Motyw Błazna sięga czasów faraonów, gdzie klasyczny wizerunek nieco szalonego artysty bawił dwór w Egipcie. Spotykamy ten motyw w starożytnym Rzymie, gdzie znany był jako Balatrones i otrzymywał zapłatę za swoje dowcipy. Znajdujemy dowody na istnienie takich postaci nawet w mezoamerykańskim imperium Azteków od XIV do XVI wieku. Klasyczny obraz błazna, czyli kogoś, kto dostarcza rozrywki przez często uważane za niestosowne wygląd i zachowanie, jest długoletnią tradycją, która przekształciła się i ewoluowała z wyższych sfer do świata teatru, gdzie znajdujemy wiele postaci błaznów w dziełach Szekspira, a także w nowoczesnym kinie czy współczesnej tradycji klaunów.
Nie było już dorosłego mężczyzny. W szkolnych szatach stał zbyt blady chłopiec, ze szklaną kulą w dłoniach. Chłopiec, który miał zdarte knykcie od skakania na większych od siebie tylko dlatego, że powiedzieli coś głupiego. Na początku swojej drogi, ukształtowany tylko pozornie, bardziej ociosany tylko w kształt człowieka. Bruk pod jego nogami osypywał się, zmieniając się w przeklęte klify niedalekie Dolinie Godryka. Ścisk w gardle od widoku uciekającej spod stóp ziemi w osuwisko. Nie miał niczego. Nie mógł się cofnąć, nie mógł spojrzeć w przód.
Spadniesz, a z twoich rąk wyrosną róże i melisa i pokrzywa, spadniesz na kamienny ołtarz, a słońce przyozdobi twoją twarz. Głupiec, głupiec, który pozwala sobą targać, rządzić. Głupiec, który nie zna jeszcze swojej drogi, który patrzy w szkło. To nie jest szklana kula, to przepowiednia. Dzierży w dłoniach przyszłość świata, a później ona mu wypada. Toczy się jaskrawą smugą, spada na bruk, spada w przepaść. A chłopiec próbuje ją złapać.
Chłopiec próbuje złapać ciemnowłosą dziewczynkę o złotych oczach, którą wciąga ziemia. Chłopiec próbuje złapać złotowłosą dziewczynkę, która rozbija się w osuwisku, pokazując mu przeznaczenie głupca. Chłopiec krzyczy, ale nikt go nie słyszy, a on nie może wstać z kolan. Bo jest głupcem, pajacem na dworze swojego władcy, tym, który może prawić nieodpowiednie żarty, może być wulgarny i wyuzdany, aż nadejdzie egzekucja.
Róża w jego dłoniach, jak te, które rodzina wrzuca na trumnę, złożoną do grobu, podczas ostatniej podróży zmarłego.
Chłopiec uniósł głowę ku palącemu słońcu. Biało Słońce reprezentujące światło Keter, pierwszego sefirotu w Drzewie Życia w Kabały, oślepiało go i wywoływało łzy na policzkach. To czyste oświecenie. Ostateczny cel Głupca na jego drodze. Jest źródłem światła, które oświetla ścieżkę przed Głupcem. Będąc elementem ognia, jest płomieniem stworzenia, punktem początkowym, z którego wszystko pochodzi i do którego nieuchronnie wszystko powraca. Lecz on był na dnie, z ciałami, które upadły, których nie ocalił.
A obok niego ujadał nieznośnie pies.