02.01.2023, 17:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2023, 17:18 przez Fergus Ollivander.)
- Skąd wzięłaś czekoladowy tort na środku naszego sklepu? - spytał podejrzliwie Fergus, przypominając sobie prawa mówiące o tym, że nie dało się wyczarować jedzenia z niczego, a wątpił, by Brenna nosiła w kieszeniach mąkę i kakao. - Też chcę znać taką magię, która pozwala ci stworzyć tort dla demonów.
Fergus nie zamierzał plotkować na temat poczynań Brenny, co najwyżej wspomnieć o tym Norze, o której wiedział, że była przyjaciółką panny Longbottom, więc raczej doceniłaby żart z czekoladowym ciastem. Co innego jego ojciec, który mógłby przypadkiem coś palnąć Fortescue, z którym często widywał się na sąsiedzkich pogawędkach. Tylko czy ktokolwiek wnikałby w działania BUMu, skoro byli skuteczni? Co innego, gdyby popełnili radykalny błąd, ale w przypadku zwykłej kradzieży raczej o to ciężko.
- Nie tobie jednej jest przykro - powiedział, ciągnąc ją do biura, gdzie znajdowały się wspomnienie przez niego ciastka, najzwyklejsze herbatniki z konfiturą, ale i tak pyszne. Podsunął Brennie paczkę i sam sięgnął po jedno z nich, chociaż niespecjalnie czuł się głodny.
- Naprawdę udało ci się cokolwiek odkryć? Myślałem, że perfumy od Potterów używa sporo osób, wszędzie o nich trąbią - mówił, obracając w dłoni ciasto, o którym zdawał się zapomnieć, że powinien wsadzić je do ust. - Dasz mi znać pierwszemu, kiedy już będziesz miała pewność, kto to? Nie chcę, żeby ojciec narobił niepotrzebnego rabanu. Te różdżki z włosami jednorożców to jego specjalność, bardziej kocha chyba tylko pióra feniksa - ciągnął dalej, w końcu odgryzając kawałek herbatnika i powoli go żując. Naprawdę ciekawiło go, jakiego rodzaju magii użyła Brenna, choć głupio mu było zapytać. A i tak pewnie nie zyskałby odpowiedzi, zwłaszcza takiej satysfakcjonującej. W całej tej sytuacji chyba i tak najbardziej mu było szkoda biednego Sadwicka, którego zostawili z jego ojcem i którego, jak się Fergusowi wydawało, brygadzista trochę się bał.
Fergus nie zamierzał plotkować na temat poczynań Brenny, co najwyżej wspomnieć o tym Norze, o której wiedział, że była przyjaciółką panny Longbottom, więc raczej doceniłaby żart z czekoladowym ciastem. Co innego jego ojciec, który mógłby przypadkiem coś palnąć Fortescue, z którym często widywał się na sąsiedzkich pogawędkach. Tylko czy ktokolwiek wnikałby w działania BUMu, skoro byli skuteczni? Co innego, gdyby popełnili radykalny błąd, ale w przypadku zwykłej kradzieży raczej o to ciężko.
- Nie tobie jednej jest przykro - powiedział, ciągnąc ją do biura, gdzie znajdowały się wspomnienie przez niego ciastka, najzwyklejsze herbatniki z konfiturą, ale i tak pyszne. Podsunął Brennie paczkę i sam sięgnął po jedno z nich, chociaż niespecjalnie czuł się głodny.
- Naprawdę udało ci się cokolwiek odkryć? Myślałem, że perfumy od Potterów używa sporo osób, wszędzie o nich trąbią - mówił, obracając w dłoni ciasto, o którym zdawał się zapomnieć, że powinien wsadzić je do ust. - Dasz mi znać pierwszemu, kiedy już będziesz miała pewność, kto to? Nie chcę, żeby ojciec narobił niepotrzebnego rabanu. Te różdżki z włosami jednorożców to jego specjalność, bardziej kocha chyba tylko pióra feniksa - ciągnął dalej, w końcu odgryzając kawałek herbatnika i powoli go żując. Naprawdę ciekawiło go, jakiego rodzaju magii użyła Brenna, choć głupio mu było zapytać. A i tak pewnie nie zyskałby odpowiedzi, zwłaszcza takiej satysfakcjonującej. W całej tej sytuacji chyba i tak najbardziej mu było szkoda biednego Sadwicka, którego zostawili z jego ojcem i którego, jak się Fergusowi wydawało, brygadzista trochę się bał.