10.06.2024, 19:44 ✶
Odzyskałem przytomność, a wraz z przytomnością odzyskałem wspomnienia ostatnich chwil oraz towarzyszącą mi wówczas panikę. Starszy stażem wampir, widząc moje poczynania, zapewne jęknąłby zażenowany z wysublimowanym facepalmem, bo zamiast odetchnąć... może bardziej tak metaforycznie niż praktycznie, to ja szamotałem się w wodzie, niby to panicznie próbując chwycić powietrze swoimi płucami i zawalczyć o każdy haust tego powietrza, którego na dobrą sprawę nie było. I którego - tak przede wszystkim - nie potrzebowałem.
Chwilę to trwało, nim sobie uświadomiłem, że nic nie paliło mnie w płucach tak, jak to miało miejsce prawie rok temu. Miałem już za sobą incydent z ludzkim tonięciem, więc zaczynałem dostrzegać różnice. Nie było mi zimno, zachowywałem świadomość i żadna woda nigdzie mnie nie porywała. Był tylko półmrok, przerażony wzrok Geraldine i jej towarzysza próbującego bezpiecznie przekazać mi powietrze.
Cholera, uspokoiłem się. Po prostu nie oddychałem, mając tę paskudną wodę w gębie. Nie potrzebowałem oddychać. Kolejny z plusów bycia martwym... Jak na złość, odnajdowałem ich coraz więcej. Zacisnąłem wargi i pokręciłem głową do Esme, że nie ma potrzeby. Pokazałem palcem, że jest OK. Bo było OK, ale tylko na tyle, że nie potrzebowałem powietrza, bo cała reszta to raczej nie miała racji bytu jako coś pozytywnego. Miałem nieopodal siebie nieprzytomnego Foxa, a co z Daisy? Zanim straciłem przytomność, próbowała mnie zmusić do pocałunku, wręcz się szaleńczo na mnie rzuciła...? Cóż, chętnie bym odwzajemnił może, ale gdybyśmy nie byli w niebezpieczeństwie i gdybym był żywy może. Takie warunki byłyby zdecydowanie bardziej komfortowe, bo jak miałbym jej powiedzieć, że ja już żadnej nie zadowolę seksualnie?
Machnąłem ręką do Geraldine, żeby dała mi chwilę. Musiałem się rozejrzeć, czy nie było tu gdzieś Daisy. Byłem za nią odpowiedzialny. Nie mogłem jej zostawić samej sobie. Fox był mugolem. Nie znaliśmy się za długo, poza tym jego powinni wydostać stąd raczej specjaliści...? Nie chciałem być tym, co staje przed sądem, bo postanowił czarami ratować niemagicznego.
- Daisy - wyrzuciłem z siebie do Geraldine, ale zapewne zostało to znacznie zniekształcone nie tylko przez wodę wokół, ale również tą zalegającą w mojej gębie. - DE. SI. - powtórzyłem próbę, mając nadzieję, że siostra ogarnie, że pytałem ją o to, czy może nie mijali gdzieś po drodze Daisy Lockhart, mojej przyjaciółki.
Ruszyłem zaraz ku kolejnym celom, szukając tej znajomej twarzy. I cholera, musiałem przyznać, że pływało się wyśmienicie, kiedy nie trzeba było się przejmować poziomem tlenu w swoich płucach. Głupi! Na co była ta panika?
Rzut na percepcję. Może zobaczę coś przydatnego, kiedy się tak rozglądam...?
Chwilę to trwało, nim sobie uświadomiłem, że nic nie paliło mnie w płucach tak, jak to miało miejsce prawie rok temu. Miałem już za sobą incydent z ludzkim tonięciem, więc zaczynałem dostrzegać różnice. Nie było mi zimno, zachowywałem świadomość i żadna woda nigdzie mnie nie porywała. Był tylko półmrok, przerażony wzrok Geraldine i jej towarzysza próbującego bezpiecznie przekazać mi powietrze.
Cholera, uspokoiłem się. Po prostu nie oddychałem, mając tę paskudną wodę w gębie. Nie potrzebowałem oddychać. Kolejny z plusów bycia martwym... Jak na złość, odnajdowałem ich coraz więcej. Zacisnąłem wargi i pokręciłem głową do Esme, że nie ma potrzeby. Pokazałem palcem, że jest OK. Bo było OK, ale tylko na tyle, że nie potrzebowałem powietrza, bo cała reszta to raczej nie miała racji bytu jako coś pozytywnego. Miałem nieopodal siebie nieprzytomnego Foxa, a co z Daisy? Zanim straciłem przytomność, próbowała mnie zmusić do pocałunku, wręcz się szaleńczo na mnie rzuciła...? Cóż, chętnie bym odwzajemnił może, ale gdybyśmy nie byli w niebezpieczeństwie i gdybym był żywy może. Takie warunki byłyby zdecydowanie bardziej komfortowe, bo jak miałbym jej powiedzieć, że ja już żadnej nie zadowolę seksualnie?
Machnąłem ręką do Geraldine, żeby dała mi chwilę. Musiałem się rozejrzeć, czy nie było tu gdzieś Daisy. Byłem za nią odpowiedzialny. Nie mogłem jej zostawić samej sobie. Fox był mugolem. Nie znaliśmy się za długo, poza tym jego powinni wydostać stąd raczej specjaliści...? Nie chciałem być tym, co staje przed sądem, bo postanowił czarami ratować niemagicznego.
- Daisy - wyrzuciłem z siebie do Geraldine, ale zapewne zostało to znacznie zniekształcone nie tylko przez wodę wokół, ale również tą zalegającą w mojej gębie. - DE. SI. - powtórzyłem próbę, mając nadzieję, że siostra ogarnie, że pytałem ją o to, czy może nie mijali gdzieś po drodze Daisy Lockhart, mojej przyjaciółki.
Ruszyłem zaraz ku kolejnym celom, szukając tej znajomej twarzy. I cholera, musiałem przyznać, że pływało się wyśmienicie, kiedy nie trzeba było się przejmować poziomem tlenu w swoich płucach. Głupi! Na co była ta panika?
Rzut na percepcję. Może zobaczę coś przydatnego, kiedy się tak rozglądam...?
Rzut N 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka