Stanley nigdy nie ukrywał, że był na bakier z gotowaniem i zielarstwem i eliksirami i... pewnie jeszcze tuzinem innych rzeczy. Nie mógł być alfą i omegą, bo wtedy nie starczyłoby mu wolnego czasu na uśmiechanie się do Brenny w czasach gdy jeszcze pracował w Ministerstwie albo na picie alkoholu czy rozwiązywanie krzyżówek.
Nie mniej jednak, prowadząca nie miała całkowitej racji, ponieważ Borgin mógł zaprosić na domowy obiad, ale taki, który zrobiły ktoś inny - na przykład Francis. Po pierwsze gotował dobrze, a po drugie był jego pracownikiem, więc to prawie tak jakby to on sam to ugotował. Trochę pokrętną logika, ale z jak największym sensem według Stanleya.
- Jasna sprawa. Z wielką chęcią - odparł i ponownie zamienił się w słuch. Małe przypomnienie nikomu nie zaszkodziło, a i on sam się trochę nagadał, więc mógł już co nie co zapomnieć. To w końcu mogło być bardzo krzywdzące dla kandydatek, zwłaszcza gdyby któraś dostała punkty innej, a Stanley nie chciał być częścią żadnej "randkowej" afery.
Tak już wyszło, że z kandydatką numer jeden nie miał za dużo wspólnego, a może raczej nie chciał mieć. Z pewnych względów starał się jej unikać - może nawet nie doceniać. Z drugiej strony to sama mu dała pewne argumenty albo to inne kandydatki wypadły odrobinę lepiej.
Dwójka z charakteru wypadła najlepiej. W końcu nikt nie chciał związywać się z tak zwanymi sześćdziesiątkami. Dla niewtajemniczonych chodziło o artykuł 60 Magicznego kodeksu karnego. Zapewne brygadziści czy Aurorzy byli w stanie sobie to bardziej uzmysłowić. Pracownicy Wizengamotu również!
No i trójeczka. Ktoś kiedyś powiedział Stanleyowi bardzo mądre słowa - Trójkę panie, trójkę!. Czy miał zamiar się posłuchać? Tak. Musiał ryzykować, ponieważ ta kandydatka brzmiała mu dziwnie znajomo, a Borgin starał się uniknąć afery za wszelką cenę. W końcu chciał oddać nagrodę i czym prędzej się ulotnić.
Jednak po za jego własnym podejściem to miał z nią najwięcej wspólnego, więc automatycznie to ona musiała wygrać ten cały konkurs. Wypadła najlepiej - jej to się należało, jak Stanleyowi butelka whisky za ten cały trud.
- Cóż... Matematyka jest bardzo prosta i wszystko wskazuje tylko na jedną możliwość - odparł - Jest to kandydatka z największą ilością punktów, a więc kandydatka numer trzy - dodał, zaciskając w głębi duszy kciuki, aby jego rozumowanie okazało się prawdą. Merlinie, miej mnie w swojej opiece
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972