To nie tak, że sama nie chciała stąd uciec. Tak naprawdę innych miała w głębokim poważaniu, liczyły się tylko dwie osoby - Esmé i jej brat. To na ich bezpieczeństwie jej zależało, to ich musiała chronić, na nich się skupić, cała reszta jej nie obchodziła. Może było to nieco egoistyczne, ale nigdy nie ukrywała tego, że jej moralność, mimo, że istniała była nieco wątpliwa, a podejście dosyć egoistyczne. Na osoby, które znajdowały się w innych celach pewnie też ktoś czekał, ale dla niej jej bliscy byli najważniejsi, to na nich zamierzała się skupić, nie była bohaterką, która chciała ocalić cały świat.
Udało jej się uwolnić brata. Astaroth odzyskał przytomność. Wspaniale, był to dobry początek. Zważając na to, że nic się jej dzisiaj nie udawało traktowała to jako spory sukces.
Spoglądała na brata nie do końca wiedząc, jak zachowa się w wodzie. Nie powinien mieć problemów z oddychaniem, bo właściwie, to przecież od jakiegoś czasu już w ogóle nie oddychał, to było spore ułatwienie, bo w przeciwieństwie do niej i do Esmé nie musiał się martwić powietrzem. Nie miała pojęcia skąd się tutaj wziął, nie wspominał nic o tym, że będzie gdzieś jechał. Trochę spanikowała, bo nie pamiętała, jaka pora dnia jest na zewnątrz. Czy jeśli wypłyną na powierzchnię będzie bezpieczny? Jeśli pojawią się promienie słońca to umrze. To wszystko nie było takie proste, jak mogło się wydawać. Zaczęła panikować, miała wrażenie, że sobie z tym nie poradzi. Nie polepszał ich sytuacji fakt, że ta trytonka im umknęła. Kto wie, czy właśnie nie organizowała całego oddziału trytonów, który miał ich zaatakować. Skoro mieli taki problem, żeby poradzić sobie z jedną osobniczką, co dopiero wydarzy się, jeśli będzie ich tutaj więcej?
Astarotha nadal oddzielała od niej krata z muszli. Musiała ją rozwalić, aby mógł się z niej wydostać. Ponownie machnęła różdżką, chciała wykształtować siłę, która ją rozwali. Liczyła na to, że zaklęcie rzucone przed chwilą było początkiem jej dobrej passy.
Akcja nieudana
Sukces!
Kształtowanie siły, która rozwali kratę
Astaroth chyba również kogoś szukał, bo próbował coś mówić. Kim była DE-SI? Chuj wie z kim się prowadzał, nie spowiadał się jej przecież ze wszystkiego, tak jak i ona nie opowiadała mu każdego szczegółu swojego życia. Wzruszyła więc jedynie ramionami, bo nie spotkała tu żadnej dziewczyny, którą kojarzyłaby chociaż z widzenia.
Odwróciła się w stronę Esmé, wydawało jej się, że powinna mu nieco wyjaśnić, co przed chwilą się tutaj zadziało, nie miała jednak zbyt wiele możliwości, bo woda skutecznie im przeszkadzała. Nie do końca podobało jej się to, że nadal się w niej znajdują. Na lądzie byłoby zdecydowanie łatwiej. Pokazała jedynie na Astarotha, i kilka razu wypowiedziała bardzo wyraźnie słowo brat, aby mógł odczytać o co jej chodzi z samego ruchu warg.