On z kolei nie chciał bardzo rozmawiać o tym, co działo się na weselu. Nic się nie działo, poza kapibarami, różami i całym nonsensem z drinkami. Chciał porozmawiać o tym, co się stało, nie wspominając, jak bardzo to bolało. Musiał istnieć sposób, aby dbać o rany, nie otwierając ich ponownie. Aby nazwać ból, nie zapraszając go z powrotem do siebie. Oczywiście, że nic się nie działo. Nikt tu nie był winny, nie stało się nic.
Gwiazdy nadal nad nimi świeciły.
— Och tak, teraz mam męża i obowiązują mnie śluby czystości — powiedział, opierając się jak dama na ramieniu Anthony'ego na chwilę i parsknął. — Wiem, że jestem najprzystojniejszą wolną partią na rynku, skoro Jonathan teraz ma cię, Charlie, ale musisz uszanować, że nasza miłość jest oderwana od fizycznych aspektów, całkowicie metafizyczna.
Zawsze bawiło go to, jak cała trójka myślała, że by się z nimi nie przespał, aby niczego nie rujnować, kiedy, po pierwsze, na bezrybiu i rak ryba, a po drugie, w przeciwieństwie do nich, dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Ludzie przywiązywali do aktu seksualnego zbyt dużo znaczenia. Zawsze można nie patrzeć sobie w twarz, żeby się nie przywiązać. Były jednak rzeczy, których nie mówił na głos. Jak wszędzie.
Zgodnie z obowiązującymi ślubami, Morpheus zdjął z siebie ubranie i ułożył je, luźno złożone, z daleka od mokrych przestrzeni, nie chcąc narazić śliskiego jedwabiu na zniszczenie. Przeciągnął przez głowę bawełniany podkoszulek, zostając w kąpielówkach, dla komfortu Charlie. On nie miał żadnego wstydu. Mógł pokazywać się nago z liniami opalenizny w różnych stopniach, zrobionych przez ubranie, gdzie najbledsze były plecy, chociaż nie dość, by nie stwierdzić, że jak zwykły śmiertelnik, chodził bez koszuli na zewnątrz oraz z zadrapaniami na plecach.
— Tym razem nic wam nie kupię, straciliście swój fundusz za pierwszym razem — stwierdził. Zamiast jednak zanurzyć się w wodzie, sięgnął ku małemu pudełeczku, z którego wyciągnął gazę, strzykawkę i ampułkę z insuliną. Przetarł skórę na brzuchu odkażaczem, założył świeżą igłę, nabrał leku i wbił ją pod skórę. Powoli naciskając tłok, czekał, aż rozmowa popłynie dalej. Nie chciał rozmawiać o ślubach, nie gdy plotkowano, że niby ma go brać z Septimą Ollivander, nie kiedy wrócili ze ślubu całkiem niedawno, nie kiedy myślał o nieszczęśliwych ślubach. Nie, gdy czuł na sobie słodki dotyk mroku. Popływa, zrobi mu się lepiej, tak.