Najwyraźniej jej wiedza przyrodnicza nie była tak duża, jak zakładała, powinna spędzać więcej czasu w książkach, była to dla niej całkiem dobra lekcja, która mocno zachwiała jej pewnością siebie. Wiedziała, że nie jest to zwyczajna roślina, ale spodziewała się, że uda jej się dowiedzieć czegoś więcej. To, co wydarzyło się podczas Beltane zamieszało, dosyć mocno, najprawdopodobniej miało też wpływ na rośliny, Voldemort chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co mogą przynieść jego czyny, z drugiej strony, może właśnie o to mu chodziło? Żeby nie czuli się bezpiecznie. Krwiożercze rośliny mogły skutecznie wystraszyć ludzi, szczególnie, gdy dawały o sobie znać w sytuacjach jak te, kiedy znajdowało się tu tak wiele osób.
Nie trzeba było być Merlinem, żeby domyślić się tego, iż pył jest trujący, najwyraźniej większość osób tutaj obecnych zdawała sobie z tego sprawę, bo zaczęli go rozdmuchiwać. Mniejsza o to, roślina nie była teraz jej głównym problemem. Skupiła się na dzieciach, jak przystało na typową matkę, kto jeśli nie ona pomoże najmłodszym? Na szczęście nie wpadła na to, żeby zabrać tutaj ze sobą Mabel, wtedy pewnie dopiero zaczęłaby panikować, nie zmieniało to jednak faktu, że chodziło o niewinne dzieciaki, nawet jeśli nie była to jej córka. Skutecznie ją to motywowało do działania.
Udało jej się dobiec do nich, nieco przeraził ją fakt, że jest ich tutaj piątką. Piątka płaczących dzieciaków, przełknęła głośno ślinę, nie miała czasu na to, aby jakoś specjalnie zastanawiać się nad sytuacją. Nie mogła udać się z nimi w stronę niebezpieczeństwa, najprościej byłoby pomóc im się wydostać przez drugą część sadu, tam powinni być bezpiecznie, tyle, czy na pewno? Niczego nie mogła być pewna.
- Skarbeńki, musimy uciekać, wiem, że się boicie, ale nie tylko wy, wszystkich nas to przeraża. - Odezwała się łagodnym głosem do dzieciaków leżących na ziemi. - Mam pewien pomysł, może pobawimy się w berka, będziemy biegli w stronę tamtych drzew. - Pokazała dłonią miejsce, o które jej chodziło. - Kto dobiegnie tam pierwszy, ten dostanie ode mnie niespodziankę. - Jeszcze nie wiedziała jaką, ale to był problem Nory Figg z przyszłości, aktualnym problemem było to, aby zapewnić bezpieczeństwo tym dzieciakom. - Gdy dobiegniecie tam, wyczarujemy wielką trampolinę, na której będziecie mogły poskakać. - To powinno pomóc szybko przerzucić ich w bezpieczne miejsce.
Już miała ruszyć z dzieciakami w stronę płotu, aby przerzucić je na zamkniętą część sadu, gdy pojawił się Shafiq, miło, że ktoś poza nią zainteresował się dziećmi. - Spróbuję, ale później ma mi pan pomóc przerzucić dzieciaki przez płot. - Dorośli byli w stanie sobie poradzić sami, w przeciwieństwie do tych niewinnych istot.
Przeniosła wzrok w stronę namiotu o którym wspomniał i machnęła w pośpiechu różdżką, mruknęła pod nosem zaklęcie, nie będąc do końca pewna, czy jej się uda zamienić namiot w konfetti, bo nie oszukujmy się, panna Figg była rzemieślnikiem, a nie magiem i zdawała sobie z tego sprawę.
Sukces!
Akcja nieudana
Transmutacja namiotu w konfetti
Nie zwróciła uwagi na to, czy jej się udało, czy nie udało. Co innego było ważne. - To trzy, cztery, kto pierwszy przy płocie ten wygrał! - Krzyknęła jeszcze do dzieci.