11.06.2024, 20:52 ✶
Wyczuwał ze strony prawniczki dziwne, nieoczekiwane emocje, ale nie potrafił określić czym dokładnie one były, ani skąd się wzięły. Gdyby nie ta alkoholowa lekkość i uspokajający szum w uszach, zapewne zesztywniałby przez ten chaos mieszanych sygnałów.
Poruszył się na krześle w źle skrywanym oczekiwaniu, gdy Severine westchnęła. Spodziewał odpowiedzi, prawdopodobnie bezsensownie kąśliwej lub niewieścio wzburzonej, ale z jej ust nie padło nawet słowo. W ciszy obserwował, jak kobieta podnosi się z fotela i odwraca w kierunku barku. Ospałym spojrzeniem przesunął po jej sylwetce od stóp do głów, nagle wracając do jej bioder. Czy właśnie tam powinien patrzeć? Mężczyźni, mając okazję, lubili patrzeć na kobiece pośladki. Czy to była normalna rzecz do zrobienia w takiej sytuacji?
Spróbował duszkiem opróżnić resztę ginu i nieomal nie trafił szklanką do ust, na szczęście Severine nie mogła tego widzieć.
Nerwowo zassał powietrze, gdy wyłapał imię Oleandra w co najmniej nieadekwatnej wypowiedzi prawniczki. Używała bardzo nietypowego, niemal karykaturalnego tonu, przez co nie mógł się zorientować, czy mówi to na poważnie, czy próbuje właśnie żartować. Albo kpić. Sądząc po nagłym ukłuciu bólu w piersi, jego pierwszym instynktem było uznanie tego za idiotycznie celny przytyk z jej strony. Nie zamierzał dać za wygraną i odepchnął od siebie myśli o młodszym Crouchu.
- Dziękuję. Chyba - mruknął, opierając oba łokcie na ramionach fotela. - My teraz ze sobą nie rozmawiamy dolałabyś mi może więcej alkoholu.
Ah, jednak powiedział za dużo. Stresowi trudno było przedrzeć się przez przygniatający go bezwład upojenia. Chwiejnym ruchem wyciągnął w jej kierunku pustą szklankę.
Po chwili milczenia oderwał wzrok od miernego pejzażu na ścianie i skupił się na oczach Severine - na szczęście nie brązowych, a błękitnych. Przynajmniej tym szczegółem nie mogła zmuszać go do myślenia o jej bracie. Musiał po prostu zapomnieć o zapachu.
- Dwie - odparł na jej pytanie, skinąwszy głową.
Poruszył się na krześle w źle skrywanym oczekiwaniu, gdy Severine westchnęła. Spodziewał odpowiedzi, prawdopodobnie bezsensownie kąśliwej lub niewieścio wzburzonej, ale z jej ust nie padło nawet słowo. W ciszy obserwował, jak kobieta podnosi się z fotela i odwraca w kierunku barku. Ospałym spojrzeniem przesunął po jej sylwetce od stóp do głów, nagle wracając do jej bioder. Czy właśnie tam powinien patrzeć? Mężczyźni, mając okazję, lubili patrzeć na kobiece pośladki. Czy to była normalna rzecz do zrobienia w takiej sytuacji?
Spróbował duszkiem opróżnić resztę ginu i nieomal nie trafił szklanką do ust, na szczęście Severine nie mogła tego widzieć.
Nerwowo zassał powietrze, gdy wyłapał imię Oleandra w co najmniej nieadekwatnej wypowiedzi prawniczki. Używała bardzo nietypowego, niemal karykaturalnego tonu, przez co nie mógł się zorientować, czy mówi to na poważnie, czy próbuje właśnie żartować. Albo kpić. Sądząc po nagłym ukłuciu bólu w piersi, jego pierwszym instynktem było uznanie tego za idiotycznie celny przytyk z jej strony. Nie zamierzał dać za wygraną i odepchnął od siebie myśli o młodszym Crouchu.
- Dziękuję. Chyba - mruknął, opierając oba łokcie na ramionach fotela. - My teraz ze sobą nie rozmawiamy dolałabyś mi może więcej alkoholu.
Ah, jednak powiedział za dużo. Stresowi trudno było przedrzeć się przez przygniatający go bezwład upojenia. Chwiejnym ruchem wyciągnął w jej kierunku pustą szklankę.
Po chwili milczenia oderwał wzrok od miernego pejzażu na ścianie i skupił się na oczach Severine - na szczęście nie brązowych, a błękitnych. Przynajmniej tym szczegółem nie mogła zmuszać go do myślenia o jej bracie. Musiał po prostu zapomnieć o zapachu.
- Dwie - odparł na jej pytanie, skinąwszy głową.