09.06.2024, 00:21 ✶
– NAJSSSS! TAK TO SIĘ KURWA ROBI! ZAJEBIŚCIE! – dawała upust swojej ekscytacji podskakując wśród rozwieszonych serpentyn, których nie było a teraz było ich wszędzie pełno. Przywaliła piątkę z Thomasem, z drugim Thomasem, z Erikiem pewnie też zamierzała, jak ten się pojawi w zasięgu. Śmiała się i tańczyła w sprężystych przestrzeniach (ze wskazaniem, żeby nie szturchać poltergeistowej pułapki nogą, no może nie była zbyt mądra, ale też nie zamierzała całej imprezy zaczynać od nowa, to nie był bogin, żeby zasłużył na mieszkanie w bibliotece Księzycowego Stawu) aż usłyszała głosik...
Sprawnie namierzyła jego użytkowniczkę, jedną z martwych już bliźniaczek (znaczy być może, no tak wydedukowała, więc uznała momentalnie, że jest to prawda), z którymi rozmawiała w nocy. Ale przecież tutaj nie było jej portretu... chyba...?
– Jakie palić... bejb, zamieszkasz z nami będzie super, powiesimy Cię w jakimś ładnym pokoju, będziesz mogła go urządzić po swojemu. Ogarniemy klątwę i będzie fajnie, może nawet zrobimy zrzutkę, żeby Ci tutaj przywieźć jakiegoś obrazowego chłopaka – mówiła łagodnie szukając wzrokiem obrazu. Ok, może to był tylko obraz, a nie prawdziwa osoba, może głupio było się przyznawać przed chłopakami do jakiegokolwiek instynktu opiekuńczego, ale kurwa, no nie może być tak że dzieciak cierpiał tyle lat w przeklętym domu, a jak wychodzi na prostą i oni wietrzą i ogarniają tematy, to nagle chce się rzucić z klifu na ryj. Może nie chodziło wcale o obraz. Może jakaś część Millie bardzo chciała uratować Millie. Ale o tym powinien powiedzieć jej terapeuta i kto wie, może kiedyś to zrobi.
Sprawnie namierzyła jego użytkowniczkę, jedną z martwych już bliźniaczek (znaczy być może, no tak wydedukowała, więc uznała momentalnie, że jest to prawda), z którymi rozmawiała w nocy. Ale przecież tutaj nie było jej portretu... chyba...?
– Jakie palić... bejb, zamieszkasz z nami będzie super, powiesimy Cię w jakimś ładnym pokoju, będziesz mogła go urządzić po swojemu. Ogarniemy klątwę i będzie fajnie, może nawet zrobimy zrzutkę, żeby Ci tutaj przywieźć jakiegoś obrazowego chłopaka – mówiła łagodnie szukając wzrokiem obrazu. Ok, może to był tylko obraz, a nie prawdziwa osoba, może głupio było się przyznawać przed chłopakami do jakiegokolwiek instynktu opiekuńczego, ale kurwa, no nie może być tak że dzieciak cierpiał tyle lat w przeklętym domu, a jak wychodzi na prostą i oni wietrzą i ogarniają tematy, to nagle chce się rzucić z klifu na ryj. Może nie chodziło wcale o obraz. Może jakaś część Millie bardzo chciała uratować Millie. Ale o tym powinien powiedzieć jej terapeuta i kto wie, może kiedyś to zrobi.