09.06.2024, 16:32 ✶
– Hm... Ale jeśli nazwiemy tak sklep dla klątwołamaczy, to wszystkie klątwy domyślą się, że jesteśmy sklepem dla klątwołamaczy i jeszcze urządza protest, że utrudniamy im wykonywanie zawodu. – Nie... To musiała być jakaś sprytna nazwą. Jakaś taka... Zupełnie nie powiązana z klątwami, aby nikt się nie zorientował. – Co powiesz na... Piekarnia?
Tak, to było genialne w swojej prostocie. Naprawdę dzisiaj odkrywał więcej powołań, innych niż magimedycyna, niż przez całe swoje dotychczasowe życie.
– Nie mów tak. Jak dla mnie to zawsze myślisz. A teraz jedz te żabę, bo ci wystygnie – rzucił, bo przecież Brenna myślała i to bardzo dużo. Tak przynajmniej zawsze mu się wydawało. To on miał teraz wrażenie, jakby londyńskie mgły okryły mu całą głowę.
Brennie rzeczywiście udało się skierować jego tok myślenia na sprawę Tatcherów, w której naprawdę chciał jej pomóc, nawet jeśli dalej nie do końca rozumiał co się w okół niego działo, ani czemu nagle miał wrażenie, że patrzył na pana Tatchera że swojej perspektywy.
– Sześć. Dziwny proszek – wymamrotał, wodząc spojrzeniem po kolejnych kartach. Ugh. Coś mu naprawdę świtało, ale miał wrażenie, że gdy tylko musiał się skupić, gdy tylko próbował złapać się jednej myśli ta uciekała mu z prędkością światła, a coś w środku jego głowy zaczynało go boleć i parować. – No bo, no bo oni strasznie się pokłócili. I ta pani domu chciała zaatakować kochankę, bo ogarnęła, że to nie był prawdziwy niebieski facet. I próbowali ją powstrzymać. Ale ją trafiła. To znaczy nie ją ją. Tę drugą ją. I chcieli komuś wyczyścić pamięć jakimś proszkiem, bo jednak tak troche głupio próbować kogoś mordować na oczach uzdrowiciela. I w sumie to wyszło, że... Wyszło, że... Bo oni... Bo ten proszek... – Wydał z siebie sfrustrowany westchnienie i położył głowę na stole. – Nie wiem Brenno. Nie podoba mi się ta gra. Ani ta historia. nie chcę o tym myśleć. W ogóle nie chcę myśleć. Myślenie jest głupie. Przez myślenie mam w głowie myśli. Nie rozumiem czemu najpierw to był żart, potem historia, której nie znam, ale teraz to ty jej nie znasz, a ja ją znam, a tak w ogóle to z jakiegoś powodu jak mi o niej opowiadasz to mam wrażenie jakbym sam tam był. Chyba po prostu bardzo dobrze ją opowiadasz. Na pewno nie chcesz zagrać w karty? Dam ci wygrać. Proszę.
Tak, to było genialne w swojej prostocie. Naprawdę dzisiaj odkrywał więcej powołań, innych niż magimedycyna, niż przez całe swoje dotychczasowe życie.
– Nie mów tak. Jak dla mnie to zawsze myślisz. A teraz jedz te żabę, bo ci wystygnie – rzucił, bo przecież Brenna myślała i to bardzo dużo. Tak przynajmniej zawsze mu się wydawało. To on miał teraz wrażenie, jakby londyńskie mgły okryły mu całą głowę.
Brennie rzeczywiście udało się skierować jego tok myślenia na sprawę Tatcherów, w której naprawdę chciał jej pomóc, nawet jeśli dalej nie do końca rozumiał co się w okół niego działo, ani czemu nagle miał wrażenie, że patrzył na pana Tatchera że swojej perspektywy.
– Sześć. Dziwny proszek – wymamrotał, wodząc spojrzeniem po kolejnych kartach. Ugh. Coś mu naprawdę świtało, ale miał wrażenie, że gdy tylko musiał się skupić, gdy tylko próbował złapać się jednej myśli ta uciekała mu z prędkością światła, a coś w środku jego głowy zaczynało go boleć i parować. – No bo, no bo oni strasznie się pokłócili. I ta pani domu chciała zaatakować kochankę, bo ogarnęła, że to nie był prawdziwy niebieski facet. I próbowali ją powstrzymać. Ale ją trafiła. To znaczy nie ją ją. Tę drugą ją. I chcieli komuś wyczyścić pamięć jakimś proszkiem, bo jednak tak troche głupio próbować kogoś mordować na oczach uzdrowiciela. I w sumie to wyszło, że... Wyszło, że... Bo oni... Bo ten proszek... – Wydał z siebie sfrustrowany westchnienie i położył głowę na stole. – Nie wiem Brenno. Nie podoba mi się ta gra. Ani ta historia. nie chcę o tym myśleć. W ogóle nie chcę myśleć. Myślenie jest głupie. Przez myślenie mam w głowie myśli. Nie rozumiem czemu najpierw to był żart, potem historia, której nie znam, ale teraz to ty jej nie znasz, a ja ją znam, a tak w ogóle to z jakiegoś powodu jak mi o niej opowiadasz to mam wrażenie jakbym sam tam był. Chyba po prostu bardzo dobrze ją opowiadasz. Na pewno nie chcesz zagrać w karty? Dam ci wygrać. Proszę.