10.06.2024, 14:56 ✶
Nieświadom zupełnie dramatu rodziny Dolohov, poza oczywistą dla niego wiedzą dotyczącą drgnień serca pana domu, lubił gościć Annaleight w swoim domu. Lubił swobodne largamento ich rozmów, przenikanie światów zawodowego z może nie tyle prywatnym, co salonowym. Ich tematy najbliższe sercu, pozostawały skryte, lecz te, które drgały niezobowiązującą rozmową, czasem pokrywały się intensywnością współdzielonych zainteresowań, zawsze jednak w promieniu wzajemnego szacunku do spowinowaconej z nim magimedyczki. Edith odeszła, wciąż jednak Anthony dbał, żeby jego wżenienie się w rodzinę Lestrange nie słabło na sile. Ta nić nie mogła osłabnąć, nie kiedy nestorka rodu była jednocześnie dyrektorką Kliniki Magicznych Chorób i Urazów Św. Munga.
A jednak, ponad pragmatyczny cel, nie sposób było zaprzeczyć, że coś w stonowanej osobowości pani Dolohov mu odpowiadało.
– Niestety, posucha moja droga... Od rozpoczęcia tej naszej małej domowej wojny nie wyjeżdżałem dalej niż do Hiszpanii czy Francji. Czuję, że muszę być w kraju, trzymać rękę na pulsie – nawet nie chciał wymieniać ile ingerencji musiał zrobić na samym początku tej całej "imprezy" ze śmierciożercami, którzy na ślepo atakowali też różnych zagranicznych oficjeli, którzy incognito chcieli przejść się do zwykłego mugolackiego baru. Może i nie leżało to w jego jurysdykcji, ale jako inicjator Międzynarodowej Unii Magicznej leżało mu na sercu utrzymanie tej struktury przy życiu, gdy Voldemort walił na ślepo, niczym karykaturalny czarnoksiężnik z mugolskich opowieści dla dzieci, niepomny na to, że trzeba mieć czym rządzić i za co.
Ale to nie o polityce mieli dziś rozmawiać, przynajmniej nie takiej. Gdy powiedziała o winie natychmiast podszedł do jednej z szafek, która okazała się całkiem niezłą biblioteką win. Po krótkim zastanowieniu wyciągnął zalakowaną butelkę, która o dziwo nie nosiła na sobie znaku jego winnicy.
– To sąsiadów. Szczepy z XVIII wieku, idealne na Twoje delikatne podniebienie. Jest co prawda wytrawne, ale nosi aromat konfitury, toffi i kawy z odrobiną gałki muszkatołowej i czarnego pieprzu. – wprawnie pozbył się korka i dał winu chwilę wytchnienia, gdy sięgał po kryształowe kieliszki, które między wysoką nóżką a czarą nosiły na sobie srebrzystego smoka. – Jestem bardzo ciekaw jak będzie smakować teraz, bo co roku bukiet zyskuje tonów. – Uśmiechnął się do niej serdecznie i podzielił się swoim skarbem.
– Plany widzisz... Wiem o trwającym kryzysie. Po ostatnim sabacie ludzie na gwałt oczyszczają magazyny z leków, szykują się do zimy w sposób bardzo, energiczny żeby nie powiedzieć histeryczny. Niestety ta rosnąca paranoja przenosi się na naszych partnerów w Europie, którzy nie odpuszczają ustalonych w 68 liczb. Pojawiła się okazja, żeby z południowej Azji ściągnąć zamienniki i w ogóle...– umilkł na moment siadają na fotelu na przeciwko niej, nie oddzielając się bynajmniej katedrą, jakby była na jakimś przesłuchaniu. W tej rozmowie byliby partnerami biznesowymi, oczywiście, gdyby nie to, że była to rozmowa z oczywistych względów nieoficjalna. – ...nawiązać współpracę na gruncie farmacji, czy leczenie ogólnie. Nie mamy z Kambodżą jeszcze umowy handlowej, ale robię wszystko, by doprowadzić do jej podpisania. Twoje poparcie dla sprawy byłoby bardzo cenne w kontakcie z Dorindą. Potrzebowałbym też zespół, który przeanalizowałby propozycje drugiej strony co do zakresu działania specyfików, ale też ilości, która jest nam potrzebna. – Nie sięgał jeszcze po kieliszek, jakby był to przygotowany tost, gdy dobiją targu. Jeśli dobiją. Tak na prawdę, wino jeszcze potrzebowało pooddychać teraz, uwolnione dla świata, nęcące swoim zapachem co wrażliwsze na wrażenia zmysłowe ciała.
A jednak, ponad pragmatyczny cel, nie sposób było zaprzeczyć, że coś w stonowanej osobowości pani Dolohov mu odpowiadało.
– Niestety, posucha moja droga... Od rozpoczęcia tej naszej małej domowej wojny nie wyjeżdżałem dalej niż do Hiszpanii czy Francji. Czuję, że muszę być w kraju, trzymać rękę na pulsie – nawet nie chciał wymieniać ile ingerencji musiał zrobić na samym początku tej całej "imprezy" ze śmierciożercami, którzy na ślepo atakowali też różnych zagranicznych oficjeli, którzy incognito chcieli przejść się do zwykłego mugolackiego baru. Może i nie leżało to w jego jurysdykcji, ale jako inicjator Międzynarodowej Unii Magicznej leżało mu na sercu utrzymanie tej struktury przy życiu, gdy Voldemort walił na ślepo, niczym karykaturalny czarnoksiężnik z mugolskich opowieści dla dzieci, niepomny na to, że trzeba mieć czym rządzić i za co.
Ale to nie o polityce mieli dziś rozmawiać, przynajmniej nie takiej. Gdy powiedziała o winie natychmiast podszedł do jednej z szafek, która okazała się całkiem niezłą biblioteką win. Po krótkim zastanowieniu wyciągnął zalakowaną butelkę, która o dziwo nie nosiła na sobie znaku jego winnicy.
– To sąsiadów. Szczepy z XVIII wieku, idealne na Twoje delikatne podniebienie. Jest co prawda wytrawne, ale nosi aromat konfitury, toffi i kawy z odrobiną gałki muszkatołowej i czarnego pieprzu. – wprawnie pozbył się korka i dał winu chwilę wytchnienia, gdy sięgał po kryształowe kieliszki, które między wysoką nóżką a czarą nosiły na sobie srebrzystego smoka. – Jestem bardzo ciekaw jak będzie smakować teraz, bo co roku bukiet zyskuje tonów. – Uśmiechnął się do niej serdecznie i podzielił się swoim skarbem.
– Plany widzisz... Wiem o trwającym kryzysie. Po ostatnim sabacie ludzie na gwałt oczyszczają magazyny z leków, szykują się do zimy w sposób bardzo, energiczny żeby nie powiedzieć histeryczny. Niestety ta rosnąca paranoja przenosi się na naszych partnerów w Europie, którzy nie odpuszczają ustalonych w 68 liczb. Pojawiła się okazja, żeby z południowej Azji ściągnąć zamienniki i w ogóle...– umilkł na moment siadają na fotelu na przeciwko niej, nie oddzielając się bynajmniej katedrą, jakby była na jakimś przesłuchaniu. W tej rozmowie byliby partnerami biznesowymi, oczywiście, gdyby nie to, że była to rozmowa z oczywistych względów nieoficjalna. – ...nawiązać współpracę na gruncie farmacji, czy leczenie ogólnie. Nie mamy z Kambodżą jeszcze umowy handlowej, ale robię wszystko, by doprowadzić do jej podpisania. Twoje poparcie dla sprawy byłoby bardzo cenne w kontakcie z Dorindą. Potrzebowałbym też zespół, który przeanalizowałby propozycje drugiej strony co do zakresu działania specyfików, ale też ilości, która jest nam potrzebna. – Nie sięgał jeszcze po kieliszek, jakby był to przygotowany tost, gdy dobiją targu. Jeśli dobiją. Tak na prawdę, wino jeszcze potrzebowało pooddychać teraz, uwolnione dla świata, nęcące swoim zapachem co wrażliwsze na wrażenia zmysłowe ciała.