Nikt nie wiedział, że całe widowisko miało się zaraz zakończyć. Nie przyszli na jego samym początku a w trakcie. Mimo to, Richard spełnił prośbę brata i wziął przy okazji dla niego drinka, jakiego chciał. Długo też na siebie nie kazał czekać. Ze względu na przebywającą dużą ilość osób w danym miejscu, nie dostrzegł czułych gestów Roberta wobec Lorien. Nawet, jeżeli były udawanymi pozorami. Może i nawet lepiej.
Przekazał informację, postawił szklankę przy Robercie i zajął swoje miejsce. Zdążył widocznie na moment, w którym kandydat dokonał wyboru i oczywiście musiało paść na Sophie.
Obserwował, słuchał, co mówiła prowadząca. Lecz kiedy doszło do momentu, aby ukazano ich twarze i oni sami się poznali, Richard uniósł jedną brew ku górze. Maski z twarzy uczestników zniknęły, tak samo jak kurtyna. O ile Richard przeczuwał, że głos chłopaka był mu dziwnie znajomy, tak teraz go wmurowało. Nie na Sophie się skupił jak Robert, ale na… Stanleyu. ”Wiedziałem, że skądś ten głos znam…” – rzekł do siebie. Zrobiłby facepalm, ale wtedy mógłby zwrócić na siebie uwagę niezbyt zadowolonego z takiego obrotu sprawy. Czy też zawiedzionego? Bratanica to jedno, ale widocznie bratanka nie poznał jeszcze dość dobrze. Po nim tego się nie spodziewał.
Nie wstawał. Nie krzyknął nawet brawo. Klasnął parę razy w dłonie, posyłając jedynie uśmiech dobrego wujka. Nie odzywał się, czekając może na moment, aż Robert sam ogarnie co poszło nie tak. Richard skierował spojrzenie na Lorien, która omal nie udławiłaby się ze śmiechu. A szkoda.
Nie odezwał się również na słowa szwagierki odnośnie kuzynostwa. Lecz jakiś czas temu Robert dziwnie odpowiedział w sprawie Charlesa. To było w sumie takie niepokojące. Może nie powinien mu tego drugiego drinka przynosić? Widząc obecne zachowanie. Choć może planowane, ale nikt nie spodziewał się na scenie zobaczyć Stanleya Borgina.
Nie był to jego problem. Nie były to jego dzieci. Wstał jedynie po to, aby rozejrzeć się w poszukiwaniu Charlesa. Trochę niepokoiło go, że chłopak nie dotarł do stolika. Gdyby zdecydował się opuścić lokal, poinformowałby go przecież.
"Ogarnął..." - pomyślał, kiedy usłyszał ze strony brata szok? Zaskoczenie? Uwagę skierował na Roberta, po chwili na dwójkę dorosłej młodzieży na scenie. Ale przede wszystkim też na otoczenie.
Przypomniał bratu dyskretnie, żeby nie popłynął ze swoim zaskoczeniem zbyt daleko, poza tym pytaniem wypowiedzianym głośno. A także, żeby czasem nie zapomniał się, że tożsamość i więzy rodzinne Stanleya owiane są tajemnicą. W końcu przedstawiano go tutaj jako jakiegoś Matta. Może nie musiał przypominać, ale wolał dmuchać na zimne. Że ta dwójka miała przejebane, można było się od razu domyślić.