12.06.2024, 00:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 00:01 przez Anthony Ian Borgin.)
Ojciec nie był zadowolony, że to właśnie Anthony ma go zastąpić podczas odbywającego się w socjecie wydarzenia, na które zaproszenie miały tylko najlepsze z rodów skorowidza. Te tradycyjne, pochwalające dbanie o czystość krwi i dobre geny, jak to powtarzał, więc gdzie najgorsze z jego dzieci miało niby błyszczeć? Był przecież nikim na tle innych znakomitości, ale nie mógł podważyć słów nestora rodu, a dziadka Tonyego. Upewnił się więc pięciokrotnie, że syn wygląda odpowiednio i dokładnie, dosadnie wytłumaczył mu, co ma mówić i jak się zachowywać. Musiał mieć pewność, że nie przyniesie wstydu, nie popełni gafy, przez którą nazwisko Borgin mogłoby ucierpieć.
Tak więc Antek był punktualnie, prezentując się nienagannie — dopasowany garnitur w kolorze butelkowej zieleni oraz czarna koszula sprawiały, że młodego komornika trudno było nie traktować poważnie. Nie zapomniał o odpowiedniej galanterii, uśmiechu i witaniu się z każdym o odpowiednim statusie, reprezentując maniery oraz klasę, jak na gentlemana przystało. Był pewien, że ojciec i tak dowie się wszystkiego o tym przyjęciu, nie chciał więc ryzykować kolejnej awantury i nowych blizn, bo ostatnie wciąż czuł pod drażniącym materiałem koszuli. Westchnął bezgłośnie, upewniając się, że miał w kieszeni papierosy. Merlinie, co on był zrobił bez nikotyny? Nie mógł nawet przyjechać motorem, bo było to niestosowne. Po znalezieniu się w sali dostrzegł grupę wysoko utytułowanych mężczyzn, do których podszedł się przywitać — uznał to za najlepsze rozpoczęcie, zwłaszcza że większość z nich kojarzył z Ministerstwa.
- Dobry wieczór Panowie, doskonale was widzieć. - przywitał się tonem pełnym energii i z charakterystyczną dla niego nutą elegancji, prezentując nienaganny akcent oraz wymowę. Przywitał się skinieniem głowy, a z kilkoma uścisnął dłonie, pozwalając, aby uśmiech tkwił na jego młodej twarzy. Miał z czego być dumny, bo wbrew temu, co ojciec mówił, szybko zdobywał w pracy awanse i miał niesamowity talent do mnożenia galeonów, nie wspominając o fałszerstwie. - Ludzie nie są świadomi, jakie konsekwencję wybór Pana Leacha może przynieść. Słyszałem, że chce wprowadzić nowe podatki dla osób z rodów czołowych w skorowidzu, aby zrównać sytuację materialną mugoli oraz pomogli, którzy wkraczają do naszego świata.
Skomentował z westchnieniem, a na twarzy zatańczył krótko grymas — bardziej na pokaz, bo w gruncie rzeczy, Tosiek miał teraz takie pierdoły gdzieś. Wprowadzanie nowych rzeczy w Departamencie Skarbu zawsze było trudne i czasochłonne, mnóstwo procesów akceptacyjnych było do przejścia, a Nobby pomimo poparcia, nie miał takiej władzy. Warto było jednak się odezwać, pokazać wsparcie w tej sprawie, to zaznaczył ojciec. Oh, jaka szkoda, że nie było tu z nim Stanleya. Omiótł wzrokiem towarzystwo, przytakując jednocześnie na jakieś stwierdzenie o końcu porządku w ich świecie i obrażaniu Bogów. Tylko co oni mieli do tego i do Leacha? Nie wiedział.
Czas mijał głównie na rozmowach czy drinkach, musiał również raz lub dwa zatańczyć z jakąś panną, którą podsunęli mu inni goście, robiąc do tego doskonałą minę. Większość młodych kobiet była niestety mało interesująca, nijak się miały do pewnej iskry, która rozgrzewała jego serca. Musiał być jednak cierpliwy. Gdy udało mu się uciec i dostać w mniej okupowany róg sali, dostrzegł samotną jednostkę. Sięgnął więc z tacy kelnerów szklanki z alkoholem i ruszył w jego kierunku, chcąc nawiązać rozmowę. Nie mógł pominąć nikogo ważnego, a jegomość niewątpliwie na takiego wyglądał. Anthony stanął przed Shafiqiem, lustrując go wzrokiem. - Witam. Będzie miał Pan coś przeciwko jeśli dołączę i napijemy się razem? Można wznieść toast za rychły powrót do tradycji.
Zaproponował z delikatnym wzruszeniem ramion, a palona przez mężczyznę fajka sprawiła, że poczuł chęć na papierosa, które aż nabrały ciężaru w kieszeni. Zakładał z góry, że nie różnił się poglądami od reszty towarzystwa.
Tak więc Antek był punktualnie, prezentując się nienagannie — dopasowany garnitur w kolorze butelkowej zieleni oraz czarna koszula sprawiały, że młodego komornika trudno było nie traktować poważnie. Nie zapomniał o odpowiedniej galanterii, uśmiechu i witaniu się z każdym o odpowiednim statusie, reprezentując maniery oraz klasę, jak na gentlemana przystało. Był pewien, że ojciec i tak dowie się wszystkiego o tym przyjęciu, nie chciał więc ryzykować kolejnej awantury i nowych blizn, bo ostatnie wciąż czuł pod drażniącym materiałem koszuli. Westchnął bezgłośnie, upewniając się, że miał w kieszeni papierosy. Merlinie, co on był zrobił bez nikotyny? Nie mógł nawet przyjechać motorem, bo było to niestosowne. Po znalezieniu się w sali dostrzegł grupę wysoko utytułowanych mężczyzn, do których podszedł się przywitać — uznał to za najlepsze rozpoczęcie, zwłaszcza że większość z nich kojarzył z Ministerstwa.
- Dobry wieczór Panowie, doskonale was widzieć. - przywitał się tonem pełnym energii i z charakterystyczną dla niego nutą elegancji, prezentując nienaganny akcent oraz wymowę. Przywitał się skinieniem głowy, a z kilkoma uścisnął dłonie, pozwalając, aby uśmiech tkwił na jego młodej twarzy. Miał z czego być dumny, bo wbrew temu, co ojciec mówił, szybko zdobywał w pracy awanse i miał niesamowity talent do mnożenia galeonów, nie wspominając o fałszerstwie. - Ludzie nie są świadomi, jakie konsekwencję wybór Pana Leacha może przynieść. Słyszałem, że chce wprowadzić nowe podatki dla osób z rodów czołowych w skorowidzu, aby zrównać sytuację materialną mugoli oraz pomogli, którzy wkraczają do naszego świata.
Skomentował z westchnieniem, a na twarzy zatańczył krótko grymas — bardziej na pokaz, bo w gruncie rzeczy, Tosiek miał teraz takie pierdoły gdzieś. Wprowadzanie nowych rzeczy w Departamencie Skarbu zawsze było trudne i czasochłonne, mnóstwo procesów akceptacyjnych było do przejścia, a Nobby pomimo poparcia, nie miał takiej władzy. Warto było jednak się odezwać, pokazać wsparcie w tej sprawie, to zaznaczył ojciec. Oh, jaka szkoda, że nie było tu z nim Stanleya. Omiótł wzrokiem towarzystwo, przytakując jednocześnie na jakieś stwierdzenie o końcu porządku w ich świecie i obrażaniu Bogów. Tylko co oni mieli do tego i do Leacha? Nie wiedział.
Czas mijał głównie na rozmowach czy drinkach, musiał również raz lub dwa zatańczyć z jakąś panną, którą podsunęli mu inni goście, robiąc do tego doskonałą minę. Większość młodych kobiet była niestety mało interesująca, nijak się miały do pewnej iskry, która rozgrzewała jego serca. Musiał być jednak cierpliwy. Gdy udało mu się uciec i dostać w mniej okupowany róg sali, dostrzegł samotną jednostkę. Sięgnął więc z tacy kelnerów szklanki z alkoholem i ruszył w jego kierunku, chcąc nawiązać rozmowę. Nie mógł pominąć nikogo ważnego, a jegomość niewątpliwie na takiego wyglądał. Anthony stanął przed Shafiqiem, lustrując go wzrokiem. - Witam. Będzie miał Pan coś przeciwko jeśli dołączę i napijemy się razem? Można wznieść toast za rychły powrót do tradycji.
Zaproponował z delikatnym wzruszeniem ramion, a palona przez mężczyznę fajka sprawiła, że poczuł chęć na papierosa, które aż nabrały ciężaru w kieszeni. Zakładał z góry, że nie różnił się poglądami od reszty towarzystwa.