11.06.2024, 08:53 ✶
W końcu znalazła obraz, nawet jeśli nie była wcale zadowolona z tego, cóż ten obraz do niej mówił. W pierwszej chwili chciała zarzucić jej kłamstwo, bo dzień wcześniej przecież widmowa dziewczynka namawiała ją na to by jak najszybciej opuścili to miejsce właśnie z powodu klątwy, a tu nagle "bla bla bla nie ma żadnej klątwy"? O co chodziło? I w końcu te dwie komórki się zderzyły. Mildred przysiadła dupskiem na brudnej podłodze na poddaszu trzymając mocno ramę i wpatrując się w zmęczoną, choć wciąż dziewczęcą twarz.
– Ty jesteś Guinevre, siostra Genevieve. Rozmawiałam z Twoją bliźniaczką z obrazu wczoraj w nocy i ona, w przeciwieństwie do Ciebie zarzekała się, że klątwa istnieje i ma się całkiem dobrze. To jak to jest, co? – zmrużyła oczy, próbując z mowy ciała portretu wysnuć jakieś wnioski. Ktoś tu kłamał, ktoś tu kręcił. – Dlaczego w ogóle nie jesteście na obrazie razem. Pokłóciłyście się? O co chodzi? – rzuciła spojrzeniem w kierunku dwóch panów detektywów. Staż mieli ten sam, ale jej nigdy nie udało się awansować, mimo głośno deklarowanych ambicji do tego, by zostać aurorem.
Konfrontacja świadków? – pytanie wisiało w powietrzu, Mildred nerwowo oblizała wargę, na pewno nie mogli jej teraz spalić dopóki nie powie co się tu odjebało, a obrazy no może nie były super wiarygodnymi i uznawanymi przez prawo świadkami, ale zawsze to jakiś okruch informacji. Tym bardziej że potrzebowali danych o tej klątwie, bo jeśli była, to trzeba było im wiedzieć kto i w jakich okolicznościach ją rzucił, żeby opracować możliwości złamania.
Dźwignęła się.
– To może ja pójdę po ten drugi obraz, chociaż z nimi to nigdy nie wiadomo, może uciekła gdzieś w jakąś inną ramę... – zasugerowała i jeżeli taka była decyzja Erika, to zamierzała iść do swojego pokoju po poszarpane płótno z którego mówiła do niej w nocy druga z sióstr.
– Ty jesteś Guinevre, siostra Genevieve. Rozmawiałam z Twoją bliźniaczką z obrazu wczoraj w nocy i ona, w przeciwieństwie do Ciebie zarzekała się, że klątwa istnieje i ma się całkiem dobrze. To jak to jest, co? – zmrużyła oczy, próbując z mowy ciała portretu wysnuć jakieś wnioski. Ktoś tu kłamał, ktoś tu kręcił. – Dlaczego w ogóle nie jesteście na obrazie razem. Pokłóciłyście się? O co chodzi? – rzuciła spojrzeniem w kierunku dwóch panów detektywów. Staż mieli ten sam, ale jej nigdy nie udało się awansować, mimo głośno deklarowanych ambicji do tego, by zostać aurorem.
Konfrontacja świadków? – pytanie wisiało w powietrzu, Mildred nerwowo oblizała wargę, na pewno nie mogli jej teraz spalić dopóki nie powie co się tu odjebało, a obrazy no może nie były super wiarygodnymi i uznawanymi przez prawo świadkami, ale zawsze to jakiś okruch informacji. Tym bardziej że potrzebowali danych o tej klątwie, bo jeśli była, to trzeba było im wiedzieć kto i w jakich okolicznościach ją rzucił, żeby opracować możliwości złamania.
Dźwignęła się.
– To może ja pójdę po ten drugi obraz, chociaż z nimi to nigdy nie wiadomo, może uciekła gdzieś w jakąś inną ramę... – zasugerowała i jeżeli taka była decyzja Erika, to zamierzała iść do swojego pokoju po poszarpane płótno z którego mówiła do niej w nocy druga z sióstr.