Oj chyba rozumi bardzo dobrze – nie powiedziała na głos Victoria, ale co pomyślała to jej… Nie zdziwiła się jednak odpowiedzią ani trochę. Wpisała to sobie tylko na kartkę z nieco zawziętą miną. Wygodne, wyrzucenie noża, zwłaszcza, że nigdy się go nie użyło, ale do tego przejdą pewnie za chwilę, niech tylko pojawi się trzecia albo i czwarta osoba biorąca na siebie śmierć pana Beauhcośtam – bo mniej więcej do tego się to właśnie w głowie Lestrange sprowadzało, a widząc minę Brenny, i jej coś podobnego musiało chodzić na myśl. Tamten pan musiał być obrzydliwym człowiekiem, że tyle osób chciało brać na siebie tę winę, ale jakikolwiek nie był… Mieli pecha, że na statku płynęły z nimi dwie przedstawicielki prawa, mające jakieś tam jednak doświadczenie, i którym bardzo zależało na czasie, by nie być uziemionym w porcie na miejscu.
Za chwilę i ona ją zobaczyła – pięknie ubraną, na drugim końcu korytarza, zmierzającą w ich stronę. Ciemnowłosa westchnęła cicho, na szczęście Brenna pomyślała o tym samym – że Henriette trzeba stąd ewakuować i to jak najszybciej, żeby nie miały okazji ze sobą porozmawiać. Może już to wcześniej zrobiły, na to nie miały wpływu, ale jeśli coś kobietom przyszło do głowy od wpływem zadawanych im pytań, to lepiej jednak by nie miały okazji się ze sobą skonsultować. Zastępca kapitana na szczęście pojął co się święci i wziął zaraz rozdygotaną służkę pod ramię, pospiesznie prowadząc ją w drugą stronę korytarza, z kolei Victoria upewniła się, że drzwi kabiny… obu kabin właściwie… są zamknięte i ruszyła za Brenną, by możliwie oddalić się od potencjalnego punktu spotkania Sophie z Henriette.
– Proszę się uspokoić, jedynie rozmawiałyśmy – mruknęła, w myślach dodając sobie, że przecież wszystkie trzy same do nich przyszły, nawet ich nie szukały. Wszystkie trzy same z siebie pragnęły się przyznać do popełnionej zbrodni. – Więc, panno Beauharnais – była pewna, że nie wymówiła tego tak, jak należy, ale nie robiła tego celowo. – Przyznaje się panna do winy? Co zrobiła panna z narzędziem zbrodni? Będzie nam potrzebne, by to potwierdzić – tym razem Victoria blefowała, tak jak wcześniej Brenna z tym nieszczęsnym nożem. Wcale nie potrzebowały narzędzia zbrodni, zwłaszcza jeśli go nie było. Ale przy tym Victoria znowu przekartkowała kartki, by zapisać sobie w czystym miejscu to i owo.