Ach, jak zawsze elegancki... Człowiek, który chyba nigdy nie zginał karku. Niewzruszenie wyprostowany, Zeus - sam miał siebie za takowego. Pamiętał te niewinne żarty, które tak wiele wnosiły samouwielbienia do jednego pokoju. W tym pokoju jednak zawsze było miejsce dla niego. Bez względu na to, jak się nie dogadywali, jakie potrafili mieć różnice w poglądach - Edward marzył o tym, żeby mieć syna, który będzie spoglądał na co dzień na ten świat tak, jak spoglądał teraz. A teraz spoglądał na niego, jakby ten świat rzucił mu wyzwanie. A on na nie odpowiedział. Nie tylko Edward był w nim zgubą dla niego samego. Był wisienką na torcie, którą każdy chciał dostać, ale pod nim było pełno warstw, które składały się na ten niefortunny wieczór. Na to, jak parszywy miał nastrój i na to, że się najzwyczajniej na świecie upił. Wiele mu nie było potrzeba, to prawda, ale też wystarczyło się przypilnować. Doskonale znał swoje limity i nie zwykł doprowadzać się do takiego stanu. Tym bardziej na tak istotnych imprezach jak ta u Blacków.
- Właściwie to bardzo nonsensownie brzmi. - Powiedział prawie że niedbale, chociaż wcale nie ubywało mu tej dziwnej pewności siebie nawet w chwili, kiedy Edward oparł swoje dłonie na jego mizernych ramionach. Mimo wszystko wyprostował się bardziej, jak struna. Przesunął palcami po włosach, żeby je poprawić, jakby to było szalenie istotne, żeby się prezentować idealnie, kiedy ojciec na ciebie patrzy. - Od dawna chciałem ci powiedzieć, że seksownie wyglądasz. - I powiedział to z pełną powagą, spoglądając Edwardowi w oczy. Prawdę mówiąc oczekiwał czegoś w rodzaju: oczywiście, wiem o tym. Z drugiej strony spodziewał się, że może dostać policzek w twarz. - Kłamałem, że zakochałem się w brunetce. To był brunet. - Pandora była bliższa temu ideałowi, ale co zrobić, skoro była córką? Może dziadek coś cisnął swojemu synowi do łba, że to jednak nie kobieta powinna siedzieć na tronie? Albo Aydaya szeptała, że Pandora to najlepszy wybór? A może nikt niczego nie mówił, bo Edward i tak był tak zafiksowany na punkcie tego, czego sam pragnął, że nie dawał sobie przemówić do rozsądku, kiedy się na coś uparł. Czy może jednak to Laurent od zawsze źle go oceniał, a od pewnego momentu niemal wszystko traktował jak walkę, jak potyczkę? Rzeczywiście ten miesiąc było dobrze między nimi. Nie chciał tego zepsuć. Ale jednocześnie był pijany i właśnie kończył jeden z najgorszych dni swojego życia. Zamilknął, chociaż chciał mówić dalej. Musiał poczekać na reakcję.