10.06.2024, 22:50 ✶
Szkoda, że była tak absurdalnie kiepska w eliksiry i zielarstwo, to może pomogłaby starszej koleżance z ciążącej na niej obowiązkiem odrobienia pracy domowej czy przyswojenia zawartości zwoju. W końcu co dwie głowy to nie jedna, ale niestety - McKinnon rozróżniała rośliny przede wszystkim na zasadzie popularnych i rzadko widywanych w kwiaciarniach. Co zaś się tyczyło eliksirów... umiała czytać i wykonywać instrukcje, ale serca w tym nie było za grosz i jak jej ktoś zabrał wskazówki na temat tego co robić krok po kroku, to się kompletnie gubiła.
Pani Minister uśmiechnęła się nieco zakłopotana taką tytulaturą, może odrobine zarumieniła, ale ten żart chyba na moment przywrócił jej też odrobinę rezonu bo z teatralną łaskawością kiwnęła swojej nowej personalnej pani auror głową, a potem pomknęła do jednej z kabin.
Podobno przy odrobinie nieszczęścia, można było się utopić nawet i w łyżeczce wody, ale Ambrosia nigdy nie posiadała specjalnych chęci do tego, by te słowa sprawdzać, szczególnie na własnej osobie. Nawet jeśli ogólnie wody się nie bała, to w tym momencie w pewien sposób napawała ją niepokojem, bo przecież słyszała że Marta była zdolna krążyć po rurach jak jakiś wąż i jeździła nimi do jeziora i z powrotem. W jakim celu? Tego już absolutnie nie wiedziała, ale znowu - dowiadywać się tego absolutnie nie chciała. Jeśli tylko mogła, chciała trzymać się od każdego zamkowego ducha jak najdalej.
Nie czuła też co do Marty większego współczucia co do tego, jak umarła. Zabita w łazience - jakby nie była taką beksą, to pewnie dalej prowadziłaby szczęśliwe życie, przepełnione życiodajną ciepłotą i z krwią krążącą po ciele. Może właśnie przez to zginęła? Bo ryczała dokładnie tak, jak zdarzało jej się teraz, od czego żałosne pojękiwanie ciągnęło się po korytarzach, tak jakby nie mogła się ograniczyć do własnego kibla.
- Słyszałam, jak któregoś razu któryś prefekt się żalił, że go napastowała w kąpieli - zatrzęsła się, wzdrygając na samą tylko myśl. Ale na wzmiankę o tej przy szatni drużynowej uśmiechnęła się tylko głupiutko. Ona nie nawiedzałaby żadnej łazienki - po śmierci chciała być, no... martwa. I to nawet nie chodziło o swobodne i spokojne przejście do limbo, nie. Chciała zwyczajnie przestać myśleć i nie martwić się tym, co czeka ją po śmierci.
McKinnon posiadała zero wyrzutów sumienia co do tego, że kiedy spadł na nie deszcz kiblowej wody, a Marta pojawiła się w zasięgu ich wzroku, zwyczajnie schowała się za starszą koleżanką w trybie natychmiastowym. I jakby tego było mało, zakryła dłońmi oczy. Bo czego oczy nie widziały to czy to w ogóle istniało? Ale Marta zachichotała znowu, widocznie mając dzisiaj wręcz szampański humor. A może w taki wprawiało ją przetykanie zamkowych rur.
- Idziemy? Jakaż szkoda! Same powinnyście spróbować zjazdu do samego jeziora! To jedyna zabawa, jaką można mieć w tym zamku - pożaliła się nieco na koniec, dryfując spokojnie dookoła dziewcząt.
Pani Minister uśmiechnęła się nieco zakłopotana taką tytulaturą, może odrobine zarumieniła, ale ten żart chyba na moment przywrócił jej też odrobinę rezonu bo z teatralną łaskawością kiwnęła swojej nowej personalnej pani auror głową, a potem pomknęła do jednej z kabin.
Podobno przy odrobinie nieszczęścia, można było się utopić nawet i w łyżeczce wody, ale Ambrosia nigdy nie posiadała specjalnych chęci do tego, by te słowa sprawdzać, szczególnie na własnej osobie. Nawet jeśli ogólnie wody się nie bała, to w tym momencie w pewien sposób napawała ją niepokojem, bo przecież słyszała że Marta była zdolna krążyć po rurach jak jakiś wąż i jeździła nimi do jeziora i z powrotem. W jakim celu? Tego już absolutnie nie wiedziała, ale znowu - dowiadywać się tego absolutnie nie chciała. Jeśli tylko mogła, chciała trzymać się od każdego zamkowego ducha jak najdalej.
Nie czuła też co do Marty większego współczucia co do tego, jak umarła. Zabita w łazience - jakby nie była taką beksą, to pewnie dalej prowadziłaby szczęśliwe życie, przepełnione życiodajną ciepłotą i z krwią krążącą po ciele. Może właśnie przez to zginęła? Bo ryczała dokładnie tak, jak zdarzało jej się teraz, od czego żałosne pojękiwanie ciągnęło się po korytarzach, tak jakby nie mogła się ograniczyć do własnego kibla.
- Słyszałam, jak któregoś razu któryś prefekt się żalił, że go napastowała w kąpieli - zatrzęsła się, wzdrygając na samą tylko myśl. Ale na wzmiankę o tej przy szatni drużynowej uśmiechnęła się tylko głupiutko. Ona nie nawiedzałaby żadnej łazienki - po śmierci chciała być, no... martwa. I to nawet nie chodziło o swobodne i spokojne przejście do limbo, nie. Chciała zwyczajnie przestać myśleć i nie martwić się tym, co czeka ją po śmierci.
McKinnon posiadała zero wyrzutów sumienia co do tego, że kiedy spadł na nie deszcz kiblowej wody, a Marta pojawiła się w zasięgu ich wzroku, zwyczajnie schowała się za starszą koleżanką w trybie natychmiastowym. I jakby tego było mało, zakryła dłońmi oczy. Bo czego oczy nie widziały to czy to w ogóle istniało? Ale Marta zachichotała znowu, widocznie mając dzisiaj wręcz szampański humor. A może w taki wprawiało ją przetykanie zamkowych rur.
- Idziemy? Jakaż szkoda! Same powinnyście spróbować zjazdu do samego jeziora! To jedyna zabawa, jaką można mieć w tym zamku - pożaliła się nieco na koniec, dryfując spokojnie dookoła dziewcząt.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror