Jego zamiarem nie było denerwowanie swojej kuzynki, jednak nic nie mógł poradzić na swój styl bycia. Nie było w nim ani krztyny złośliwości. Wręcz przeciwnie, chciał dobrze. Będąc synem profesor wróżbiarstwa wiedział nad wyraz dobrze, w jaki sposób jego matka prowadziła swoje zajęcia. Chciał aby jego kuzynka zdała ten egzamin. Nie zamierzał także szczycić tym, że ma obojga rodziców. Prawdą było to, że w jego przypadku to rodzice mogą go przeżyć i to będzie dla nich naprawdę trudnym doświadczeniem, gdyż rodzice nie powinni grzebać swoich dzieci, tylko patrzeć jak one zakładają swoje rodziny. To, że nie doczeka starości było wielce prawdopodobne. Sam w ten sposób starał motywować się do przezwyciężania swoich słabości i osiągania postawionych sobie celów, które nie przekraczały jego możliwości.
— Z mojego rocznika, tak. Bardzo ładna. I inteligentna. — Przyznał wprost, nieznacznie się krzywiąc na słownictwo używane przez swoją kuzynkę. Nie zamierzał zaprzeczać temu, że inteligencja jest bardzo istotna, jednak zwracał uwagę na urodę dziewczyn. Jedno powinno istnieć obok drugiego, choć dopuszczał w tym drugim aspekcie odstępstwa od normy - najbardziej nie zniósłby głupoty u swojej potencjalnej partnerki. Gdyby chciał samemu odnieść się do stereotypu to stwierdziłby, że nie jest sportowcem aby umawiać się z głupią, ale ładną lalą. — To jedna z wielu różnic, które nas dzieli. — Żachnął się, wyrażając w ten sposób swoje niezadowolenie. Ze swoją chorobą żył na co dzień, zmagając się z tym wszystkim.
— Nie powiedziałem, że się nie znasz. Powiedziałem, że taka interpretacja układów kart nie zagwarantuje tobie zdania tego egzaminu. Ja bym dał ci Powyżej Oczekiwań, ale to nie ja nauczam wróżbiarstwa. Układ jest nad wyraz trafny i dlatego ode mnie miałabyś Powyżej Oczekiwań. Zalet mi nie brakuje. Nad wadami staram się pracować, ale jest jedna, jedyna rzecz, której w żaden sposób nie mogę zmienić i jest to moja choroba. To obarczanie kogoś tego rodzaju ciężarem i ograniczanie drugiej osoby oraz świadomość, że moje życie jest pod wieloma kwestiami podporządkowane chorobie. I tak, nie wiem, jak się za to zabrać. To jednak jest dla mnie istotne. — Starał się wytłumaczyć kuzynce swój punkt widzenia oraz próbował uzupełnić postawiony mu przez nią układ. Odczuwał w takich momentach, jak ten całą gamę złożonych emocji, choć przez brak ich jawnego okazywania mogło się wydawać, że przez niego przemawia zdrowy rozsądek na podstawie dokonanej chłodnej kalkulacji. Wyrażenie wszystkich negatywnych emocji mogło mieć działanie oczyszczające, ale także wyrządzić więcej szkody, niż pożytku.
— Z powyższych względów, tak. Nie zaprzeczę. — Przyznał z ciężkim westchnięciem, splatając ramiona na piersi pod którą biło trawione chorobą serce. — Złamane serce boli znacznie bardziej, niż złamana kończyna, zrasta się jednak o wiele szybciej. Narząd o tej samej nazwie w moim przypadku nie działa prawidłowo, odgrywa dominującą rolę w moim życiu. Nie ozdrowieję pewnego dnia i muszę myśleć o przyszłości. — Wypowiadając te słowa uśmiechnął się gorzko, doświadczając niezbyt optymistycznej refleksji nad swoim dotychczasowym, choć krótkim życiem. Ono było podporządkowane tej paskudnej chorobie i to stały jego element. Czy chciałby czegoś innego? Owszem. Wszystkiego i to wszystko sprowadzało się do życia pełną piersią.
— Z pewnością nie jesteśmy tacy sami, nie mamy jakieś zbiorowej świadomości. To tylko jedna z możliwości. — W pierwszej kolejności zaprotestował z znużeniem w głosie. Na tym tle ich losy nie były tak istotne dla świata. Zamek, w którym spędzali większość roku, stał się niemym świadkiem wielu szkolnych miłości i przyjaźni na całe życie.
— A masz jakąś dla mnie radę? Pomóc ci z nauką? Kto powiedział, że mi wszystko przychodzi łatwo? — Zwrócił się do niej. Może nie powinien zatrzymywać swojej kuzynki, która chciała się iść uczyć. Karty mogły pokazać, że czeka go w miarę swobodny związek, jednak ta rozmowa ujawniła u niego niepokojącą tendencję do sabotowania własnego szczęścia i wszystkie jego słabości, więc jeśli ta miłość naprawdę znajdzie drogę to będzie to bardzo wyboista droga. Bo najtrudniej walczyło się z sobą samym. Posiadał nad wyraz chłodny umysł i zgromadził zbiór przyzwoitych notatek. Chętnie podzieli się z nią swoją wiedzą. Nie było tak, że wszystko spadało mu z nieba.
Nie doczekał się jednak odpowiedzi na żadne ze swoich pytań, ponieważ jego kuzynka postanowiła wyburczeć coś pod nosem i opuściła bibliotekę pozostawiając go samego w tym pomieszczeniu. Porozmawia z nią, gdy ona trochę ochłonie. O ile to możliwe, bo czasem ta dziewczyna przypominała mu ognistego kraba (któremu było bliżej do żółwia, niźli kraba). Czasem też potrafiła pluć ogniem.