W wielkiej Brytanii jest niedawna - przybył do ojczyzny swojego biologicznego ojca zaledwie tydzień temu i zdołał znaleźć odpowiednie dla siebie zakwaterowanie. Odbywające się cyklicznie sabaty nie były dla niego zaskoczeniem - we Francji one również się odbywały. Będąc teraz tutaj postanowił się wybrać na organizowany z okazji Lammas kiermasz. Nie przyszedł tutaj sam, towarzyszyła mu jego kuzynka Celine. W rzeczywistości nie łączyły ich żadne więzy krwi, jednak teraz była jego krewną i będzie nią tak długo, jak długo będzie posługiwać fałszywymi personaliami. Mistyfikacjo trwaj!
W tym dniu pozostawił wszystkie eleganckie ubrania w swojej szafie, z których spora część została zakupiona za pieniądze czarownicy, którą owinął sobie wokół palca. Tego dnia nie ubrał się zbyt ciepło - od rana było naprawdę duszno, dlatego prócz ciemnych spodni założył białą koszulę, której rękawy podwinął do łokci. Biorąc pod uwagę gwałtowną zmianę pogody, zabrał ze sobą cienki zielony golf, spoczywający na jego plecach ze luźno związanymi z przodu rękawami.
Na podest, na którym ustawiono stoliki, wkroczył wraz z Celine od strony widowni. Kierowali się w stronę jednego z wolnych stolików, na którego blacie pozostawiono do dyspozycji klientów proste karty menu. Zamówienia składało się przy barze. Po tym miejscu nie należało się spodziewać prawdziwie wykwintnej kuchni, jednak miał cichą nadzieję, że podawane tutaj dania są na tyle przyzwoite, że da się je zjeść. Podejrzewał, że będą oferowane tutaj dania typowo lokalne i przystępne cenowo.
— Usiądźmy. Jak przejrzymy menu to podejdę do baru złożyć nasze zamówienie. — Zwrócił się do blondynki podczas oczekiwania aż ona zdecyduje się usiąść na odsuniętym przez niego krześle.
@Celine Delacour