10.06.2024, 20:56 ✶
Wzruszyłem ramionami. Nie byłem pewien, co z tej puli było najgorszym. Wiele złego miałem okazję już usłyszeć o Flynnie, na przykład, że mordował całe zastępy zbirów, ale czy to było z kolei takie złe...? Gorsze było zapewne mordowanie niewinnych. I dziwna sytuacja, ale najwyraźniej świadomość, że nie byłem jedyny w jego sercu, byłaby mi bardziej bolesną od informacji, że Flynn w przeszłości mordował bezbronne dzieciątka. Nie powinienem nawet tak myśleć, brać tego pod uwagę, ale czułem się jak czułem.
Jakoś nie miałem odwagi powiedzieć mu o tym. Były to myśli nad wyraz egoistyczne, więc Flynn musiał pocieszyć się wzruszeniem moich ramion, niewiedzą na temat tego, co też się rodziło w moim umyśle. Zapewne będę to sobie wyrzucał przez jakiś czas, bo ten kompas moralny w moim sercu był w tej chwili naprawdę podle zaburzony.
Jednakże złapałem go odruchowo za te palce, co to je wsadzał sobie do ust. Nie chciałem by znowu się gryzł i tak zadręczał, choć wizja niezadręczania się raczej błądziła w zestawieniu z tematyką naszej rozmowy. Już zabrnęło to za daleko by nie czuć dyskomfortu.
- Przestań. Nie rób tak - poinstruowałem go delikatnie, trzymając jego dłonie w swoich. Dotyk. To był ten znajomy dotyk, który potrafił kochać, potrafił mordować, ale również zdradzać. Zapewne wszystko, co dusza sobie zapragnęła. Ucałowałem te dłonie, bo wbrew pozorom zależało mi na Flynnie. Nie chciałem go utracić, tracić... Nie wiem, ale nie chciałem żeby źle się czuł, żeby robił sobie krzywdę, łamał się. Mimo wszystko chciałem dla niego wszystkiego co najlepsze, więc tym bardziej źle mi było z tym chaosem w moim sercu.
- Czemu uważasz, że większość cię nie lubi? Lubi cię. Może nieodpowiednio coś odczytujesz - spróbowałem zbić te wstrętne myśli z jego głowy. Próbowałem przywołać ze swojej głowy jakieś sytuacje, w których ktoś byłby dla Flynna nieuprzejmy w moim towarzystwie, ale wszystko grało. - Miałem takie... marzenie? Plany? Chciałem żebyśmy razem zarządzali cyrkiem, tak ramię w ramię... - dodałem jeszcze nieco ciszej, nieco smutniej. Tak, chciałem, żeby tak było. Czy nadal chciałem? Czy może to się rozmyło...? Chyba tak. Chyba... A może jednak nie? Bo nie potrafiłem się od niego odwrócić, mieć gdzieś tego, w jakimś głębokim poważaniu, co też się z nim stanie, a bałem się, bałem się bardzo, że mogłoby być naprawdę źle.
Mimo wszystko puściłem dłonie Flynna. Był wolnym człowiekiem. Mógł wybierać...? Ale czy mógł wybrać dwie drogi? Czy tak się dało? A nawet jeśli? Co ze mną w takim układzie? Co z moimi uczuciami? Czemu tamten drugi się na to godził...? Czemu pozwalał sobie na dzielenie się Flynnem...? Ech, może właśnie z tych samych względów, dla których ja uginałem się przed Flynnem? Chcieliśmy dla niego jak najlepiej, wielkim kosztem, zapewne przekurwiście ogromnym kosztem własnych uczuć i wygody.
Wciąż znajdował się na moich kolanach. Jednocześnie przyjemny, jednocześnie niewygodnie ciężki. Wpatrywałem się w niego, wyobrażając go sobie w welonie, jak gdyby to było w tej chwili najważniejszą rzeczą na świecie. Wyglądałby pięknie... Na początku zbił mnie z tropu, kiedy stał przed lustrem w damskich ubraniach, ale teraz stwierdzałem, że to było bardzo seksowne. I ten welon... Byłby przepiękną Panną Młodą.
- Boję się - odezwałem się, ponownie ujmując w dłoń jego policzek i obracając jego twarz w swoim kierunku. Ten welon, tym welonem próbowałem zmazać wszystko inne. Ten dotyk... Nie chciałem go, a jednocześnie potrzebowałem niczym powietrza. Sprawiał, że było mi lżej. I jednocześnie ciężej, kiedy myślałem o tym całym Razielu. - Boję się jeszcze bardziej niż wcześniej, że cię stracę czy straciłem, nie wiem sam, że nie wrócisz, że już cię więcej nie zobaczę, bo gdzieś tam będzie wygodniej i lepiej niż tu u mnie... Oni wszyscy cię kochają, cyrk cię kocha... I ja cię kocham bardzo. Nie wiem, co mogę dać od siebie więcej by na ciebie zasłużyć, by móc się cieszyć tobą, cieszyć z tobą każdego dnia - odparłem rozbity, zmieszany, zagubiony. Biegałem wzrokiem po całym Flynnie, jakbym chciał go objąć spojrzeniem całego, tak w jednym kadrze, i tak zapamiętać, zatrzymać dla siebie już na zawsze. Ale czy tak się dało? Te dłonie zatrzymać przy sobie? Nieśmiałe bądź zagubione spojrzenie? Nawet te paznokcie między jego wargami.
Jakoś nie miałem odwagi powiedzieć mu o tym. Były to myśli nad wyraz egoistyczne, więc Flynn musiał pocieszyć się wzruszeniem moich ramion, niewiedzą na temat tego, co też się rodziło w moim umyśle. Zapewne będę to sobie wyrzucał przez jakiś czas, bo ten kompas moralny w moim sercu był w tej chwili naprawdę podle zaburzony.
Jednakże złapałem go odruchowo za te palce, co to je wsadzał sobie do ust. Nie chciałem by znowu się gryzł i tak zadręczał, choć wizja niezadręczania się raczej błądziła w zestawieniu z tematyką naszej rozmowy. Już zabrnęło to za daleko by nie czuć dyskomfortu.
- Przestań. Nie rób tak - poinstruowałem go delikatnie, trzymając jego dłonie w swoich. Dotyk. To był ten znajomy dotyk, który potrafił kochać, potrafił mordować, ale również zdradzać. Zapewne wszystko, co dusza sobie zapragnęła. Ucałowałem te dłonie, bo wbrew pozorom zależało mi na Flynnie. Nie chciałem go utracić, tracić... Nie wiem, ale nie chciałem żeby źle się czuł, żeby robił sobie krzywdę, łamał się. Mimo wszystko chciałem dla niego wszystkiego co najlepsze, więc tym bardziej źle mi było z tym chaosem w moim sercu.
- Czemu uważasz, że większość cię nie lubi? Lubi cię. Może nieodpowiednio coś odczytujesz - spróbowałem zbić te wstrętne myśli z jego głowy. Próbowałem przywołać ze swojej głowy jakieś sytuacje, w których ktoś byłby dla Flynna nieuprzejmy w moim towarzystwie, ale wszystko grało. - Miałem takie... marzenie? Plany? Chciałem żebyśmy razem zarządzali cyrkiem, tak ramię w ramię... - dodałem jeszcze nieco ciszej, nieco smutniej. Tak, chciałem, żeby tak było. Czy nadal chciałem? Czy może to się rozmyło...? Chyba tak. Chyba... A może jednak nie? Bo nie potrafiłem się od niego odwrócić, mieć gdzieś tego, w jakimś głębokim poważaniu, co też się z nim stanie, a bałem się, bałem się bardzo, że mogłoby być naprawdę źle.
Mimo wszystko puściłem dłonie Flynna. Był wolnym człowiekiem. Mógł wybierać...? Ale czy mógł wybrać dwie drogi? Czy tak się dało? A nawet jeśli? Co ze mną w takim układzie? Co z moimi uczuciami? Czemu tamten drugi się na to godził...? Czemu pozwalał sobie na dzielenie się Flynnem...? Ech, może właśnie z tych samych względów, dla których ja uginałem się przed Flynnem? Chcieliśmy dla niego jak najlepiej, wielkim kosztem, zapewne przekurwiście ogromnym kosztem własnych uczuć i wygody.
Wciąż znajdował się na moich kolanach. Jednocześnie przyjemny, jednocześnie niewygodnie ciężki. Wpatrywałem się w niego, wyobrażając go sobie w welonie, jak gdyby to było w tej chwili najważniejszą rzeczą na świecie. Wyglądałby pięknie... Na początku zbił mnie z tropu, kiedy stał przed lustrem w damskich ubraniach, ale teraz stwierdzałem, że to było bardzo seksowne. I ten welon... Byłby przepiękną Panną Młodą.
- Boję się - odezwałem się, ponownie ujmując w dłoń jego policzek i obracając jego twarz w swoim kierunku. Ten welon, tym welonem próbowałem zmazać wszystko inne. Ten dotyk... Nie chciałem go, a jednocześnie potrzebowałem niczym powietrza. Sprawiał, że było mi lżej. I jednocześnie ciężej, kiedy myślałem o tym całym Razielu. - Boję się jeszcze bardziej niż wcześniej, że cię stracę czy straciłem, nie wiem sam, że nie wrócisz, że już cię więcej nie zobaczę, bo gdzieś tam będzie wygodniej i lepiej niż tu u mnie... Oni wszyscy cię kochają, cyrk cię kocha... I ja cię kocham bardzo. Nie wiem, co mogę dać od siebie więcej by na ciebie zasłużyć, by móc się cieszyć tobą, cieszyć z tobą każdego dnia - odparłem rozbity, zmieszany, zagubiony. Biegałem wzrokiem po całym Flynnie, jakbym chciał go objąć spojrzeniem całego, tak w jednym kadrze, i tak zapamiętać, zatrzymać dla siebie już na zawsze. Ale czy tak się dało? Te dłonie zatrzymać przy sobie? Nieśmiałe bądź zagubione spojrzenie? Nawet te paznokcie między jego wargami.