12.06.2024, 16:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 16:37 przez Anthony Shafiq.)
Z pewnym cieniem uśmiechu na pociągłej, arystokratycznej twarzy, zauważył, że Laurent czuje się coraz lepiej. Widział to w jego gestach, w mimice twarzy na która powracała pewność siebie i charakterystyczny czas, który przywodził na myśl villę, albo selkie. Widywał już tę pozę na przyjęciach, gdy mijali się pośród rozbawionych tłumów, zastanawiał się wtedy zwykle czy to maniera, repertuar po który chłopak sięgał na okoliczność towarzyskich spotkań, czy natura gwiazdy szukającej poklasku w oczach, na ustach innych. Nigdy jakoś nie było im po drodze, by rozmawiać ze sobą dłużej, jakby leżeli poza swoimi kręgami zainteresowań, nie dzieląc pasji, ani też interesów. Nigdy nie było okazji, aż do dziś, gdy brak widowni niejako zmuszał ich do konfrontacji. Anthony był zaciekawiony cóż też kryje się pod tą jasną czupryną. Jakie pragnienie. Jaka potrzeba. Przeszło mu nawet przez myśl, choć tego nie był przecież pewien, że jego gość mógłby mieć w swej kokieteryjnej naturze pragnienie aby podejść i odgiąć kilka łusek na piersi gospodarza w poszukiwaniu smoczego serca. Czy zdziwiłby się bardzo dostrzegając jego brak? W końcu, jak wiele osób wiedziało o tym, że zostało ono złożone jako wotum u stóp słonecznego bożka? Jak wielu osobom chciałby o tym powiedzieć? Był czas, gdy sama myśl napełniała go trwogą, ale to należało już do przeszłości.
Z pewnym cieniem uśmiechu obserwował swojego gościa jak pił, jak myślał, jak próbował zrozumieć jaka to jest próba, jeśli w ogóle jakaś była. Anthony sam upił dwa łyki, nawet trzy i z przyjemnie otwierającym oczy uniesieniem brwi odpowiedział pytaniem na pytanie:
– Hm? Czy nie miałem winnicy we Francji? – odłożył kieliszek ze stuknięciem szkła na stolik, po czym przesunął go o ćwierć cala w głąb, dla zachowania złotej proporcji między brzegami w węższej części stołu. Przez moment patrzył na ów stół przez pryzmat kryształu wypełnionego niemalże pociągniętym złotem napitku, jasnym jak sierpniowe popołudnie. Przez moment znalazł się w innym miejscu, pozwalając milczeniu wybrzmieć między nimi szumiącym wiatrem przemykającym po południowym zboczu. Był koneserem. Był w stanie znaleźć tę winnicę po samym smaku, ustalić nie tylko kraj i region, ale dokładny adres. Niemalże wiedział z której części tego miejsca dokonano zbioru, jakie drzewo osłaniało swoimi gałęziami część winorośli. Niemal czuł na podniebieniu to wszystko co w dniu, gdy spróbował tego wina po raz pierwszy.
– Sądzę, że takie sprawy powinno załatwiać się od ręki, a skoro jest możliwość. Za moment będzie Victoria, sądzę, że Garrik nie będzie robił problemów. To w końcu sytuacja nadzwyczajna. – Dopił wino i podniósł się ze swojego miejsca. – Muszę jeszcze coś sprawdzić przed wyjściem, Twoje ubrania są już gotowe, nie zamierzam trzymać Cię w dyskomforcie przebywania w salonie w samym szlafroku. – Kiwnął głową w kierunku zydla stojącego przy drzwiach od łazienki, na którym rzeczywiście czekały odświeżone białe pióra dla już nie tak upadłego anioła. Anthony tym czasem zgodnie ze słowami przeszedł do korytarza i ruszył w głąb do biblioteki. Skoro mieli iść do Ollivandera, wypadał jakoś połechtać starego różdżkarza, o którego w zabieganiu nie dbał zbytnio. Może też warto byłoby mu wspomnieć, że nie zostanie tak szybko teściem?
Z pewnym cieniem uśmiechu obserwował swojego gościa jak pił, jak myślał, jak próbował zrozumieć jaka to jest próba, jeśli w ogóle jakaś była. Anthony sam upił dwa łyki, nawet trzy i z przyjemnie otwierającym oczy uniesieniem brwi odpowiedział pytaniem na pytanie:
– Hm? Czy nie miałem winnicy we Francji? – odłożył kieliszek ze stuknięciem szkła na stolik, po czym przesunął go o ćwierć cala w głąb, dla zachowania złotej proporcji między brzegami w węższej części stołu. Przez moment patrzył na ów stół przez pryzmat kryształu wypełnionego niemalże pociągniętym złotem napitku, jasnym jak sierpniowe popołudnie. Przez moment znalazł się w innym miejscu, pozwalając milczeniu wybrzmieć między nimi szumiącym wiatrem przemykającym po południowym zboczu. Był koneserem. Był w stanie znaleźć tę winnicę po samym smaku, ustalić nie tylko kraj i region, ale dokładny adres. Niemalże wiedział z której części tego miejsca dokonano zbioru, jakie drzewo osłaniało swoimi gałęziami część winorośli. Niemal czuł na podniebieniu to wszystko co w dniu, gdy spróbował tego wina po raz pierwszy.
– Sądzę, że takie sprawy powinno załatwiać się od ręki, a skoro jest możliwość. Za moment będzie Victoria, sądzę, że Garrik nie będzie robił problemów. To w końcu sytuacja nadzwyczajna. – Dopił wino i podniósł się ze swojego miejsca. – Muszę jeszcze coś sprawdzić przed wyjściem, Twoje ubrania są już gotowe, nie zamierzam trzymać Cię w dyskomforcie przebywania w salonie w samym szlafroku. – Kiwnął głową w kierunku zydla stojącego przy drzwiach od łazienki, na którym rzeczywiście czekały odświeżone białe pióra dla już nie tak upadłego anioła. Anthony tym czasem zgodnie ze słowami przeszedł do korytarza i ruszył w głąb do biblioteki. Skoro mieli iść do Ollivandera, wypadał jakoś połechtać starego różdżkarza, o którego w zabieganiu nie dbał zbytnio. Może też warto byłoby mu wspomnieć, że nie zostanie tak szybko teściem?