11.06.2024, 17:06 ✶
Gdy zorientował się, że Severine nie zamierzała odpowiadać na jego pytanie, pomyślał, że robi to ze złośliwości. Że z premedytacją próbowała zranić go przywiedzeniem na myśl tego, czym był prawdziwy powód jego wizyty. Czuł palącą gorycz, gdy kontemplował składowe przedsięwzięcia, które bezwiednie zaczął planować jeszcze wtedy, kiedy kompletnie nietrzeźwy patrzył w oczy Oleandra. Fakt, że coś takiego przyszło mu do głowy tak szybko, wywoływał u niego głęboki wstręt do samego siebie. Rozumiał jednak, że od środków bardziej liczy się cel a cel w tym wypadku wydawał się najwłaściwszym moralnie rozwiązaniem męczącego go od lat problemu.
Zwątpienie w mgnieniu oka odebrało mu chwiejnie wyintelektualizowany spokój - prawdopodobnie nie było to żadne najwłaściwsze moralnie rozwiązanie, tylko najłatwiejsze dla niego. Wyglądało na to, że samemu sobie opowiadał bajki o swojej własnej szlachetności i zaczynało go to bawić w wybitnie cyniczny sposób. Czy naprawdę aż tak poniży się dla przyjemności? Czysta desperacja. Powieka mu nie drgnęła, wypił kolejną trzecią szklanki.
Niemożliwym jednak było, aby kobieta kiedykolwiek dowiedziała się, do czego posłuży mu przysługa, o którą ją zaraz poprosi, tedy postarał się puścić ten drobny afront w niepamięć. Jej kolejne słowa były tak puste, że nie mógł powstrzymać się od okazania cienia pogardy na twarzy.
- Nie zapominasz o uczuciach innych osób gdybyś w ogóle była do tego zdolna to byś nie odstawiała przedstawienia dla mugolki - powiedział monotonem. - Mimo wszystko wierzę. Że jednak. Jesteś dobrym człowiekiem.
Musiał pamiętać, że sianie niesnasek nie było w tej chwili rozsądnym wyborem.
Jego policzki zaczynały różowieć; wraz z uderzeniem gorąca poczuł pierwsze efekty połknęcia kilku szotów w dwóch łykach. Uśmiechnął się sztywno.
- Potrzebuję eliksiru wielosokowego - rzekł bezceremonialnie, stwierdziwszy ostatecznie, że nie powinien obdarowywać jej żadnymi zbędnymi informacjami.
Zwątpienie w mgnieniu oka odebrało mu chwiejnie wyintelektualizowany spokój - prawdopodobnie nie było to żadne najwłaściwsze moralnie rozwiązanie, tylko najłatwiejsze dla niego. Wyglądało na to, że samemu sobie opowiadał bajki o swojej własnej szlachetności i zaczynało go to bawić w wybitnie cyniczny sposób. Czy naprawdę aż tak poniży się dla przyjemności? Czysta desperacja. Powieka mu nie drgnęła, wypił kolejną trzecią szklanki.
Niemożliwym jednak było, aby kobieta kiedykolwiek dowiedziała się, do czego posłuży mu przysługa, o którą ją zaraz poprosi, tedy postarał się puścić ten drobny afront w niepamięć. Jej kolejne słowa były tak puste, że nie mógł powstrzymać się od okazania cienia pogardy na twarzy.
- Nie zapominasz o uczuciach innych osób gdybyś w ogóle była do tego zdolna to byś nie odstawiała przedstawienia dla mugolki - powiedział monotonem. - Mimo wszystko wierzę. Że jednak. Jesteś dobrym człowiekiem.
Musiał pamiętać, że sianie niesnasek nie było w tej chwili rozsądnym wyborem.
Jego policzki zaczynały różowieć; wraz z uderzeniem gorąca poczuł pierwsze efekty połknęcia kilku szotów w dwóch łykach. Uśmiechnął się sztywno.
- Potrzebuję eliksiru wielosokowego - rzekł bezceremonialnie, stwierdziwszy ostatecznie, że nie powinien obdarowywać jej żadnymi zbędnymi informacjami.