11.06.2024, 22:27 ✶
Nadal ogród, z Atreusem i Florence
Spojrzała na Florence niby uśmiechnięta, ale spojrzenie miała na tyle niemrawe, by skłoniło do zwątpienia w szczerość wyrazu. Maeve po prostu pomyślała, że jasne, może jej poopowiadać, co tam na Madagaskarze i jak się tam żyje, tylko dziwiła się, że kobieta chce słuchać informacji płynących z tak rzetelnego źródła, jakim jest Instytut Danych z Dupy. Biorąc pod uwagę historię szarlatańskiej działalności Changówny, mogłaby konkurować o stołek dyrektora w tym przedsiębiorstwie, a i to bez żadnej większej konkurencji.
Swoją drogą nie do końca była pewna, gdzie leżał ten cały Madagaskar. To tam, gdzie żyją pingwiny?
Na szczęście powiedziała, że chce porozmawiać o tym później, a Mewa nie była pewna, czy za pięć minut jeszcze będzie na tej imprezie. Im dłużej słuchała żałosnego zawodzenia Atreusa, tym bardziej skłaniała się do opuszczenia przybytku. Zwyczajnie nie wiedziała, jak zareagować; co, utulić go miała do piersi? Pogłaskać po głowie, zapewnić, że wszystko będzie dobrze? No nie, mierziło ją na samą myśl. Ale z drugiej strony szkoda jej było tego nieszczęśnika, więc też mu nie mogła powiedzieć, że ma przestać wyć jak bóbr, bo słyszała, że ostatnim razem jak się takowy na weselu czystokrwistych pojawił, to czyjejś lasce pogryziono drewnianą nogę. Nie była pewna jak leciała ta historia; zasłyszała wszystko nawet nie z drugiej, a z trzeciej ręki.
Atreus chciał zabić jakiegoś Perseusa nagle, a Mewa nie miała zamiaru go odwodzić od pomysłu, bo po pierwsze ją morderstwa nie ruszały, a po drugie uznała, że może tym razem jego pojedynek będzie nieco lepszy i zbierze te kolekcjonerskie zęby ofiary. Ponadto bardziej skupiła się na łączeniu kropek, którymi były kolejne słowa Florence - Perseus był panem młodym.
Aha, teraz wszystko się układa w jedną całość, pomyślała. A więc to dlatego rodzice Perseusa się zaśmiali serdecznie, gdy ich zapytałam, skąd znają Pana Młodego...
Nie zareagowała na ostrzeżenie siostry swojego najdroższego kolegi, co by trunku nie pić. W obliczu takiego kurewskiego faux-pas, a także nieznośnego zawodzenia Atreusa, nie mogła sobie odmówić kolejki. Nawet jeśli ten alkohol nie miał na nią żadnego wpływu, bo ewidentnie etanol chińskiej krwi się nie imał, lubiła sobie wmawiać, że jednak przynosi ulgę. Czasami urojenia były świetnym rozwiązaniem.
Nie zaczęła od ręki wyć, więc uznała, że nie było o co robić szopki. Opcje były dwie: albo ta cała amortencja również nie działała na Mewę, albo to tylko Bulstrode był tak zdesperowany, że wył wreszcie czując miłość w swoim sercu. Wzruszyła ramionami, nie czując różnicy z eliksirem czy bez.
- Piłam lepsze - oświadczyła, nie rozumiejąc ekscytacji drogim alkoholem. Odstawiła puste szkło na jakiś stolik tuż obok, choć chyba raczej nie powinna była, po czym spojrzała znowu na rodzeństwo. - W każdym razie - zaczęła, podpierając się pod boki. - Żadnego duszenia Perseusa nie będzie. Przecież to jest taki sympatyczny chłopak, tak dobrze mu z oczu patrzy. Pannie młodej można aż pozazdrościć takiego kawalera. W zasadzie to już nie kawaler, ale... Nieważne, zbaczam z tematu. No zwyczajnie nie ma lepszej partii na tej sali, a ty chcesz się go pozbywać, Atreusie? Czy ty dzisiaj jeszcze nie sikałeś? - Zapytała, jawnie urażona jego sugestią, co by Blacka udusić gołymi rękami. Nie wiedziała, skąd w niej ta nagła potrzeba obrony kogoś, z kim słowa nie zamieniła, ale jeśli będzie trzeba, będzie gotowa własnym ciałem przyjaciela zatrzymać, żeby do tego morderstwa nie doszło. No i co, że dolewa do drinków amortencji? Przecież to tylko chłopiec, jak miałby zrozumieć konsekwencje swoich czynów.
Spojrzała na Florence niby uśmiechnięta, ale spojrzenie miała na tyle niemrawe, by skłoniło do zwątpienia w szczerość wyrazu. Maeve po prostu pomyślała, że jasne, może jej poopowiadać, co tam na Madagaskarze i jak się tam żyje, tylko dziwiła się, że kobieta chce słuchać informacji płynących z tak rzetelnego źródła, jakim jest Instytut Danych z Dupy. Biorąc pod uwagę historię szarlatańskiej działalności Changówny, mogłaby konkurować o stołek dyrektora w tym przedsiębiorstwie, a i to bez żadnej większej konkurencji.
Swoją drogą nie do końca była pewna, gdzie leżał ten cały Madagaskar. To tam, gdzie żyją pingwiny?
Na szczęście powiedziała, że chce porozmawiać o tym później, a Mewa nie była pewna, czy za pięć minut jeszcze będzie na tej imprezie. Im dłużej słuchała żałosnego zawodzenia Atreusa, tym bardziej skłaniała się do opuszczenia przybytku. Zwyczajnie nie wiedziała, jak zareagować; co, utulić go miała do piersi? Pogłaskać po głowie, zapewnić, że wszystko będzie dobrze? No nie, mierziło ją na samą myśl. Ale z drugiej strony szkoda jej było tego nieszczęśnika, więc też mu nie mogła powiedzieć, że ma przestać wyć jak bóbr, bo słyszała, że ostatnim razem jak się takowy na weselu czystokrwistych pojawił, to czyjejś lasce pogryziono drewnianą nogę. Nie była pewna jak leciała ta historia; zasłyszała wszystko nawet nie z drugiej, a z trzeciej ręki.
Atreus chciał zabić jakiegoś Perseusa nagle, a Mewa nie miała zamiaru go odwodzić od pomysłu, bo po pierwsze ją morderstwa nie ruszały, a po drugie uznała, że może tym razem jego pojedynek będzie nieco lepszy i zbierze te kolekcjonerskie zęby ofiary. Ponadto bardziej skupiła się na łączeniu kropek, którymi były kolejne słowa Florence - Perseus był panem młodym.
Aha, teraz wszystko się układa w jedną całość, pomyślała. A więc to dlatego rodzice Perseusa się zaśmiali serdecznie, gdy ich zapytałam, skąd znają Pana Młodego...
Nie zareagowała na ostrzeżenie siostry swojego najdroższego kolegi, co by trunku nie pić. W obliczu takiego kurewskiego faux-pas, a także nieznośnego zawodzenia Atreusa, nie mogła sobie odmówić kolejki. Nawet jeśli ten alkohol nie miał na nią żadnego wpływu, bo ewidentnie etanol chińskiej krwi się nie imał, lubiła sobie wmawiać, że jednak przynosi ulgę. Czasami urojenia były świetnym rozwiązaniem.
Nie zaczęła od ręki wyć, więc uznała, że nie było o co robić szopki. Opcje były dwie: albo ta cała amortencja również nie działała na Mewę, albo to tylko Bulstrode był tak zdesperowany, że wył wreszcie czując miłość w swoim sercu. Wzruszyła ramionami, nie czując różnicy z eliksirem czy bez.
- Piłam lepsze - oświadczyła, nie rozumiejąc ekscytacji drogim alkoholem. Odstawiła puste szkło na jakiś stolik tuż obok, choć chyba raczej nie powinna była, po czym spojrzała znowu na rodzeństwo. - W każdym razie - zaczęła, podpierając się pod boki. - Żadnego duszenia Perseusa nie będzie. Przecież to jest taki sympatyczny chłopak, tak dobrze mu z oczu patrzy. Pannie młodej można aż pozazdrościć takiego kawalera. W zasadzie to już nie kawaler, ale... Nieważne, zbaczam z tematu. No zwyczajnie nie ma lepszej partii na tej sali, a ty chcesz się go pozbywać, Atreusie? Czy ty dzisiaj jeszcze nie sikałeś? - Zapytała, jawnie urażona jego sugestią, co by Blacka udusić gołymi rękami. Nie wiedziała, skąd w niej ta nagła potrzeba obrony kogoś, z kim słowa nie zamieniła, ale jeśli będzie trzeba, będzie gotowa własnym ciałem przyjaciela zatrzymać, żeby do tego morderstwa nie doszło. No i co, że dolewa do drinków amortencji? Przecież to tylko chłopiec, jak miałby zrozumieć konsekwencje swoich czynów.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —