10.06.2024, 23:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2024, 23:12 przez Jagoda Brodzki.)
Historia jej worów pod oczami była nietypowa dla Anglików i doskonale o tym wiedziała. Problemy ze snem pojawiły się u niej jeszcze, kiedy była nastolatką. Wiązały się z koszmarami, które pojawiły się zaraz po kilku pierwszych zajęciach z czarnej magii. Gdy się jest tak młodym i zmusza samego siebie do wywołania emocji tak okropnych, by użyć najgorszego znanego rodzaju magii, zostawia to na człowieku piętno. Można wierzyć lub nie, ale Jagoda była kiedyś inna niż teraz. Ciepła, troskliwa i kontaktowa. Dziwaczała z każdym kolejnym kontaktem, jednak dawno już zapomniała, że istnieje inna ścieżka w życiu. - Moja też. - Posłała mu szybki uśmiech. Nie musiał się tłumaczyć. Była dobra w dostrzeganiu detali, tylko przypisywanie ich do odpowiednich szufladek nie było dla Brodzki zbyt intuicyjne... Wprowadzała logikę tam, gdzie trudno było jej użyć.
Poruszyła niespokojnie ramionami, zupełnie jakby złapał ją nagły skurcz i lekko potarła szyję dłonią. - Panno... - Poprawiła swój ton, dosyć wymuszenie, nawet na chwilę zadbała o zniknięcie akcentu. Jak się postarała to rzeczywiście umiała naśladować mowę swojej matki. - Nie jestem zamężna.
W jej kulturze takie konwenanse były o dziwo dosyć ważne. Z drugiej strony jako stara panna już dawno z nich wypadła... Czy naprawdę powinna się nimi tak przejmować? Czuła taką powinność... Może po prostu za dużo o tym myślała?
- Właśnie to mnie zaniepokoiło. Widziałam w tym objawy grypy, ale skoro nie zauważył tego zdolny medyk, musiało coś być na rzeczy, prawda? - Nadal elaborowała swój punkt. Wciąż jednak odpowiedzi nie były wcale blisko, co ją... ekscytowało. Wspaniała zagadka, taka naprawdę nietypowa, coś ciekawego w takim nudnym, wydawałoby się, przypadku. W oczach Jagody tańczyły ogniki, zupełnie jakby nagle nieco odżyła. Na swój sposób było to przyciągające, oglądanie jak zaczyna palić się w niej pewna pasja. - Tak, występowały, ale nie wszystkie. Przy mojej wizycie pokazała się tylko wysypka w postaci zaczerwienionej skóry oraz ból uda... - Chociaż równie czerwoną skórę można mieć nawet po drapaniu tego miejsca zbyt długo paznokciami... Dotąd o tym nie pomyślała. Czuła, że zbliżali się do dobrego tropu. W swojej wędrówce po kuchni trafiła na miejsce bliższe Prewettowi, pochyliła się nad stołem tuż przy nim, wypełniając atmosferę zapachem swoich jaśminowcowych perfum i wskazała na notatki na kartkach papieru swojego zeszytu. - Ale te objawy mogły zostać... Zasymulowane. I przyczyna jest w otoczeniu... I pacjentka zmienia specjalistów tak szybko, by nikt nie mógł się zbyt długo pochylić nad sprawą... Śmiem podejrzewać, że klątwa wpływa na umysł.
Cholera, to w ogóle nie jej specjalizacja.
Poruszyła niespokojnie ramionami, zupełnie jakby złapał ją nagły skurcz i lekko potarła szyję dłonią. - Panno... - Poprawiła swój ton, dosyć wymuszenie, nawet na chwilę zadbała o zniknięcie akcentu. Jak się postarała to rzeczywiście umiała naśladować mowę swojej matki. - Nie jestem zamężna.
W jej kulturze takie konwenanse były o dziwo dosyć ważne. Z drugiej strony jako stara panna już dawno z nich wypadła... Czy naprawdę powinna się nimi tak przejmować? Czuła taką powinność... Może po prostu za dużo o tym myślała?
- Właśnie to mnie zaniepokoiło. Widziałam w tym objawy grypy, ale skoro nie zauważył tego zdolny medyk, musiało coś być na rzeczy, prawda? - Nadal elaborowała swój punkt. Wciąż jednak odpowiedzi nie były wcale blisko, co ją... ekscytowało. Wspaniała zagadka, taka naprawdę nietypowa, coś ciekawego w takim nudnym, wydawałoby się, przypadku. W oczach Jagody tańczyły ogniki, zupełnie jakby nagle nieco odżyła. Na swój sposób było to przyciągające, oglądanie jak zaczyna palić się w niej pewna pasja. - Tak, występowały, ale nie wszystkie. Przy mojej wizycie pokazała się tylko wysypka w postaci zaczerwienionej skóry oraz ból uda... - Chociaż równie czerwoną skórę można mieć nawet po drapaniu tego miejsca zbyt długo paznokciami... Dotąd o tym nie pomyślała. Czuła, że zbliżali się do dobrego tropu. W swojej wędrówce po kuchni trafiła na miejsce bliższe Prewettowi, pochyliła się nad stołem tuż przy nim, wypełniając atmosferę zapachem swoich jaśminowcowych perfum i wskazała na notatki na kartkach papieru swojego zeszytu. - Ale te objawy mogły zostać... Zasymulowane. I przyczyna jest w otoczeniu... I pacjentka zmienia specjalistów tak szybko, by nikt nie mógł się zbyt długo pochylić nad sprawą... Śmiem podejrzewać, że klątwa wpływa na umysł.
Cholera, to w ogóle nie jej specjalizacja.
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta