09.06.2024, 17:17 ✶
Ciężkie brzemię słodko-gorzkiego pocałunku. Pragnąłem go mieć całego... Poprawka, pragnąłem go mieć całego dla siebie, ale tak ewidentnie się nie dało. Przez to wariowały wszystkie kontrolki w moim ciele, a rozwaga w tym przypadku nawet całkowicie zgasła. Oczywiście, nie chciałem go tracić, stracić czy odzyskać, bo pragnąłem mieć go wciąż przy sobie, tak nieprzerwanie i solidnie, ale jednak... wcześniej wyjazdy, a teraz inne jego miłostki zaburzały mi solidnie obraz naszej szczęśliwej rodziny. I pomyśleć, że chciałem nawet spełniać jego marzenia o byciu żoną. Nie miałem pojęcia, jak się do tego zabrać, ale byłem gotów na wszelkie opcje, byleby poczuł się bardziej ze mną, ale...
No właśnie, jakie ale? Spojrzałem na niego, tak na powrót, kiedy mną szarpnął. Wciąż to do mnie nie docierało, że to szczęście... Że my... Że to, co nas łączyło... Sam nie byłem pewien, co się z tym działo. Jak to nazwać? Flynn był przekonany, że mnie kocha, że mam go całego, a jednak jak stąd wyjdzie, to... pójdzie Tam? I co będzie tam robił... z Nim? Co będą robić? Co mówić? Jak się czuć? Czy będą ze sobą spać? Czy może inaczej spędzać czas?
- Tak się właśnie zastanawiam - zacząłem w odpowiedzi na słowa Flynna. Oczywiście, nie tak od razu, bo jednak byłem pełen obaw, żeby go nie zrazić do siebie, ale - tak myślałem, przynajmniej - już to zrobiłem. Swoimi obawami. Wziąłem głęboki wdech, tak dla odwagi, ale chuja dało. - Tak się zastanawiam, że... że ja może faktycznie... Nie spodziewałem się tego, że... Nie wiem, jak to inaczej określić, ale tak się czuję po prostu, że jestem zastępowany. Nie spodziewałem się, że możesz mnie zastąpić, bo nie wiem, z jakiego innego powodu mógłbyś kochać kogoś jeszcze... - przyznałem zagubiony. Nie, to nie były odpowiednie słowa. Raczej powinienem zapytać, czego mi brakowało, a co posiadał ten drugi...? Choć nie, to też nie było odpowiednie do tej chwili. Prawdopodobnie nie było słów, które mogły wyrazić ten bałagan w mojej głowie i w moim sercu.
- Muszę to przemyśleć. Teraz sam nie wiem, co myśleć o tym... Gdzie w tym jestem ja... I czy siebie oszukiwałem, czy nie...? Po prostu spodziewałem się wszystkiego najgorszego, ale nie tego. Nie tego - przyznałem szeptem, przecierając swoją twarz. Umęczoną, udręczoną twarz. Oczy musiałem mieć czerwone jak diabli. - Chciałeś być ze mną na dobre i na złe... Być moją żoną. Chciałeś być moją żoną. Czy to było szczere? - dopytałem go tak dla pewności, bo już się ubiłem w tych wszystkich wyznaniach, ale to zapewne brało się stąd, że ja tylko Flynna brałem pod uwagę u swego boku i nikogo innego więcej. Czy mogłem kochać kogoś jeszcze tak, jak kochałem jego? Romantyczna miłość do kogokolwiek, kogo znałem, jakoś mi nie leżała, choć było mnóstwo super istot w moim otoczeniu. Kochałem ich, ale w pełni jak rodzinę.
No właśnie, jakie ale? Spojrzałem na niego, tak na powrót, kiedy mną szarpnął. Wciąż to do mnie nie docierało, że to szczęście... Że my... Że to, co nas łączyło... Sam nie byłem pewien, co się z tym działo. Jak to nazwać? Flynn był przekonany, że mnie kocha, że mam go całego, a jednak jak stąd wyjdzie, to... pójdzie Tam? I co będzie tam robił... z Nim? Co będą robić? Co mówić? Jak się czuć? Czy będą ze sobą spać? Czy może inaczej spędzać czas?
- Tak się właśnie zastanawiam - zacząłem w odpowiedzi na słowa Flynna. Oczywiście, nie tak od razu, bo jednak byłem pełen obaw, żeby go nie zrazić do siebie, ale - tak myślałem, przynajmniej - już to zrobiłem. Swoimi obawami. Wziąłem głęboki wdech, tak dla odwagi, ale chuja dało. - Tak się zastanawiam, że... że ja może faktycznie... Nie spodziewałem się tego, że... Nie wiem, jak to inaczej określić, ale tak się czuję po prostu, że jestem zastępowany. Nie spodziewałem się, że możesz mnie zastąpić, bo nie wiem, z jakiego innego powodu mógłbyś kochać kogoś jeszcze... - przyznałem zagubiony. Nie, to nie były odpowiednie słowa. Raczej powinienem zapytać, czego mi brakowało, a co posiadał ten drugi...? Choć nie, to też nie było odpowiednie do tej chwili. Prawdopodobnie nie było słów, które mogły wyrazić ten bałagan w mojej głowie i w moim sercu.
- Muszę to przemyśleć. Teraz sam nie wiem, co myśleć o tym... Gdzie w tym jestem ja... I czy siebie oszukiwałem, czy nie...? Po prostu spodziewałem się wszystkiego najgorszego, ale nie tego. Nie tego - przyznałem szeptem, przecierając swoją twarz. Umęczoną, udręczoną twarz. Oczy musiałem mieć czerwone jak diabli. - Chciałeś być ze mną na dobre i na złe... Być moją żoną. Chciałeś być moją żoną. Czy to było szczere? - dopytałem go tak dla pewności, bo już się ubiłem w tych wszystkich wyznaniach, ale to zapewne brało się stąd, że ja tylko Flynna brałem pod uwagę u swego boku i nikogo innego więcej. Czy mogłem kochać kogoś jeszcze tak, jak kochałem jego? Romantyczna miłość do kogokolwiek, kogo znałem, jakoś mi nie leżała, choć było mnóstwo super istot w moim otoczeniu. Kochałem ich, ale w pełni jak rodzinę.