12.06.2024, 19:52 ✶
Uśmiechnęła się, wyraźnie rozbawiona tym, jak Penny zgrabnie pociągnęła ten drobny żart.
- Do wesela się zagoi - rzuciła jeszcze, absolutnie nie przejmując tym, co też właściwie stało się z Trelawneyem, ze musiał zniknąć ze sklepu. Bo przecież Penny była dużą i silną dziewczynką i mogła sama zająć się paroma kartonami. Wystarczyło przecież proste machnięcie różdżką.
Nigdy nie sądziła, że porcelana mogła być aż taka energiczna, albo raczej nie spodziewała się, że to akurat jej przydarzy się tego typu przypadek. Przeklęte garnki brzmiały raczej jak coś z głupiutkich, prozaicznych ogłoszeń wywieszanych na ulicznych słupach: Męczy cię przeklęta zastawa? Zgłoś się do nas! Odrobina rozsądku potrafiła zapobiec tego typu przypadkom, ale no właśnie... najwyraźniej ostatnio zapomniała potrzeć te dwie komórki mózgowe, które jeszcze w jej głowie żyły.
- A myślałam, że leży martwy w kanciapie - rzuciła jakże błyskotliwie, przeskakując nad rozbitym kubkiem, który właśnie przeleciał jej przez ręce. Posprzątać zawsze przecież mogły potem, bo teraz należało ratować te przeklęte słoiczki Terry'ego.
Na plan Penny przystała, kiwając tylko głową i sięgając wreszcie po różdżkę. Klątwołamaczką nie była, ale liczyła na to że rzucenie jakiegoś zaklęcia rozpraszającego przynajmniej na moment zakłóci magię, która imbryczek napędzała do przodu. Kiedy Ruda się ruszyła, ona zrobiła to samo, powoli ustawiając się po przeciwległej stronie, w razie gdyby zastawa znowu rzuciła się do panicznej ucieczki, kiedy tylko wyczuje dziubkiem kłopoty. Zanim Weasley zdążyła porządnie się do niej zakraść, pokrywka zadzwoniła znowu, podrygując w rytmie wystukiwanym przez porcelanowe nóżki. Dzbanek już nie bawił się w żadne półśrodki i parł przez regał na ślepo, mając w poważaniu wszystko co stało mu na drodze. Dlatego Rosie czym prędzej podniosła swoją różdżkę, próbując zrobić dokładnie to co planowała - rzucić zaklęcie, które może jakoś zgrabnie na moment rozproszyłoby działającą na nim magię.
rzut na rozproszenie żeby magia dzbanka go nie biegała
- Do wesela się zagoi - rzuciła jeszcze, absolutnie nie przejmując tym, co też właściwie stało się z Trelawneyem, ze musiał zniknąć ze sklepu. Bo przecież Penny była dużą i silną dziewczynką i mogła sama zająć się paroma kartonami. Wystarczyło przecież proste machnięcie różdżką.
Nigdy nie sądziła, że porcelana mogła być aż taka energiczna, albo raczej nie spodziewała się, że to akurat jej przydarzy się tego typu przypadek. Przeklęte garnki brzmiały raczej jak coś z głupiutkich, prozaicznych ogłoszeń wywieszanych na ulicznych słupach: Męczy cię przeklęta zastawa? Zgłoś się do nas! Odrobina rozsądku potrafiła zapobiec tego typu przypadkom, ale no właśnie... najwyraźniej ostatnio zapomniała potrzeć te dwie komórki mózgowe, które jeszcze w jej głowie żyły.
- A myślałam, że leży martwy w kanciapie - rzuciła jakże błyskotliwie, przeskakując nad rozbitym kubkiem, który właśnie przeleciał jej przez ręce. Posprzątać zawsze przecież mogły potem, bo teraz należało ratować te przeklęte słoiczki Terry'ego.
Na plan Penny przystała, kiwając tylko głową i sięgając wreszcie po różdżkę. Klątwołamaczką nie była, ale liczyła na to że rzucenie jakiegoś zaklęcia rozpraszającego przynajmniej na moment zakłóci magię, która imbryczek napędzała do przodu. Kiedy Ruda się ruszyła, ona zrobiła to samo, powoli ustawiając się po przeciwległej stronie, w razie gdyby zastawa znowu rzuciła się do panicznej ucieczki, kiedy tylko wyczuje dziubkiem kłopoty. Zanim Weasley zdążyła porządnie się do niej zakraść, pokrywka zadzwoniła znowu, podrygując w rytmie wystukiwanym przez porcelanowe nóżki. Dzbanek już nie bawił się w żadne półśrodki i parł przez regał na ślepo, mając w poważaniu wszystko co stało mu na drodze. Dlatego Rosie czym prędzej podniosła swoją różdżkę, próbując zrobić dokładnie to co planowała - rzucić zaklęcie, które może jakoś zgrabnie na moment rozproszyłoby działającą na nim magię.
rzut na rozproszenie żeby magia dzbanka go nie biegała
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
she was a gentle
sort of horror
sort of horror