11.06.2024, 20:14 ✶
Scena
Od dawna nie czuł się tak zmęczony. Nie był zmęczony fizycznie, chociaż żałował teraz mocno braku lepszej rozgrzewki niż ta, jaką zapewnił sobie jeszcze na terenie Fantasmagorii, zanim dotarli z Jimem na Pokątną. Był zmęczony psychicznie. Bo ta tematyka go męczyła (no, generalnie to ta tematyka napędzała jego życie, ale powiedzieć, że to życie ostatnio mu się nie układało było potraktowaniem sprawy łagodnie), a widząc wpatrzone w niego z fascynacją oczy, czuł się tak, jakby wszyscy zdążyli go przejrzeć. To jaką był potworną, zdradziecką szują, niegodną żadnej z osób, które stały się inspiracjami do tej historii.
Ale on naprawdę chciałby być ich godny. Co mu w tym przeszkadzało? Chciwość? Czy inni ludzie też to czuli, tę palącą potrzebę uszczęśliwienia dwóch osób naraz, ale w przeciwieństwie do niego potrafili się powstrzymać? Wydawało mu się, że nie - nigdy nie usłyszał ani nie przeczytał żadnej opowieści, z którą mógłby się utożsamić. Wierzył, że za samo uczucie winny czuć się nie musiał - miłość była czysta, brudne było... krętactwo.
Nora odgrywała dzisiaj szczura. Szczurem był Alexander. Swoimi spokojnymi, choć zdecydowanymi ruchami wywabiła go spomiędzy spalonej scenografii, w której poruszał się ospale, pozwalając popiołowi przyklejać się do swoich ubrań. Szczur wyciągał odgrywanego przez niego bohatera z dna - rozpalał w nim na nowo iskrę do życia po okresie melancholii, dając nadzieję na lepsze zakończenie - to jednak nie nadchodziło. Kiedy delikatna dłoń cukierniczki dotknęła jego twarzy, stało się to ogniwem zapalnym, aby porwać ją do tańca. Chaotycznych ruchów, z którymi Nora nie miała prawa sobie poradzić i nigdy nie miała tego zrobić - miała jedynie na niego patrzeć i przyjąć kwiat wdzięczności wciśnięty pomiędzy drobne palce.
Pomogła mu podnieść się z ziemi i stanąć na nogi, ale najwyraźniej to nie ona była panią jego serca - ponieważ otrzymawszy kwiat zeszła ze sceny.
Zmieniła go.
Kiedy na scenie pojawił się następny ochotnik, bohater był tym spotkaniem nabuzowany - tryskał szczęściem i rozmyślał nad czymś zadumany, kompletnie nie widząc tego, kto wspiął się dla niego po schodach. Umykał od każdej interakcji, jednocześnie przyciągając spojrzeniem i bawiąc się tym dość okrutnie - stał się kimś, kogo trzeba było gonić.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.