bliżej pokrowca z różdżką, który miała przymocowany do paska. Uważnego czarodzieja nawet śmierć nie zaskoczy, czy jak to tam było.