12.06.2024, 23:17 ✶
Co tu dużo mówić, Sebastian nie czuł się zbytnio winny temu, że ''wynosi'' z Ministerstwa Magii informacje powierzone mu przez reprezentantów sił bezpieczeństwa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Wątpił, aby po kilku miesiącach od zdarzenia szczątkowe informacje na temat kryształowej czaszki mogły zaszkodzić procedurom tworu, dla jakiego pracował wraz z panną Longbottom.
Poza tym, jakby na to nie patrzeć: tkwili po uszy w kryzysie. Jeśli była chociaż mała szansa na to, że wiedza wyniesiona z poprzedniego incydentu mogła pomóc im w uratowaniu Bagshota i doprowadzenia Windermere do porządku... To dobrze byłoby ją wykorzystać.
Zwłaszcza że zmiana atmosfery wokół kościoła zdawała się świadczyć, że magiczne uwarunkowania tych okolic wcale nie działały na jej korzyść. Jedna domena nakładała się tutaj na drugą. Dziki las będący domeną Matki Natury, chociaż stłamszony przez działalność mugoli w okolicy, zapuścił głębokie korzenie. Jak większość kapłanów, tak i Macmillan wierzył w to, że Pani Księżyca była wszędzie.
W każdym drzewie, krzewie, głazie, jak i w kąsających promieniach słońca i chłodnym wietrze. Cały świat był jej szachownicą. Magia biskupa, magia kryształowej czaszki, wierzenia niemagów... Systemy wiar walczyły ze sobą, jak piony w szachach, padały jeden po drugim i tylko nieliczne pozostawały w grze. A szachownica? Szachownica zawsze pozostawała nienaruszona.
— Patrick?! — Podniósł głos, gdy zorientował się, z kim właściwie mają do czynienia. Cóż... Jakby na to nie patrzeć był to jakiś progress. Wystarczyło tylko znaleźć Owena i mogli się stąd zmywać. — Co wy tutaj z Bulstrodem robi...
Chociaż nie dostrzegł stworzenia, które wcześniej zwróciło na siebie jego uwagę, tak, gdy czaszka została wydobyta spod grubej warstwy ziemi, w jego głowie zabłysła pojedyncza myśl: Niebezpieczeństwo było bliżej, niż przypuszczali. Artefakt odkopany przez Stewarda i Bulstrode'a okazał się bowiem dużo bardziej aktywny niż poprzedni egzemplarz znaleziony na mokradłach.
Sebastian cofnął się o kilka kroków, czując jak wibrowanie wyczarowanej tarczy szarpie za jego ubranie. Czaszka wystrzeliła w powietrze, wyrywając się z rąk swych znalazców, po czym świsnęło, błysnęło i... Trzepnęło nimi wszystkimi o ziemię. Macmillanem - oczywiście - bardziej niż resztą, bo rozorał sobie wargę i uderzył nosem o ziemię. Och, jakże żałował, że akurat tego wypadku nie może zrzucić na młodą Longbottomównę. Prawdziwych winowajców nie musiał jednak szukać daleko!
— DOIGRACIE SIĘ KIEDYŚ PRZYSIĘGAM! — wyrzucił z siebie rozemocjonowanym głosem, wstając z kolan. — PRZYSIĘGAM NA WSZYSTKIE ŚWIĘTOŚCI, ŻE KIEDYŚ SIĘ DOIGRACIE! JAKBY LIMBO TO BYŁO ZA MAŁO, TO TERAZ JESZCZE...
Nabrał powietrza w usta, pragnąc kontynuować swój monolog. Powinien był to przewidzieć! Cholerni Brygadziści nie potrafili nawet po bożemu wejść do Limbo, a co dopiero obcować z przedmiotem wchłaniającym esencję życiową swoich ofiar! Gdzie rozwaga? Gdzie odpowiedzialność?! Przecież można było to załatwić normalnie, ale nieeee! Po co! Przecież można wepchać te swoje paluchy między drzwi, a potem płakać, że zostały przytrzaśnięte!
Sebastian wycelował różdżką w powietrze ponad ich głowami, pragnąc wyczarować miniaturową kulę światła o mocnej intensywności, która pozwoliłaby im lepiej widzieć pośród mgły.
Poza tym, jakby na to nie patrzeć: tkwili po uszy w kryzysie. Jeśli była chociaż mała szansa na to, że wiedza wyniesiona z poprzedniego incydentu mogła pomóc im w uratowaniu Bagshota i doprowadzenia Windermere do porządku... To dobrze byłoby ją wykorzystać.
Zwłaszcza że zmiana atmosfery wokół kościoła zdawała się świadczyć, że magiczne uwarunkowania tych okolic wcale nie działały na jej korzyść. Jedna domena nakładała się tutaj na drugą. Dziki las będący domeną Matki Natury, chociaż stłamszony przez działalność mugoli w okolicy, zapuścił głębokie korzenie. Jak większość kapłanów, tak i Macmillan wierzył w to, że Pani Księżyca była wszędzie.
W każdym drzewie, krzewie, głazie, jak i w kąsających promieniach słońca i chłodnym wietrze. Cały świat był jej szachownicą. Magia biskupa, magia kryształowej czaszki, wierzenia niemagów... Systemy wiar walczyły ze sobą, jak piony w szachach, padały jeden po drugim i tylko nieliczne pozostawały w grze. A szachownica? Szachownica zawsze pozostawała nienaruszona.
— Patrick?! — Podniósł głos, gdy zorientował się, z kim właściwie mają do czynienia. Cóż... Jakby na to nie patrzeć był to jakiś progress. Wystarczyło tylko znaleźć Owena i mogli się stąd zmywać. — Co wy tutaj z Bulstrodem robi...
Chociaż nie dostrzegł stworzenia, które wcześniej zwróciło na siebie jego uwagę, tak, gdy czaszka została wydobyta spod grubej warstwy ziemi, w jego głowie zabłysła pojedyncza myśl: Niebezpieczeństwo było bliżej, niż przypuszczali. Artefakt odkopany przez Stewarda i Bulstrode'a okazał się bowiem dużo bardziej aktywny niż poprzedni egzemplarz znaleziony na mokradłach.
Sebastian cofnął się o kilka kroków, czując jak wibrowanie wyczarowanej tarczy szarpie za jego ubranie. Czaszka wystrzeliła w powietrze, wyrywając się z rąk swych znalazców, po czym świsnęło, błysnęło i... Trzepnęło nimi wszystkimi o ziemię. Macmillanem - oczywiście - bardziej niż resztą, bo rozorał sobie wargę i uderzył nosem o ziemię. Och, jakże żałował, że akurat tego wypadku nie może zrzucić na młodą Longbottomównę. Prawdziwych winowajców nie musiał jednak szukać daleko!
— DOIGRACIE SIĘ KIEDYŚ PRZYSIĘGAM! — wyrzucił z siebie rozemocjonowanym głosem, wstając z kolan. — PRZYSIĘGAM NA WSZYSTKIE ŚWIĘTOŚCI, ŻE KIEDYŚ SIĘ DOIGRACIE! JAKBY LIMBO TO BYŁO ZA MAŁO, TO TERAZ JESZCZE...
Nabrał powietrza w usta, pragnąc kontynuować swój monolog. Powinien był to przewidzieć! Cholerni Brygadziści nie potrafili nawet po bożemu wejść do Limbo, a co dopiero obcować z przedmiotem wchłaniającym esencję życiową swoich ofiar! Gdzie rozwaga? Gdzie odpowiedzialność?! Przecież można było to załatwić normalnie, ale nieeee! Po co! Przecież można wepchać te swoje paluchy między drzwi, a potem płakać, że zostały przytrzaśnięte!
Sebastian wycelował różdżką w powietrze ponad ich głowami, pragnąc wyczarować miniaturową kulę światła o mocnej intensywności, która pozwoliłaby im lepiej widzieć pośród mgły.
(Kształtowanie) Wyczarowanie magicznego światła x2
(-10 do wyniku za zawadę Wada Wzroku I guess? Nie wiem, bo w sumie nie celuje w konkretne miejsce tylko nad siebie xd)
(-10 do wyniku za zawadę Wada Wzroku I guess? Nie wiem, bo w sumie nie celuje w konkretne miejsce tylko nad siebie xd)
Rzut N 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 70
Sukces!
Sukces!