08.06.2024, 23:38 ✶
Cameron cieszył się, że nie wylądował nigdy w kręgach czystokrwistej ''elyty''. Los pobłogosławił go dwójką dobrych przyjaciół pod postacią Charlesa i Heather, a chociaż oboje wywodzili się z dużo bardziej... stabilnych... finansowo rodzin, tak nigdy nie dali mu odczuć, że był w jakiś sposób gorszy przez to, że Lupinom powodziło się trochę gorzej. A na pewno nie umyślnie. Jakieś komentarze na pewno przewinęły się przez ich dyskusje w ciągu tylu lat znajomości, ale raczej nigdy nie miały na celu go urazić... Prawda? No oczywiście, że prawda!
— Nie wiem — przyznał z szerokim uśmiechem. — Gadam od rzeczy, to co akurat ślina na język przyniesie z nadzieją, ze trafię na dobry temat.
Skłonił przed Heather głowę jak aktor teatralny pozdrawiający widownię na koniec przedstawienia. Zaraz jednak nachmurzył się, gdy dziewczyna spytała, czy powinna go prosić o pozwolenie na dotykanie go. Wydął dolną wargę, z początku nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Nie no... Nie to miałem na myśli!
Zbliżył się do niej i poklepał po czubku głowy, aby na koniec pocalować krótko w czoło.
— Czy to znaczy, że powinniśmy rozważyć wesele w ogrodzie botanicznym? Skoro rośliny tak pobudzają twoją fantazję, to grzech z tego nie skorzystać — odezwał się, opierając się ramieniem o drzewo i przyglądając się Rudej z psotliwym uśmiechem. — Masz jakiś ulubiony w okolicy, czy powinienem cię zaskoczyć?
Z pozoru mogło się wydawać, że po prostu robił sobie żarty i próbował pociągnąć ten dosyć żałosny dowcip, jednak jego pytanie można było odbierać dwojako. Wprawdzie data potencjalnego ślubu była obecnie poza ich zasięgiem ze względów finansowych, jak i czasowych, tak... Dobrze by było wiedzieć, jakie mają oczekiwania względem imprezy, którą kiedyś przyjdzie im wyprawić. Cameron nie miał zbyt wielu oczekiwań, a nawet gdyby miał, to zapewne skonsultował je najpierw z rodzeństwem.
O ile życie byłoby prostsze, gdyby Cedric faktycznie oświadczył się Dandi, pomyślał przelotnie Lupin. Chociaż życie uczuciowe jego brata chyba powoli się normowało po rozstaniu z poprzednią partnerką, tak nieco żałował, że z panną Bagshot nie udało mu się pójść dalej. Przede wszystkim przez to, że teraz nie miał przykładu, z jakiego mógł korzystać. Gdyby któreś z rodzeństwa wcześniej wzięło ślub, zarezerwowało salę, wybrało kapliczkę... Po prostu poszedłby w ich ślady, nie przejmując się zbytnio swoimi wyborami. A tak palma pierwszeństwa przeszła w jego ręce.
— To co... Planujesz tam włazić? — Chrząknął i uniósł czoło, zerkając na znajdujące się powyżej gałęzie drzewa owocowego.
— Nie wiem — przyznał z szerokim uśmiechem. — Gadam od rzeczy, to co akurat ślina na język przyniesie z nadzieją, ze trafię na dobry temat.
Skłonił przed Heather głowę jak aktor teatralny pozdrawiający widownię na koniec przedstawienia. Zaraz jednak nachmurzył się, gdy dziewczyna spytała, czy powinna go prosić o pozwolenie na dotykanie go. Wydął dolną wargę, z początku nie wiedząc, co odpowiedzieć.
— Nie no... Nie to miałem na myśli!
Zbliżył się do niej i poklepał po czubku głowy, aby na koniec pocalować krótko w czoło.
— Czy to znaczy, że powinniśmy rozważyć wesele w ogrodzie botanicznym? Skoro rośliny tak pobudzają twoją fantazję, to grzech z tego nie skorzystać — odezwał się, opierając się ramieniem o drzewo i przyglądając się Rudej z psotliwym uśmiechem. — Masz jakiś ulubiony w okolicy, czy powinienem cię zaskoczyć?
Z pozoru mogło się wydawać, że po prostu robił sobie żarty i próbował pociągnąć ten dosyć żałosny dowcip, jednak jego pytanie można było odbierać dwojako. Wprawdzie data potencjalnego ślubu była obecnie poza ich zasięgiem ze względów finansowych, jak i czasowych, tak... Dobrze by było wiedzieć, jakie mają oczekiwania względem imprezy, którą kiedyś przyjdzie im wyprawić. Cameron nie miał zbyt wielu oczekiwań, a nawet gdyby miał, to zapewne skonsultował je najpierw z rodzeństwem.
O ile życie byłoby prostsze, gdyby Cedric faktycznie oświadczył się Dandi, pomyślał przelotnie Lupin. Chociaż życie uczuciowe jego brata chyba powoli się normowało po rozstaniu z poprzednią partnerką, tak nieco żałował, że z panną Bagshot nie udało mu się pójść dalej. Przede wszystkim przez to, że teraz nie miał przykładu, z jakiego mógł korzystać. Gdyby któreś z rodzeństwa wcześniej wzięło ślub, zarezerwowało salę, wybrało kapliczkę... Po prostu poszedłby w ich ślady, nie przejmując się zbytnio swoimi wyborami. A tak palma pierwszeństwa przeszła w jego ręce.
— To co... Planujesz tam włazić? — Chrząknął i uniósł czoło, zerkając na znajdujące się powyżej gałęzie drzewa owocowego.