Czyżby wpakował się w coś, w co wpakować się nie chciał i będzie tego żałował, jeśli do kolejnego spotkania dojdzie i to jeszcze z kolejną osobą? Hmm, może jednak nie powinien wspominać o tych drzewkach, ale co się stało, to się nie odstanie. Trzeba się trzymać swoich słów, głowa do góry, pierś do przodu i nie zwalniać tępa, bo jeszcze się będzie gonić ogon żółwia.
Dobra, Gwiazdeczka była cała. Uderzenie w plecy raczej nie było na tyle poważne, by się tym za bardzo martwić, prawda? Stał? Stał? Gadał? Gadał. No to wszystko w porządku.
-Wszystko w porządku. Uderzyłem się w głowę - na szczęście nie na tyle mocno, żeby go zmroczyło i miejsce uderzenia po prostu irytująco pulsowało.
Nie, nie miał zamiaru czekać, aż winda spadnie, a skoro Gwiazdor mówił, że teleportować się można, to znaczy, że można, i nie będzie tego kwestionował. Pech musiał nad nimi jakiś wisieć, że akurat w momencie, gdy mieli się deportować z tej nieszczęsnej windy, ta postanowiła runąć z impetem, pędząc w dół z łoskotem, hukiem i piskiem ocierającego się metalu.
Kłamstwem byłoby powiedzieć, że Nikolai zachował zimną krew i zgodnie ze wszystkimi zasadami "Jak się zachować, gdy spada winda" wcisnął się z kąt windy, starał się skulić jak najciaśniej i czekał, aż winda opadnie. Zrobił się blady. Potem zielony i znowu blady. Oblał go pot i żołądek najpierw mu się ścisnął, a potem podskoczył. Dopiero w jakiejś ósmej sekundzie paniki, kiedy jakiś słaby głosik przebił się przez spanikowane "BOŻE! MATULU! ZGINIEMY! JUŻ PO NAS!" faktycznie wcisnął się w ten kąt, chwytając Philipa za ramię, przyciągając go do siebie i kuląc się z nim w tym kącie, zaciskając zęby i oczy. Od krzyków Philipa bolały go uszy i w pewnym momencie sam zaczął również krzyczeć.
To było najgorsze dziesięć sekund w jego życiu. Chyba ktoś z obsługi zauważył, że coś było nie tak z windą, która była w użytku, i najpewniej rzucił jakieś zaklęcie, bo winda w pewnym momencie zaczęła jakby zwalniać i zamiast szaleńczo runąć o podłogę, zaczęła powoli opadać.
A potem zatrzymała się, rozległo się wesołe "Ping!", ktoś siłą rozsunął kratowane drzwi i oprócz światła, uderzyły w nich podniesione głosy.
Nikolai ledwo poczuł, kiedy ktoś odsuwał od niego Gwiazdora, a potem czyjeś ręce chwyciły go za ramiona i wyciągnęły go z tej windy. Jego nogi trzęsły się pod nim.
Wokół Gwiazdora zebrał się niemały tłum. Uspokajali go, zadawali pytania, martwili się i wołali, by wezwać magomedyka. Jeden z pracowników Ministerstwa zajął się Nikolaiem, dał mu kubek wody i zadawał pytania jedno po drugim, by upewnić się, że dzieciak zza granicy również nie odniósł obrażeń.
Nikolai odwrócił głowę, ale przez ten tłum nie był w stanie dostrzec nawet skrawka głowy Gwiazdora. Miał jednak nadzieję, że facet szybko się uspokoi, dojdzie do siebie i w końcu załatwi sprawę, z jaką zjawił się tego dnia w Ministerstwie.
Sam Nikolai doszedł do siebie po jakichś piętnastu minutach siedzenia, picia wody i oddychania, a po swoją Kartę Pobytu poszedł już po schodach.
NIGDY! WIĘCEJ! WINDY!