10.06.2024, 14:58 ✶
– Tak, Rafael zdecydowanie się źle czuje. Biedny. – Skinął głową, licząc na to, że abrakasan, jak przystało na wierzchowca tej konkretnej rodziny, rzeczywiście będzie udawał gorszy stan, niż ten w którym rzeczywiście był. Basilius jednak naprawdę nie zamierzał zostawać tutaj dłużej, niż to było potrzebne. Tak wiedział, że ciotka Ethel potrzebowała towarzystwa i pewne zachowania nie były koniecznie jej winą... Ale Prewett po pierwsze naprawdę nie mógł zostać na noc, bo jutro z samego rana musiał się zjawić w pracy, a po drugie obawiał się, że nie będzie mieć tyle cierpliwości do tej kobiety. A jednak nie wypadało się kłócić z walniętą ciotką.
Gdy już ciotka ich pochwyciła swoich gadaniem, Basilius westchnął, dosłyszalnie jedynie dla kuzyna, który trącił go, i grzecznie objął czarownicę, mając wrażenie, że zaraz udusi się jej perfumami. Nie zdziwiłby się, gdyby ich flakonik miał na sobie podobiznę wampira, bo były tak samo gryzące, jak stwory nocy.
– Tak, niestety nie chcemy ryzykować, że mu się pogorszy. – Potaknął głową, udając szczere zmartwienie, które potem zniknęło, na rzecz ciepłego uśmiechu, bo przecież BARDZO się cieszył, że wreszcie się spotkał z ciotką.
– Słucham? – Zmarszczył brwi, mrugając kilka razy, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszał, kiedy kobieta już go puściła i zrobiła mu wyrzut, że powinien zostać magizoologiem. Tak, już widział, jak leczy sowy. Na pewno. – Ciociu jestem zadowolony ze swojej pracy i nie kojarzę, aby rodzina miała z nią jakieś szczególne problemy.
Spojrzał na Laurenta, bo jeśli Basilius był odtrącony i o tym nie wiedział, to może jego kuzyn, z którym tu wspólnie przyszedł, bardziej orientowal się w temacie, o którym oboje pewnie pierwszy raz słyszeli. Jednak kiedy ostatnio sprawdzał to jedyna osoba, która miała problem z jego nazwiskiem, była jego własna matka, która, mając słuszny żal do zmarłego męża, najchętniej by chciała, aby syn zmienił sobie nazwisko na jej panieńskie. Jednak afery rodzinne jego rodziców, o których niby się nie mówiło, ale zakładał, że każdy coś w rodzinie kojarzył, nie były tematem, o którym chciałby dzisiaj myśleć. Ani w ogóle.
Ciotka nagle ich wyprzedziła, by wprowadzić ich do, zaskakująco przytulnej jak na jej gust, kuchni, a Basilius skorzystał z okazji, że zostali nieco w tyle i nachylił się do Laurenta.
– To co? Gramy komu się uda wyciągnąć od niej jak tak właściwie jesteśmy spokrewni? – szepnął z błyskiem w oku. Jakoś trzeba było sobie ten czas umilić. – Mozesz wymyślić, co dostaje wygrany.
– Chłopcy. Co tak zostajecie z tyłu? Na bogów może i wy już chodzić nie macie siły? Ja chyba naprawdę muszę napisać do Florence w tej sprawie.
Basilius skrzywił się.
– Nie ciociu, po prostu podziwiamy kolory ścian. Przemalowałas je, prawda?
Gdy już ciotka ich pochwyciła swoich gadaniem, Basilius westchnął, dosłyszalnie jedynie dla kuzyna, który trącił go, i grzecznie objął czarownicę, mając wrażenie, że zaraz udusi się jej perfumami. Nie zdziwiłby się, gdyby ich flakonik miał na sobie podobiznę wampira, bo były tak samo gryzące, jak stwory nocy.
– Tak, niestety nie chcemy ryzykować, że mu się pogorszy. – Potaknął głową, udając szczere zmartwienie, które potem zniknęło, na rzecz ciepłego uśmiechu, bo przecież BARDZO się cieszył, że wreszcie się spotkał z ciotką.
– Słucham? – Zmarszczył brwi, mrugając kilka razy, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszał, kiedy kobieta już go puściła i zrobiła mu wyrzut, że powinien zostać magizoologiem. Tak, już widział, jak leczy sowy. Na pewno. – Ciociu jestem zadowolony ze swojej pracy i nie kojarzę, aby rodzina miała z nią jakieś szczególne problemy.
Spojrzał na Laurenta, bo jeśli Basilius był odtrącony i o tym nie wiedział, to może jego kuzyn, z którym tu wspólnie przyszedł, bardziej orientowal się w temacie, o którym oboje pewnie pierwszy raz słyszeli. Jednak kiedy ostatnio sprawdzał to jedyna osoba, która miała problem z jego nazwiskiem, była jego własna matka, która, mając słuszny żal do zmarłego męża, najchętniej by chciała, aby syn zmienił sobie nazwisko na jej panieńskie. Jednak afery rodzinne jego rodziców, o których niby się nie mówiło, ale zakładał, że każdy coś w rodzinie kojarzył, nie były tematem, o którym chciałby dzisiaj myśleć. Ani w ogóle.
Ciotka nagle ich wyprzedziła, by wprowadzić ich do, zaskakująco przytulnej jak na jej gust, kuchni, a Basilius skorzystał z okazji, że zostali nieco w tyle i nachylił się do Laurenta.
– To co? Gramy komu się uda wyciągnąć od niej jak tak właściwie jesteśmy spokrewni? – szepnął z błyskiem w oku. Jakoś trzeba było sobie ten czas umilić. – Mozesz wymyślić, co dostaje wygrany.
– Chłopcy. Co tak zostajecie z tyłu? Na bogów może i wy już chodzić nie macie siły? Ja chyba naprawdę muszę napisać do Florence w tej sprawie.
Basilius skrzywił się.
– Nie ciociu, po prostu podziwiamy kolory ścian. Przemalowałas je, prawda?