09.06.2024, 12:34 ✶
Pijemy z Saurielem przy barze w sali bankietowej.
Z zaskakująco szczerym oburzeniem spojrzał w czarne oczy Sauriela, gdy ten żachnął się na rzucony mu komplement. Wyglądało na to, że Eryk faktycznie próbował powiedzieć mu coś przyjemnego, co osłodziłoby mu trochę proces tego chorego samobiczowania, który ciągnął chyba jeszcze od lat wczesnonastoletnich. Oporny jak zawsze.
- No i chuj, że ta fajka? Kobiet to nie obchodzi. Jeśli jakaś się znajdzie z takim kijem w dupie, to i tak nie warto z taką kręcić. Zły temperament - rzucił, kwitując swoją wypowiedź wzruszeniem ramion.
Nie umknęło mu to, że chłopak zamówił już kolejnego drinka. Ważył chwilę w głowie jego słowa dotyczące Anny i widać było to po tym o tyle, że nie mógł powstrzymać kwaśnego grymasu od wykręcenia mu twarzy.
- To chyba tylko ty zamierzasz się tutaj schlać, ja się nie śpieszę. Nie mam po co. - Upił kolejny łyk koktajlu, bladym uśmiechem obdarzając barmankę zajętą rozlewaniem alkoholu innym gościom. - I to nie ja ją załamuję, Annę, tylko ty. A ona mnie. Od lat. Warci siebie jesteście. Ja bym jej krzywdy, kurwa, nie zrobił, wiesz o tym doskonale.
Potrzebował niemal minuty, żeby oderwać myśli od tej wyjątkowo kąśliwej uwagi na temat swojego małżeństwa, przez ten czas rozglądając się w milczeniu po sali. Słuchał tego, co Sauriel mówił, ale nie potrafił się na tym skupić. Zastanawiał się, czy będzie w stanie tak po prostu puścić jego wcześniejsze drwiny w niepamięć. Jakkolwiek wzbudzały one w nim uciążliwą frustrację, głęboko w kościach czuł znużenie; nie miał siły na to wszystko. Chciał odpocząć.
- Z aparatem...? - wymamrotał, nareszcie znów skupiając uwagę na synu. - O nie, nie, mi na pewno zdjęć nie robisz.
Skrzyżowałby ręce, ale w jednej trzymał szklankę a w drugiej fajkę.
- Po co ci go w ogóle dała? Jesteś na jakiejś... misji? - mówił z niemal mechanicznym przekąsem.
Z zaskakująco szczerym oburzeniem spojrzał w czarne oczy Sauriela, gdy ten żachnął się na rzucony mu komplement. Wyglądało na to, że Eryk faktycznie próbował powiedzieć mu coś przyjemnego, co osłodziłoby mu trochę proces tego chorego samobiczowania, który ciągnął chyba jeszcze od lat wczesnonastoletnich. Oporny jak zawsze.
- No i chuj, że ta fajka? Kobiet to nie obchodzi. Jeśli jakaś się znajdzie z takim kijem w dupie, to i tak nie warto z taką kręcić. Zły temperament - rzucił, kwitując swoją wypowiedź wzruszeniem ramion.
Nie umknęło mu to, że chłopak zamówił już kolejnego drinka. Ważył chwilę w głowie jego słowa dotyczące Anny i widać było to po tym o tyle, że nie mógł powstrzymać kwaśnego grymasu od wykręcenia mu twarzy.
- To chyba tylko ty zamierzasz się tutaj schlać, ja się nie śpieszę. Nie mam po co. - Upił kolejny łyk koktajlu, bladym uśmiechem obdarzając barmankę zajętą rozlewaniem alkoholu innym gościom. - I to nie ja ją załamuję, Annę, tylko ty. A ona mnie. Od lat. Warci siebie jesteście. Ja bym jej krzywdy, kurwa, nie zrobił, wiesz o tym doskonale.
Potrzebował niemal minuty, żeby oderwać myśli od tej wyjątkowo kąśliwej uwagi na temat swojego małżeństwa, przez ten czas rozglądając się w milczeniu po sali. Słuchał tego, co Sauriel mówił, ale nie potrafił się na tym skupić. Zastanawiał się, czy będzie w stanie tak po prostu puścić jego wcześniejsze drwiny w niepamięć. Jakkolwiek wzbudzały one w nim uciążliwą frustrację, głęboko w kościach czuł znużenie; nie miał siły na to wszystko. Chciał odpocząć.
- Z aparatem...? - wymamrotał, nareszcie znów skupiając uwagę na synu. - O nie, nie, mi na pewno zdjęć nie robisz.
Skrzyżowałby ręce, ale w jednej trzymał szklankę a w drugiej fajkę.
- Po co ci go w ogóle dała? Jesteś na jakiejś... misji? - mówił z niemal mechanicznym przekąsem.