Udało jej się zrobić to samo, co Brennie. Unieruchomiła tego typa, którego morda znajdowała się na plakatach. Problem z głowy, przynajmniej na chwilę, chociaż może nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca, szczególnie, że dopiero wzeszło. Wiadomo, że życie lubi się komplikować w najmniej oczekiwanym momencie.
- Kojarzę pańską twarz, niestety nie z Czarownicy, a z plakatów z poszukiwanymi. - Wreszcie wyjaśniła mu, że go zna. Niech wie, że trafił na kompetentne magpolicjantki. - Jest pan aresztowany. - Ruszyła w jego kierunku z kajdankami, w między czasie kontynuowała wygłaszaną formułkę, żeby znał swoje prawa, musiała to zrobić, szczególnie, że wokół znajdowało się tylu gapiów, ktoś mógłby się przyczepić do tego, w jaki sposób wykonywała swoją pracę, a zdecydowanie wolała tego uniknąć.
- On jest poszukiwany Brenn. - Przyciągnęła za sobą mężczyznę w stronę swojej partnerki. Lepiej by było, żeby obie miały wszystko na oku.
W ogóle nie skupiała się na tym krzykaczu, który coś tam burczał o kradzieży mioteł, niepotrzebnie im tylko utrudniał sprawę, dostanie przecież swoją własność, szczególnie, że złapały dwójkę złodziei, czego więcej chciał? Niepotrzebnie szukał atencji, skoro złapały już sprawców.
Przesunęła wzrok na kolejnych zamieszanych w kraksę, zauważyła, że mężczyzna prowadzący dywan postanowił skorzystać z zamieszania i uciec stąd, gdy one nie patrzyły. Westchnęła ciężko, co to był za dzień. Nie czekała jednak na to, czy mu się uda, czy się nie uda. Próbował uciec, musiała zareagować, machnęła różdżką i znowu spróbowała wyczarować liny, które tym razem skrępują kierowcę latającego dywanu.
- Serio? Naprawdę, po tym wszystkim... - Mruknęła jeszcze pod nosem.
Sukces!
Slaby sukces...
kształtowanie - znowu liny