Jest inaczej, gdy widzisz śmierć kogoś, kogo zupełnie nie znasz, kto pojawia się w myśli i znika, jak w przypadku mężczyzny, który wzniecił ogień. Kiedy jednak wizja staje się prawdą i dotyka kogoś, kto miał znaczenie, trójka mieczy stawała się całkowicie rzeczywistą kartą, przypiętą do piersi. Koniec końców był tylko człowiekiem.
— Rosie! — ilość imion, które wykrzykiwał, w ramach eksklamacji przerażenia, stawała się światem na ramionach Atlasa. Wiedział, że będzie ich jeszcze więcej. Spojrzał w dół. Otoczona przez zieleń była jak rozłożona dokładnie i delikatnie kruchość wszechświata, z tym że nie była wcale taka krucha.
Usiadł na brzegu zapadliny i postanowił zsunąć się do kobiety, do dwóch kobiet, szczątków i tej, która nosiła nadzieję oddechu w swoich płucach. Nawet jeżeli miało się dokonać to, czego się obawiał, zaciskając w pięści różdżkę, był gotów, aby zatrzymać słońce i sięgnąć do energii życiowych, złamać zasady stworzone ludzką ręką, aby ją uratować.
Morpheus wyśmiewał miłość, głośno mówił o tym, że nie planuje kochać, że tylko pożąda, ale okłamywał sam siebie. Morpheus Longbottom był przepełniony miłością i drobinki niej, jak cukier puder, jak brokat, którego nie da się pozbyć, przylepiały się do tych, których kochał. Migotliwe iskierki tego, czego się wyrzekał, na Alexandrze, na Ambrosii. Nawet jeżeli nici mówiły o namiętnościach, gdzieś pod przeważającą czerwienią własnej świadomości kryła się jasność miłości szczerej i prostej, tej, która wiedzie na barykady i sześć stóp w głąb. Nawet jeśli żegnał cały mrok z siebie, kochał tak szeroko, że w jaskrawości cień nie był już rozmytą drogą, lecz ostrą linią południowego słońca. W całej jego jasności słońca tylko jeden stanowczy krok dzielił go od kompletnego mroku.
— Rosie, Rosie... — powtórzył, docierając do McKinnon, teraz ubrudzony też ziemią. Ambrosia była żywa. Bardzo żywa. Zgasił płomień magii w sobie i nachylił się, aby usłyszeć, co mówi. Triona? Kim była Triona?
Morpheus zaczął rozglądać się dookoła, szukając tej kobiety, przypomniał sobie zaraz o szczątkach i mocy byłej asystentki zerkania w Limbo.
— Rozmawiaj z nią. Sięgnij do niej. Ona leczy. Ona chyba leczy o miejsce.
Patrzył dookoła, znaleźli się pod ziemią, przy ołtarzu, czy były tam jakieś korytarze? Coś, co sugerowałoby, jak dostać się do Millie? Może ją również przywołały tajemnicze kości?