09.06.2024, 16:15 ✶
Ogród, w pobliżu występujących z ogniem cyrkowców
Wstrzymałem wdech, wpatrując się zaskoczonym wzrokiem we Flynna, który właśnie dostał ode mnie z pięści. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu myślałem sobie, że nie byłbym w stanie zrobić mu krzywdy, bynajmniej nie tej fizycznej. Najwyraźniej srogo się myliłem, bo moja pięść idealnie walnęła go w policzek. Zrobił to w takiej chwili, że nie byłem w stanie już zareagować inaczej. Swoją drogą, przez głowę mi tak przemknęła myśl, że ciekawe, z jakiego powodu to zrobił...? Ze względu na słodką Lukrecję...?! Ta, taka była moja pierwsza myśl. Podła i gorsząca moją wartość, a też stawiająca Flynna gdzieś w nieciekawym świetle... Chociaż przecież wślizgiwał się do domu Blondie. Na pewno zrobił to on... I mnie to dodatkowo dobijało, ta myśl, ta podła myśl, że ja i Raziel mogliśmy nie być jedynymi. Dziwne, że w takiej sytuacji już akceptowałem tego jednego, nie chcąc akceptować całej rzeszy kochanków. I kochanek zresztą też.
Najgorzej, bo chciałem Prewettowi przywalić jak najmocniej, ale najwyraźniej wyszedłem z wprawy. Może to dobrze, bo nie spodziewałem się, że drogę zastąpi mi Flynn. Drgnąłem jak oparzony. Rozłożyłem zaskoczony dłonie, jak gdybym chciał jakoś to cofnąć, przeprosić, wydukać cokolwiek...? I ostatecznie to Flynn okazywał się być tym bardziej rozważnym, odpowiedzialnym. Może niebo miało runąć? Może miało runąć, tak.
Nie skomentowałem słów ochroniarza. Miał rację. Odwalało mi, a jeszcze ten Laurent... Był niczym zapalnik na to wszystko, co mnie gniotło od wewnątrz. Tańczyć mu się zachciało!
- Mówiłem mu, że ma się nie zbliżać do cyrku. Nie wiem, czy widziałeś... Wpisałem go na czarną listę - wyrzuciłem z siebie wściekły, odwracając się plecami zarówno do ochroniarza, jak Flynna. Potrzebowałem ochłonąć, szybko ochłonąć. Mogli w każdej chwili potrzebować mojej pomocy... Albo i nie. Komu potrzebny szef-furiat?
A właśnie... Flynn i jego policzek!
Odwróciłem się od razu zatroskany, zbliżając się do niego i delikatnie dotykając tego policzka. Nie widać było rozcięcia, więc nie było tak źle...? I zapewne miałem wyjść na pizdeusza.
- Boli? Przepraszam - zapytałem i odpowiedziałem od razu. W namiocie mieliśmy jakieś eliksiry, ale nie byłem pewien, czy było coś jeszcze na obtłuczenia. Schodziło jak świeże bułeczki. - Przepraszam - powtórzyłem zmieszany, zastanawiając się, za co tak dokładnie przepraszałem. Za tą zabłąkaną pięść, bycie nierozważnym, za brak akceptacji go każdego czy za bycie żenującym ojco-brato-szefem?
Wstrzymałem wdech, wpatrując się zaskoczonym wzrokiem we Flynna, który właśnie dostał ode mnie z pięści. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu myślałem sobie, że nie byłbym w stanie zrobić mu krzywdy, bynajmniej nie tej fizycznej. Najwyraźniej srogo się myliłem, bo moja pięść idealnie walnęła go w policzek. Zrobił to w takiej chwili, że nie byłem w stanie już zareagować inaczej. Swoją drogą, przez głowę mi tak przemknęła myśl, że ciekawe, z jakiego powodu to zrobił...? Ze względu na słodką Lukrecję...?! Ta, taka była moja pierwsza myśl. Podła i gorsząca moją wartość, a też stawiająca Flynna gdzieś w nieciekawym świetle... Chociaż przecież wślizgiwał się do domu Blondie. Na pewno zrobił to on... I mnie to dodatkowo dobijało, ta myśl, ta podła myśl, że ja i Raziel mogliśmy nie być jedynymi. Dziwne, że w takiej sytuacji już akceptowałem tego jednego, nie chcąc akceptować całej rzeszy kochanków. I kochanek zresztą też.
Najgorzej, bo chciałem Prewettowi przywalić jak najmocniej, ale najwyraźniej wyszedłem z wprawy. Może to dobrze, bo nie spodziewałem się, że drogę zastąpi mi Flynn. Drgnąłem jak oparzony. Rozłożyłem zaskoczony dłonie, jak gdybym chciał jakoś to cofnąć, przeprosić, wydukać cokolwiek...? I ostatecznie to Flynn okazywał się być tym bardziej rozważnym, odpowiedzialnym. Może niebo miało runąć? Może miało runąć, tak.
Nie skomentowałem słów ochroniarza. Miał rację. Odwalało mi, a jeszcze ten Laurent... Był niczym zapalnik na to wszystko, co mnie gniotło od wewnątrz. Tańczyć mu się zachciało!
- Mówiłem mu, że ma się nie zbliżać do cyrku. Nie wiem, czy widziałeś... Wpisałem go na czarną listę - wyrzuciłem z siebie wściekły, odwracając się plecami zarówno do ochroniarza, jak Flynna. Potrzebowałem ochłonąć, szybko ochłonąć. Mogli w każdej chwili potrzebować mojej pomocy... Albo i nie. Komu potrzebny szef-furiat?
A właśnie... Flynn i jego policzek!
Odwróciłem się od razu zatroskany, zbliżając się do niego i delikatnie dotykając tego policzka. Nie widać było rozcięcia, więc nie było tak źle...? I zapewne miałem wyjść na pizdeusza.
- Boli? Przepraszam - zapytałem i odpowiedziałem od razu. W namiocie mieliśmy jakieś eliksiry, ale nie byłem pewien, czy było coś jeszcze na obtłuczenia. Schodziło jak świeże bułeczki. - Przepraszam - powtórzyłem zmieszany, zastanawiając się, za co tak dokładnie przepraszałem. Za tą zabłąkaną pięść, bycie nierozważnym, za brak akceptacji go każdego czy za bycie żenującym ojco-brato-szefem?