11.06.2024, 00:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 00:04 przez Erik Longbottom.)
W trakcie prowadzenia znacznej większości śledztw w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów kluczowym aspektem, który przybliżał detektywów do ich rozwiązania, było krytyczne myślenie. Chociaż Erik lubił twierdzić, że potrafi rozgraniczyć swoją pracę z życiem osobistym, tak byłby zupełnym głupcem, gdyby jeszcze rzucał komentarzami, jakoby był w stanie zupełnie odciąć się od umiejętności jakie wpoiła mu służba.
Tak jak ludzie obeznani z językiem w pracy potrafili wykorzystać go także poza murami swojego zakładu pracy, tak i Longbottom potrafił wyciągać logiczne wnioski na podstawie zdarzeń, jakich był świadkiem. Zazwyczaj, co by stanowić przeciwwagę dla swojej ukochanej siostry, starał się zakładać tę bardziej pozytywną wersję wydarzeń, jednak teraz... Osobiste powiązania z Anthonym mocno mu to utrudniały. Nie rozumiał, co się stało i czemu czarodzieja tutaj nie było.
Nic tu do siebie nie pasowało. Nie słyszał trzasków teleportacji, a chociaż wiedział, że Shafiq zaczął ćwiczyć magię bezróżdżkową, tak wątpił, aby przy okazji wgłębiał się w arkana wyciszonych technik teleportacyjnych. Przypadkowy świstoklik? To też odpadało, bo cokolwiek by usłyszał. Erik zajrzał do kieszeni marynarki, bardziej z przyzwyczajenia niźli nadziei na znalezienia klucza do rozwiązania tej zagadki.
— Co to ma być? Jakaś zabawa w chowanego? — mruknął poirytowany, rozglądając się na prawo i lewo.
Nie zwrócił większej uwagi na drewniane skrzynie z rekwizytami: żaden z nich nie był wieszakiem, którego wcześniej szukał Anthony, więc czemu miałby do nich zaglądać? Koniec końców zerknął na lustro, krzywiąc się na widok własnego odbicia w lustrze. Skwaszona mina wywołana zniknięciem starszego czarodzieja sprawiła, że wyglądał jak uosobienie dezaprobaty zmieszanej ze zmęczeniem. Nic nigdy nie mogło być proste, prawda?
— Lustereczko powiedz przecie, kto jest najprzystojniejszy na świecie? — wymamrotał pod nosem Erik, uśmiechając się na ten jakże klasyczny tekst.
Westchnął przeciągle i zawiesił niezgrabnie marynarkę Anthony'ego na lirze aniołka będącego częścią ramy. Lepszego haczyka w tej chwili nie widział. Longbottom odwrócił się tyłem do lustra, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Iść na widownię z nadzieją, że Shafiq po prostu zjawi się na scenie? Szukać pracowników teatru? To miało być prywatne wyjście, a gdyby faktycznie włączył w to ludzi z teatru... Informacja o tym, że oboje pojawili się na tyłach teatru, rozeszłaby się po gościach lotem błyskawicy.
Spontaniczna niewidzialność?, pomyślał, drapiąc się po potylicy. Sięgnął po swoją różdżką i machnął nią parę razy bez większej nadziei. Nie był najlepszy z magii rozpraszania, ale też nie mógł wykluczyć, że jego towarzysz chciał spłatać mu jakiś żart...
Tak jak ludzie obeznani z językiem w pracy potrafili wykorzystać go także poza murami swojego zakładu pracy, tak i Longbottom potrafił wyciągać logiczne wnioski na podstawie zdarzeń, jakich był świadkiem. Zazwyczaj, co by stanowić przeciwwagę dla swojej ukochanej siostry, starał się zakładać tę bardziej pozytywną wersję wydarzeń, jednak teraz... Osobiste powiązania z Anthonym mocno mu to utrudniały. Nie rozumiał, co się stało i czemu czarodzieja tutaj nie było.
Nic tu do siebie nie pasowało. Nie słyszał trzasków teleportacji, a chociaż wiedział, że Shafiq zaczął ćwiczyć magię bezróżdżkową, tak wątpił, aby przy okazji wgłębiał się w arkana wyciszonych technik teleportacyjnych. Przypadkowy świstoklik? To też odpadało, bo cokolwiek by usłyszał. Erik zajrzał do kieszeni marynarki, bardziej z przyzwyczajenia niźli nadziei na znalezienia klucza do rozwiązania tej zagadki.
— Co to ma być? Jakaś zabawa w chowanego? — mruknął poirytowany, rozglądając się na prawo i lewo.
Nie zwrócił większej uwagi na drewniane skrzynie z rekwizytami: żaden z nich nie był wieszakiem, którego wcześniej szukał Anthony, więc czemu miałby do nich zaglądać? Koniec końców zerknął na lustro, krzywiąc się na widok własnego odbicia w lustrze. Skwaszona mina wywołana zniknięciem starszego czarodzieja sprawiła, że wyglądał jak uosobienie dezaprobaty zmieszanej ze zmęczeniem. Nic nigdy nie mogło być proste, prawda?
— Lustereczko powiedz przecie, kto jest najprzystojniejszy na świecie? — wymamrotał pod nosem Erik, uśmiechając się na ten jakże klasyczny tekst.
Westchnął przeciągle i zawiesił niezgrabnie marynarkę Anthony'ego na lirze aniołka będącego częścią ramy. Lepszego haczyka w tej chwili nie widział. Longbottom odwrócił się tyłem do lustra, zastanawiając się, co właściwie powinien zrobić. Iść na widownię z nadzieją, że Shafiq po prostu zjawi się na scenie? Szukać pracowników teatru? To miało być prywatne wyjście, a gdyby faktycznie włączył w to ludzi z teatru... Informacja o tym, że oboje pojawili się na tyłach teatru, rozeszłaby się po gościach lotem błyskawicy.
Spontaniczna niewidzialność?, pomyślał, drapiąc się po potylicy. Sięgnął po swoją różdżką i machnął nią parę razy bez większej nadziei. Nie był najlepszy z magii rozpraszania, ale też nie mógł wykluczyć, że jego towarzysz chciał spłatać mu jakiś żart...
(Rozproszenie) Próbuję zneutralizować magię w okolicy x2
Rzut N 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞