Rozmawiam z Bellą
Czasami nie miało się wpływu na plotki. Po prostu powstawały, bez naszego udziału, cokolwiek byśmy nie robili… Tym większy impakt miały, kiedy człowiek bardzo się od nich wzbraniał. Ale Bellatrix… Póki co było wokół niej cicho. Pojawiła się w gazecie, w rankingu czarownicy, ale poza tym – cisza. Victoria… to zupełnie inna historia. O niej pisali sporo i nawet specjalnie się nie kryła od tego, wręcz sama zgodziła się na jeden z wywiadów, ekskluzywnie dla Proroka Codziennego i od tamtego czasu… Cóż. Jedyne, o co dbała, to żeby przy okazji nie oberwali jej bliscy i zdaje się, że na przykład Saurielowi darowano wystąpienie w plotkarskich mediach. To o Victorii gadali to i tamto, spekulowano, wyciągnięto skądś stare historie. One i tak nie były jakieś bardzo kolorowe, bo zawsze o swoją prywatność dbała i nie angażowała się w żadne skandale obyczajowe. Była czysta… zbyt czysta może nawet.
Czekolada przede wszystkim potrafiła nieźle zadziałać na nastrój, poprawić humor – to też magia, ale zupełnie innego rodzaju, niż kilka kropel amortencji w drinku.
– Z drugiej strony jak wiesz, że to drinki i jak ludzie też wiedzą, że to drinki… To niektórzy pewnie pozwolą sobie dzięki temu na więcej – bale i bankiety… Niektórzy dbali o pozory, a z niektórych, zwłaszcza pod wpływem alkoholu, wychodziły prawdziwe bestie i demony w ludzkiej skórze. – Pytanie na ile to świadome działanie państwa młodych, a na ile samowolka obsługi? – Victoria odrobinę przekrzywiła głowę, pozwalając, by długie kolczyki oparły się na jej szyi.
– Żeby to była jeszcze popularność przez moje zasługi, a nie jakiś… błąd rzeczywistości – Victoria przymrużyła oczy i zaśmiała się cicho, ale taka była prawda: ona nawet nie wiedziała, że wchodzi do Limbo, wszystko, co się wydarzyło… nie zrobiła tego całkowicie świadomie i z rozmysłem. A teraz była tutaj i płaciła cenę. – Ale masz rację. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ – a Matka jej świadkiem, że Victoria bardzo tym razem świadomie wyciskała wszystko, co się dało z tej chwilowej popularności, by jak najwięcej ugrać dla siebie, głównie prywatnie, ale nie zamierzała o tym mówić.
Kiwnęła do Isaaca, kiedy ten już zrobił to swoje zdjęcie, na podziękowanie – widać mężczyzna był wynajętym fotografem, który robił zdjęcia na pamiątkę dla państwa młodych, a przy okazji do gazety… Miała tylko nadzieję, że jednak te prywatne sprawy i zabawy tutaj nie zostaną opisane w gazecie, bo to dopiero będzie skandal… Chyba mówił coś o Czarownicy wcześniej, tak? No cóż… Oby się obyło bez ekscesów.
– Wzajemnie – odpowiedziała mężczyźnie, odprowadzając go wzrokiem, póki nie zniknął jej za jakimiś ludźmi, po czym odwróciła wzrok, ponownie szukając Sauriela – i upewniwszy się, że nadal rozmawia ze swoim ojcem (co stawało się coraz dziwniejsze), uśmiechnęła się do Belli. – Państwo młodzi chyba gdzieś zniknęli już jakiś czas temu. A może chcesz zatańczyć ze mną, hm? Nie zrobimy tym większego szumu niż kilka biegających pod nogami kapibar – Victoria uwielbiała tańczyć i uważała, że wychodzi jej to zajebiście, więc jeśli Bella nie czuła się tak pewnie, to zawsze mogła ją poprowadzić, to nie był żaden problem, a fakt, że poprzedniego wieczoru udało jej się z Atreusem wygrać taneczny konkurs też chyba mówił za siebie.