03.01.2023, 22:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.01.2023, 22:19 przez Castiel Flint.)
Potrząsnął głową z niemym śmiechem na ustach. Faktycznie, Fergus nie miał nic wspólnego z cierpliwością. Wydawał się taki… wolny, niezależny, ognisty. Zdecydowanie różnił się od wiecznie poważnego Castiela, mającego tendencję do zamykania się za drzwiami i samorealizowania. Mimo wszystko jakoś się dogadywali. Zastanawiał się czemu wcześniej go nie zauważał. Dlaczego przez tyle lat nie zwracał na niego uwagi? Nie poświęcił mu ani jednej dłuższej myśli, zajmując się jedynie swoimi sprawami a nie przyjaciółmi siostry. Czy gdyby w przeszłości dał mu szansę to mogliby zostać przyjaciółmi? Nigdy się nie dowie więc teraz stara się nadrobić. Raz na jakiś czas musiał poprawić się na krześle kiedy spojrzenie Fergusa stawało się zbyt natarczywe. Mową ciała próbował przywołać go do porządku bo nie mógł teraz odpowiedzieć podobnym spojrzeniem. Miał rację - to nie Fergus odpowiada w tym duecie za rozsądek. Dobrze, że oddzielał ich stolik. Profilaktycznie podwinął nogi pod swoje krzesło aby nagle nie zalała go fala stęsknienia. Uch, Fergus nie pomagał więc musiał go dodatkowo zagadywać aby odciągać jego uwagę. To, co mówił było naprawdę ciekawe. Nie udawał swojego zainteresowania.
- Ach, to.- sięgnął po kufel i przyłożył go do dolnej wargi, zatrzymując nieruchome spojrzenie na pękających bańkach piany.
- Mogę ci pomóc. Dla mnie są widzialne.- powiedział to trochę ciszej, jakby wstydząc się tego, co właśnie przed nim odkrył. Co tu mówić, nie była to informacja, którą chwalił się na prawo i lewo. Wiązało się z bardzo trudnym i przerażającym wspomnieniem, które jednak największe ciebie naniosły na Cynthię. On sobie z tym z czasem poradził, co nie zmienia faktu, że wspomnienie zamienia jego krew w lód. Nie widział ale czuł na sobie intensywne spojrzenie Fergusa więc odwzajemnił je i uśmiechnął się niezbyt przekonywująco.
- Kiedyś ci może o tym opowiem, ale nie tu. Ale jak coś, to użyczę swoich oczu jeśli będziesz chciał. Domyślam się, że niełatwo kogoś takiego znaleźć.- jak zawsze był wyrozumiały względem motywów osób najbliższych. Kolejny łyk piwa rozlał się po jego gardle, schładzając krtań i nawilżając suche usta. Dla Fergusa będzie oglądał te brzydkie stworzenia i wymyśli w przyszłości sposób w jaki będzie mógł odebrać od niego dług wdzięczności. Wciąż był materialistą choć w tej relacji był skłonny zamienić przelicznik galeonów na pocałunki.
- Podzielam opinię na temat smoków i kulturalnie nie będę dopytywać.- wzdrygnął się na samą myśl o tych potworach, którymi był straszony przez starszych kolegów. Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Pozyskiwał za to coraz więcej cennych informacji na temat zawodu Ferugsa i przede wszystkim o nim samym.
Skinął głową na znak, że jest już czysty choć nie skontrolował tego spojrzeniem. Ot, na tyłach głowy wciąż miał przekonanie, że ludzie mogą na nich zerkać. Nie wyróżniali się niczym szczególnym ale mimo wszystko warto być czujnym. Zerknął kątem oka na stan gospody i był przekonany, że niedługo goście będą siadać na latających miotłach bo nie będzie miejsc do siedzenia i stania. Przez taką ilość osób robiło się tu bardzo duszno więc odpiął dwa guziki koszuli aby odsłonić nagrzaną i poplamioną ciemnoróżowym rumieńcem szyję. To od gorąca, jego cera niestety wykazywała właściwości rumienia w sytuacjach kłopotliwych bądź kiedy było zwyczajnie zbyt gorąco. Lubił za to wodę, która zawsze je schładzała.
W pierwszej chwili zapomniał o czym rozmawiają. Ten przypadkowy dotyk nie mógł być przypadkowy. Nie wierzył ale za to się cieszył i lekko zgiął przy tym palce.
- Różdżka ułatwia skupienie magii, jest przekaźnikiem. Jak to możliwe, że to niby "ona" wybiera mnie, a nie na odwrót? Nie chodzi tu może o dostrojenie się predyspozycji magicznych składów różdżki z moim potencjałem magicznym? - dopytał z nieco bardziej naukowego punktu widzenia. Naprawdę nie przypominał już chudego ucznia Hufflepuffu, a naukowca, który chciał wiedzieć jak najwięcej o tematach, które sprzątają sen z powiek. Zaśmiał się krótko na komentarz dotyczący zdobień. Nigdy się nimi nie interesował ze strony teoretycznej choć bardzo dobrze znał ich układ i różną głębokość. Wodził po nich palcami szesnaście lat więc to nic nadzwyczajnego.
Fergus, jestem klątwołamaczem. Nie używam różdżki do sprzątania ubrań tylko między innymi do łagodzenia objawów czarów czarnomagicznych przedmiotów podejrzanych bądź zakazanych. I tak różdżka wytrzymuje duże obciążenie bo na nią uważam. - może nie wyglądała zbyt atrakcyjnie ale i tak będzie bronił "honoru" swojej różdżki. Przywiązał się do niej, nie było dnia aby po nią nie sięgnął. Oczywiście widział, że potrafi się nagrzewać i czasami wydawać z siebie pulsacyjne wibracje ale zrzucał to na barki wysiłku potrzebnego do przeprowadzenia kilku cięższych zaklęć.
- Działa bez zarzutu. Dlaczego uważasz, że musi być naprawiona?- wziął od niego różdżkę, również "przypadkowo" ocierając knykcie o wnętrze jego dłoni. Obrócił różdżkę w palcach z pewnego rodzaju czułością.
Nie drążył tematu kradzieży. Może później do tego wróci i podpyta jak to było. Im dłużej z nim rozmawiał tym jeszcze więcej chciał widzieć. Nie wiedział już o czym w pierwszej kolejności, a wolał uniknąć zbyt częstego abstrahowania.
- Nie znam się na zwierzętach więc się nie wypowiem. Podziwiam tych, którzy umieją się z nimi obchodzić.- wzruszył lekko ramionami bo choć pamiętał, że coś Fergus wspominał o jakimś kocie, tak nie potrafił przypomnieć sobie szczegółów. Najwięcej pamięci zajmowały najbardziej wyraziste wspomnienia z ich intensywnych spotkań; cała reszta przy tym blakła.
- Ach, to.- sięgnął po kufel i przyłożył go do dolnej wargi, zatrzymując nieruchome spojrzenie na pękających bańkach piany.
- Mogę ci pomóc. Dla mnie są widzialne.- powiedział to trochę ciszej, jakby wstydząc się tego, co właśnie przed nim odkrył. Co tu mówić, nie była to informacja, którą chwalił się na prawo i lewo. Wiązało się z bardzo trudnym i przerażającym wspomnieniem, które jednak największe ciebie naniosły na Cynthię. On sobie z tym z czasem poradził, co nie zmienia faktu, że wspomnienie zamienia jego krew w lód. Nie widział ale czuł na sobie intensywne spojrzenie Fergusa więc odwzajemnił je i uśmiechnął się niezbyt przekonywująco.
- Kiedyś ci może o tym opowiem, ale nie tu. Ale jak coś, to użyczę swoich oczu jeśli będziesz chciał. Domyślam się, że niełatwo kogoś takiego znaleźć.- jak zawsze był wyrozumiały względem motywów osób najbliższych. Kolejny łyk piwa rozlał się po jego gardle, schładzając krtań i nawilżając suche usta. Dla Fergusa będzie oglądał te brzydkie stworzenia i wymyśli w przyszłości sposób w jaki będzie mógł odebrać od niego dług wdzięczności. Wciąż był materialistą choć w tej relacji był skłonny zamienić przelicznik galeonów na pocałunki.
- Podzielam opinię na temat smoków i kulturalnie nie będę dopytywać.- wzdrygnął się na samą myśl o tych potworach, którymi był straszony przez starszych kolegów. Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Pozyskiwał za to coraz więcej cennych informacji na temat zawodu Ferugsa i przede wszystkim o nim samym.
Skinął głową na znak, że jest już czysty choć nie skontrolował tego spojrzeniem. Ot, na tyłach głowy wciąż miał przekonanie, że ludzie mogą na nich zerkać. Nie wyróżniali się niczym szczególnym ale mimo wszystko warto być czujnym. Zerknął kątem oka na stan gospody i był przekonany, że niedługo goście będą siadać na latających miotłach bo nie będzie miejsc do siedzenia i stania. Przez taką ilość osób robiło się tu bardzo duszno więc odpiął dwa guziki koszuli aby odsłonić nagrzaną i poplamioną ciemnoróżowym rumieńcem szyję. To od gorąca, jego cera niestety wykazywała właściwości rumienia w sytuacjach kłopotliwych bądź kiedy było zwyczajnie zbyt gorąco. Lubił za to wodę, która zawsze je schładzała.
W pierwszej chwili zapomniał o czym rozmawiają. Ten przypadkowy dotyk nie mógł być przypadkowy. Nie wierzył ale za to się cieszył i lekko zgiął przy tym palce.
- Różdżka ułatwia skupienie magii, jest przekaźnikiem. Jak to możliwe, że to niby "ona" wybiera mnie, a nie na odwrót? Nie chodzi tu może o dostrojenie się predyspozycji magicznych składów różdżki z moim potencjałem magicznym? - dopytał z nieco bardziej naukowego punktu widzenia. Naprawdę nie przypominał już chudego ucznia Hufflepuffu, a naukowca, który chciał wiedzieć jak najwięcej o tematach, które sprzątają sen z powiek. Zaśmiał się krótko na komentarz dotyczący zdobień. Nigdy się nimi nie interesował ze strony teoretycznej choć bardzo dobrze znał ich układ i różną głębokość. Wodził po nich palcami szesnaście lat więc to nic nadzwyczajnego.
Fergus, jestem klątwołamaczem. Nie używam różdżki do sprzątania ubrań tylko między innymi do łagodzenia objawów czarów czarnomagicznych przedmiotów podejrzanych bądź zakazanych. I tak różdżka wytrzymuje duże obciążenie bo na nią uważam. - może nie wyglądała zbyt atrakcyjnie ale i tak będzie bronił "honoru" swojej różdżki. Przywiązał się do niej, nie było dnia aby po nią nie sięgnął. Oczywiście widział, że potrafi się nagrzewać i czasami wydawać z siebie pulsacyjne wibracje ale zrzucał to na barki wysiłku potrzebnego do przeprowadzenia kilku cięższych zaklęć.
- Działa bez zarzutu. Dlaczego uważasz, że musi być naprawiona?- wziął od niego różdżkę, również "przypadkowo" ocierając knykcie o wnętrze jego dłoni. Obrócił różdżkę w palcach z pewnego rodzaju czułością.
Nie drążył tematu kradzieży. Może później do tego wróci i podpyta jak to było. Im dłużej z nim rozmawiał tym jeszcze więcej chciał widzieć. Nie wiedział już o czym w pierwszej kolejności, a wolał uniknąć zbyt częstego abstrahowania.
- Nie znam się na zwierzętach więc się nie wypowiem. Podziwiam tych, którzy umieją się z nimi obchodzić.- wzruszył lekko ramionami bo choć pamiętał, że coś Fergus wspominał o jakimś kocie, tak nie potrafił przypomnieć sobie szczegółów. Najwięcej pamięci zajmowały najbardziej wyraziste wspomnienia z ich intensywnych spotkań; cała reszta przy tym blakła.