Dorosłość jak początek umierania. Niby zupełnie niedawno sypiały w jednym dormitorium, chwilę temu, jednak czas płynął bardzo szybko, czy tego chciały, czy nie. Kiedyś pewnie nie miałaby oporów opowiedzieć Millie o wszystkim, teraz jednak bała się, że jest zbyt krucha. Życie ich nie rozpieszczało, każda dosyć mocno obrywała po dupie, nie było w tym nic dziwnego, że nie chciały się sobie chwalić swoimi niezbyt przyjemnymi doświadczeniami, szczególnie, że nie spotykały się zbyt często. Kto bowiem chciałby być kojarzony jedynie z problemami? Geraldine zdecydowanie łatwiej było dusić wszystko w sobie, nie umiała mówić o tym, co ją gryzło. Nigdy, chociaż teraz jeszcze bardziej niż kiedyś.
Mogła być silna, starała się być silna. Udawać, że rzeczywistość jej nie przygniotła. Ślepy jednak zauważyłby, że nie układało jej się ostatnio. Cera jeszcze bardziej blada niż zazwyczaj, fioletowe sińce pod oczami, zazwyczaj była okazem zdrowia, teraz jednak coś zżerało ją od środka, coś chciało jej śmierci. Stała się ofiarą, to na nią polowano, nie mogła się z tym pogodzić.
Może i nawet potrzebowała dyskretnej troski, kogoś, kto martwiłby się o nią, jednak nie uważała, że Moody powinna być tą osobą, nie chciała jej obarczać taką odpowiedzialnością, zresztą nie tylko jej. Nie było chyba osoby, którą mogłaby wybrać. Nie była nigdy wystarczająco czyjaś, miała wielu przyjaciół, znajomych, jednak zawsze brakowało jej w życiu kogoś, dla kogo była najważniejsza. Zdawała sobie sprawę, że głównie ona była temu winna. Teraz, gdy grunt walił się jej pod nogami coraz bardziej upewniała się w tym, że nie do końca dobrze wybierała w życiu. Najgorsze było to, że nie czuła, żeby miała szansę coś z tym zrobić, nie teraz, bo było na to za późno.
- To chyba normalne, w sensie, wiem, że nie normalne, ale nie było cię tutaj prawie trzy miesiące, pewnie trochę ci zajmie powrót do rzeczywistości. - Próbowała zrozumieć sytuację Moody, na swój sposób, nie było to wcale proste, bo nigdy nie przydarzyło się jej nic podobnego, ale próbowała, naprawdę.
- Zaproponowałabym ci chwilowy pobyt u mnie, ale niestety nie ma już miejsca. - Westchnęła ciężko, może to był jakiś pomysł. Gdyby znowu mieszkały w jednym pokoju, poczułyby się jak dawniej? Tyle, że w jej mieszkaniu i tak ostatnio było tłoczno, nie miałaby jej nawet jak zapewnić kawałka przestrzeni. - Chyba, że chcesz spać ze mną w jednym łóżku. - To też była jakaś opcja.
- Błotoryja, wiesz takie stwory, co żyją na bagnach. - Nie umiała tego chyba inaczej wytłumaczyć, zabiła ich sporo w swoim życiu, nie wiedziała w tej chwili jeszcze, że za kilka dni miała pokonać ich króla. - Wiesz, będę jechać na wakacje, znaczy wakacje to chyba za dużo powiedziane, ale jadę na trochę za miasto. - Próbowała ciągnąć rozmowę o pierdołach, żeby trochę odsunąć te wiszące nad nimi chmury burzowe i wszystkie nieszczęścia.