10.06.2024, 17:57 ✶
Poltergeist miotał się w swojej kryjówce, ale w tej chwili nie był groźny. Tarcza Thomasa też nie była potrzebna - nikt już ich nie atakował, i jeżeli na strychu trzymano jakieś niebezpieczne rzeczy (niewykluczone w domu czarodziejów), to udało im się je minąć beż żadnych komplikacji. I w pomieszczeniu, pośród wynoszonych na poddasze przez lata szpargałów, a raczej przed nimi (pewnie trafił tu stosunkowo niedawno) dało się dostrzec portret.
Uwieczniono na nim ciemnowłosą dziewczynę. Jeśli przyjrzeliby się wcześniej obrazowi wiszącemu przy schodach (choć tam była jeszcze dzieckiem) lub przejrzeli zdjęcia, które były w Księżycowym Stawie, łatwo mogli rozpoznać w niej jedną z bliźniaczek, córek ostatniego pana domu: Guinevre lub Genevieve. Millie też rozpoznawała tę twarz: rozmawiała z dziewczyną o identycznym wyglądzie nocą.
To jednak nie była ta sama postać. Ta nie miała poszarpanej twarzy. Obraz miał swoje lata, pokrył go kurz, kolory wyblakły, ale nikt nie pociął tej podobizny, zostawiając na niej szramy.
– Dziękuję, ale wolałabym to zakończyć – powiedziała panna Julius uprzejmie. Portrety nie były żywe, choć niekiedy zdawały się zachowywać ślad swojej dawnej osobowości, a te z Hogwartu nawet przejawiały do pewnego stopnia emocje: jak Gruba Dama, złoszcząca się, że ktoś obudził ją nocą, by dostać się do środka. I większość z nich zdawała się raczej przywiązana do swojej (nie)egzystencji.
Ten obraz był chyba jednak wyjątkiem.
– Nie ma żadnej klątwy. Jeżeli nawet istniała, znikła dawno temu. Nie chcę pokoju na dole i nie chcę żadnego chłopaka. Zniszczcie obraz, proszę. Nie jestem naprawdę żywa i pragnę tylko wreszcie zniknąć.
Tura do 13.
Uwieczniono na nim ciemnowłosą dziewczynę. Jeśli przyjrzeliby się wcześniej obrazowi wiszącemu przy schodach (choć tam była jeszcze dzieckiem) lub przejrzeli zdjęcia, które były w Księżycowym Stawie, łatwo mogli rozpoznać w niej jedną z bliźniaczek, córek ostatniego pana domu: Guinevre lub Genevieve. Millie też rozpoznawała tę twarz: rozmawiała z dziewczyną o identycznym wyglądzie nocą.
To jednak nie była ta sama postać. Ta nie miała poszarpanej twarzy. Obraz miał swoje lata, pokrył go kurz, kolory wyblakły, ale nikt nie pociął tej podobizny, zostawiając na niej szramy.
– Dziękuję, ale wolałabym to zakończyć – powiedziała panna Julius uprzejmie. Portrety nie były żywe, choć niekiedy zdawały się zachowywać ślad swojej dawnej osobowości, a te z Hogwartu nawet przejawiały do pewnego stopnia emocje: jak Gruba Dama, złoszcząca się, że ktoś obudził ją nocą, by dostać się do środka. I większość z nich zdawała się raczej przywiązana do swojej (nie)egzystencji.
Ten obraz był chyba jednak wyjątkiem.
– Nie ma żadnej klątwy. Jeżeli nawet istniała, znikła dawno temu. Nie chcę pokoju na dole i nie chcę żadnego chłopaka. Zniszczcie obraz, proszę. Nie jestem naprawdę żywa i pragnę tylko wreszcie zniknąć.
Tura do 13.