10.06.2024, 10:32 ✶
Basilius był zdecydowanie rozdarty pomiędzy ulgą, że spotkał znajome twarze, a zwłaszcza Millie, którą znał przecież znacznie dłużej, a niepokojem, bo przecież skoro obie z Penny były tutaj, to oznaczało to, że nie było ich nad ziemią, gdzie jak ostatnio sprawdzał to może i szalały dzikie korzenie z wolnego wybiegu, ale przynajmniej nie były to zamknięte tunele. Z dobrych wiadomości znaleźli Owena Bagshota.
Skinął głową na podane mu przez Penny informacje, a potem zabrał się za oglądanie odnalezionego historyka, próbując ocenić jako uzdrowiciel jak mu pomóc, korzystając z torby ze specyfikami, którą miał przy sobie, bo przecież gdy ich wciągnęło szli akurat do lasu na dalsze poszukiwania. Bagshot nie wyglądał tragicznie, ale Basilius chciał spróbować jakoś go wzmocnić, by dalej trzymał się na nogach, przynajmniej do momentu, aż opuszczą te podziemia, zwłaszcza że miał gorączkę. Jeszcze tylko zerknął dziwnie na Isaaca, powstrzymując się, aby się nie spytać, czy skoro już mu się tutaj tak nudziło i chciał z nim gadać, to nie mógł i jemu zaproponować zakładu, a nie zmuszać go do filozoficznych rozkmin.
– Dziękuję Millie – powiedział w odpowiedzi na jej pomoc. — Tak. Wpadliśmy. Wciągnęło nas, gdy Roberts próbował zaatakować las. Wiecie co z resztą?
Zacisnął mocno usta. Podziemna rzeka mogła prowadzić do wyjścia, gorzej, że pewnie to wyjście mogło być powiązane z koniecznością pływania, bo przecież ta martwa syrena, o której mówiła Moody raczej dostała się tu z innego wodnego zbiornika. A to już był dla Prewetta problem.
– W miejscu, gdzie nas wciągnęło, był jeszcze jeden tunel, którego nie sprawdziliśmy. Może tam coś jest? – zasugerował, zdecydowanie bardziej woląc inny tunel, ale nie zamierzał też się za bardzo kłócić na głos, jeśli reszta postanowiła imaczej, nie chcąc by jego obiekcje wobec potencjalnego kontaktu z wodą, wpłynęły na ich możliwość wydostania się stąd. – I uważajcie, po drodze spotkaliśmy zmasakrowanego ożywieńca.
/Korzystając z przewagi leczenie, próbuję ogarnąć Bagshota
Skinął głową na podane mu przez Penny informacje, a potem zabrał się za oglądanie odnalezionego historyka, próbując ocenić jako uzdrowiciel jak mu pomóc, korzystając z torby ze specyfikami, którą miał przy sobie, bo przecież gdy ich wciągnęło szli akurat do lasu na dalsze poszukiwania. Bagshot nie wyglądał tragicznie, ale Basilius chciał spróbować jakoś go wzmocnić, by dalej trzymał się na nogach, przynajmniej do momentu, aż opuszczą te podziemia, zwłaszcza że miał gorączkę. Jeszcze tylko zerknął dziwnie na Isaaca, powstrzymując się, aby się nie spytać, czy skoro już mu się tutaj tak nudziło i chciał z nim gadać, to nie mógł i jemu zaproponować zakładu, a nie zmuszać go do filozoficznych rozkmin.
– Dziękuję Millie – powiedział w odpowiedzi na jej pomoc. — Tak. Wpadliśmy. Wciągnęło nas, gdy Roberts próbował zaatakować las. Wiecie co z resztą?
Zacisnął mocno usta. Podziemna rzeka mogła prowadzić do wyjścia, gorzej, że pewnie to wyjście mogło być powiązane z koniecznością pływania, bo przecież ta martwa syrena, o której mówiła Moody raczej dostała się tu z innego wodnego zbiornika. A to już był dla Prewetta problem.
– W miejscu, gdzie nas wciągnęło, był jeszcze jeden tunel, którego nie sprawdziliśmy. Może tam coś jest? – zasugerował, zdecydowanie bardziej woląc inny tunel, ale nie zamierzał też się za bardzo kłócić na głos, jeśli reszta postanowiła imaczej, nie chcąc by jego obiekcje wobec potencjalnego kontaktu z wodą, wpłynęły na ich możliwość wydostania się stąd. – I uważajcie, po drodze spotkaliśmy zmasakrowanego ożywieńca.
/Korzystając z przewagi leczenie, próbuję ogarnąć Bagshota