Heather nie narzekała na swoje pochodzenie - nigdy. Jej rodzice byli dosyć specyficzni, szczególnie matka, ale na sporo jej pozwalali, nie wymagali też od niej tego, że będzie szczególnie rozsądna. Lizzy miała do jej wybryków sporo cierpliwości, właściwie to ona trochę spowodowała, że Ruda tak bardzo lubiła zadzierać nosa, mogła bez problemu popełniać błędy, nikt nie miał do niej o nic wyrzutów, zresztą do rodziców już dawno dotarło, że popełnili błąd, gdzieś podczas wychowywania Heather. Była strasznie pyskata, uwielbiała stawiać na swoim, nie brakowało jej pewności siebie. No i miała nieograniczony dostęp do gotówki. Czy coś mogło pójść nie tak? Zdecydowanie, właściwie to ostatnio nieco spotulniała, nie była aż taka niesforna jak kiedyś, co było zasługą Camerona. Zupełnie nie przeszkadzało jej to, że ich krew nie była krystalicznie czysta, nigdy się tym nie przejmowała, bo jak widać na załączonym obrazku czarodzieje półkrwi, jak ona mogli znajdować się wysoko w hierarchii czarodziejów, wystarczyła ciężka praca i zaangażowanie.
- Myślisz, że to dziedziczne? Ciekawe. - Wolała jednak nie zmierzać myślami w kierunku młodości swoich rodziców, to nie było coś, o czym chciała rozmyślać, chociaż wcale nie było to takie proste, skoro Cameron zaczął ten temat.
- Ja, bym spytała? - Przewróciła oczami. Zdecydowanie nie. Ona nigdy nie pytała, zawsze robiła to, na co miała ochotę, bez zastanawiania się nad tym, że mogłaby spowodować czyjś dyskomfort. Zresztą, nie uważała, że musiałaby pytać o to Lupina, w końcu już oficjalnie stali się narzeczeństwem, czy może jednak powinna zapytać? Zaczęła rozmyślać nad swoim zachowaniem. - Czy powinnam pytać za każdym razem jak chcę cię dotknąć? - Mógł usłyszeć wahanie w jej głosie, jakby zrobiła coś złego, chociaż w sumie teraz przecież nie zrobiła zupełnie nic. Myślała jednak przyszłościowo.
- Wiesz jaki mam stosunek do roślin... wszystko to dla mnie krzak, czy drzewo, czy kwiatek. - Nie potrafiła ich jakoś szczególnie rozróżnić, bo nie było jej po drodze z zielarstwem już w Hogwarcie. Nigdy nie fascynowała ją ta dziedzina. - Merlinie nie, dzisiaj moje myśli zmierzają w zdecydowanie nie takim kierunku w jakim bym chciała. - Najpierw życie erotyczne jej rodziców, a teraz drzew. To nie było to, co chciała widzieć oczami swojej wyobraźni.