Głos wokalistki zerwał się, gdy utwór osiągnął swoją dźwiękową kulminację, rozległy się liczne oklaski, które zatopiły dźwiękiem stukanie obcasów o deski schodzącej ze sceny gwiazdy. Na scenę weszła kolejna, w stroju mającym odwzorować okładkę amerykańskiego magazynu Life! z lat dwudziestych, o wdzięcznej nazwie Flapper. Tancerka w długim, białym futrze i niesamowicie mocnym makijażu, dzięki któremu jej rysy twarzy rysowały się wykatkowo wyraźnie, zaczęła pokaż do dość melancholijnej melodii która powoli rozwijała się w swojej intensywności, tak jak ona zdejmowała kolejne warstwy ubrań. Wdzięk i erotyzm burleski.
— Ty mi to powiedz — odpowiedział Laurenotowi, pomijając całkowicie ozdobniki zamieszania poetyckiego, na rzecz bezpośredniej konfrontacji. Schował kartę królowej buław do talii i zaczął je ponownie tasować. Otworzył drzwi losu i pozwolił Laurentowi decydować. Nikt nie ukochał losowości bardziej, niż prorocy, mogący przejrzeć decyzje innych. Nikt bardziej nie bał się utraty wejrzenia w intencje innych bardziej, niż prorocy.
Kojarzył mężczyznę z włosami przyprószonymi śniegiem i oczami z lodu głównie przez jego krewną, Florence Bulstrode, jego znajomą. Kojarzył powiązania rodzinne swoich bliskich, lepiej lub gorzej, ale kojarzył.
Każdy, kto znał Morpheusa Longbottoma, powiedziałby, że jest w istocie człowiekiem religijnym, pełnym natchnionej wiary. Co prawda nie w ten panteon, który wyznawał kowen Whitecroft, jednakże nadal odpowiedniki archetypów pokrywały się, a on wznosił wezwania dla Matki, nadbóstwa, z nabożną czcią. Morpheus Longbottom nie wierzył w bogów. Chciałbym ich wyznawać z czystością serca i szczerym oddaniem, jednakże zawsze jego myśli sprowadzały się do negacji teologii, podawanej im łyżeczką od dziecka. W rzeczywistości Niewymowny uznawał istnienie bóstw jako faktu mierzalnego, a ich energię egregorycznym zbiornikiem, którego natura pęcznieje wraz z coraz liczniejszymi wyznawcami, a magia kształtowania świata w dłoniach czarodziejów stwarza tych, których się wyznaje. Limbo. Matka w Trójcy, inni bogowie, powstali za pomocą słowa, wyrzeczonego przez pierwszy lud, szukający pocieszenia po śmierci ukochanych, składając ich w grobach wypełnionych kwieciem i skórami.
Bogowie czuwali nad nimi, jako echo modlitwy przodków, z dawnych czasów. Dowód na dobroć ludzkości i jej grzechy.
Morpheus czekał, aż Prewett usiądzie i żąda kartom pytanie, bo chociaż wybór należał do tego, który nosił akwamaryny w ślepiach, to onyksy już wiedziały, jaką podejmie decyzję.