Wyglądało to trochę tak, jakby te kobiety same nie wiedziały, kogo właściwie chronią, a przynajmniej po tym, co powiedziała Sophie i jak zareagowała, na tę małą pułapkę, w która wpadła aż po samą szyję. I ona i Henriette dały się na to nabrać i łyknęły jak pelikany, coś, co prawdziwy zabójca faktycznie chcący się przyznać i udowodnić swoją winą, sprostowałby od razu. Z drugiej strony dlaczego zabójca miałby się chcieć przyznać od razu? Z trzeciej zaś… Sophie chciała chronić Henriette i bardzo się zdziwiła na słowa, że to jej matka się przyznała, a słowa jakie powiedziała na temat Fleur również potwierdzały to, co z Brenną już podejrzewały: że to nie bardzo mogła być żona denata. Ale też była przecież czarownicą, mogła to zrobić magią, lecz i jej odpowiedzi się nie zgadzały ze stanem faktycznym.
– Panno Beuharnais procedury są jak najbardziej w porządku, pomimo nieco polowych warunków. Proszę tego nie utrudniać jeszcze bardziej, niż już jest skomplikowane – może i za zabójstwo jej nie wtrącą do więzienia… ale mogą ukarać za zatajanie prawdy i utrudnianie śledztwa. Ale miała nadzieję, że to już nie będzie ich sprawa, tylko służb, którym to wszystko przekażą.
Victoria mentalnie przewróciła oczami, notując to i owo, by móc później łatwo do wszystkiego wrócić.
– Nie, nie Henrietta – i nie zamierzała jej mówić, że Henriette również przyznała się do tego samego i również utrudniała śledztwo. Wszystkie trzy utrudniało śledztwo i Victoria nie widziała żadnego szybkiego rozwiązania sprawy. A gonił ich czas i dlatego to było takie frustrujące… chociaż jeszcze się nie zdenerwowała. Jeszcze trzymała nerwy na wodzy – na razie było tylko poirytowanie, bo zamiast w spokoju przeszukiwać kabinę z trupem, to musiały się bawić trochę w ciuciubabkę, trochę w chowanego, a trochę w głupka.
A tym bardziej zmarszczyła brwi, gdy na horyzoncie pojawiła się czwarta postać. Ciężkie westchnienie wyrwało się Victorii na głos, ale nie miały na to czasu.
– Proszę za mną, panno Beauharnais. Brenn, będziemy u nas – nie bardzo jej się to podobało, ale już rzeczywiście nie miały za bardzo innych opcji, gdzie porozstawiać te wszystkie baby, by nie miały ze sobą styczności i nie zaczęły umawiać ze sobą opcji. Ani by nie przekazały sobie informacji, że denat wcale nie umarł od noża.