12.06.2024, 23:24 ✶
Posłał jej słaby uśmiech zrozumienia, nawet jeśli, o czym nie mógł wiedzieć, oboje pewnie zakładali inne przyczyny zmęczenia u tej drugiej osoby i wziął łyka herbaty. Rzeczywiście przeczucie go nie myliło i herbata była naprawdę smaczna. Gdyby tylko był jeszcze w stanie zagwarantować sobie tyle godzin tego zdrowego snu ile tak naprawdę potrzebował.
– Ah, tak przepraszam. Nie wiedziałem– powiedział, gdy poprawiła go, że wcale nie jest panią, kryjąc zaskoczenie faktem, że kobieta przywiązywała do tego taką wagę. Z drugiej strony był w stanie usłyszeć akcent w jej słowach, chociaż nie był w stanie zlokalizować skąd pochodziła, więc może w jej stronach bardziej dbano o takie szczegóły.
Z każdym jej słowem, pobudzającym głowę Prewetta do dalszej pracy, przychodziło nie tylko skupienie, ale i pewna ekscytacja. Prewett, wbrew temu co mówił, lubił takie przypadki. Dziwne i skomplikowane. I oczywiście, może nie wypadało, aby uzdrowiciel liczył na to, że na jego pacjentów spadnie jakiś bardziej pogmatwany przypadek, ale jednak gdy już takie się zdarzał... Wraz z determinacją, by się go szybko pozbyć przychodziła również radość, że wreszcie działo się coś ciekawego.
– Zasymulowane... – mruknął, zerkając na nią, gdy nachyliła się obok niego, by pokazać mu notatki. Uśmiechnął się. Tak, to wszystko miało sens. To wszystko miało tak dużo sensu. A i sprawa wydawała sie być fascynująca. Na pewno mógłby potem napisać o niej w jakims artykule naukowym, oczywiście uzwgledniając fakt, że nie był jedyną osobą, która nad nim pracowała. – A więc mówimy o czymś z otoczenia pacjentki, co wpływa na jej umysl i nakazuje udawanie tego wszystkiego – powtórzył, możliwie, że nie kryjąc się z ekscytacją, tak bardzo jak powinien, a potem dotarło do niego co tak właściwie to oznaczało i uśmiech mu zrzedł. Po pierwsze o ile czasem zdarzyło mu się łamać klątwę, która wpływała na umysł, to jednak te cięższe przypadki kierowano od razu do Lecznicy Dusz. Po drugie jak mieliby się dowiedzieć, co takiego wpływało na panią Brown, kiedy raczej nie będą mieli wstępu do jej domu, a i nie wiadomo, czy sama zainteresowana będzie chciała się z nimi ponownie spotkać.
– Panno Brodzki, czy byłaby panna – Pani? Panna? Byłabyś? Co brzmiało mniej głupio? Jak się mówiło do panny? – Jakoś przekonać panią Brown do ponownej wizyty? Najlepiej w jej własnym domu? – No bo przecież nie będą się włamywać do domu pacjentki, nawet dla jej dobra. To by było zdecydowanie zbyt problematyczne. – Możemy... Napisać list, w którym zasugerujemy jej, że klątwa zaraz objawi się nowymi symptomami, może... I że niektóre objawiają się jedynie w domu? Są przecież klątwy. Może to ją zainteresuje? Chyba, że mówiła coś o jakiejś pamiątce rodzinnej, która ostatnio dostała? – Patrzył na nią pytająco, bo może też on zbytnio kombinował, a ona miała już jakiś pomysł.
– Ah, tak przepraszam. Nie wiedziałem– powiedział, gdy poprawiła go, że wcale nie jest panią, kryjąc zaskoczenie faktem, że kobieta przywiązywała do tego taką wagę. Z drugiej strony był w stanie usłyszeć akcent w jej słowach, chociaż nie był w stanie zlokalizować skąd pochodziła, więc może w jej stronach bardziej dbano o takie szczegóły.
Z każdym jej słowem, pobudzającym głowę Prewetta do dalszej pracy, przychodziło nie tylko skupienie, ale i pewna ekscytacja. Prewett, wbrew temu co mówił, lubił takie przypadki. Dziwne i skomplikowane. I oczywiście, może nie wypadało, aby uzdrowiciel liczył na to, że na jego pacjentów spadnie jakiś bardziej pogmatwany przypadek, ale jednak gdy już takie się zdarzał... Wraz z determinacją, by się go szybko pozbyć przychodziła również radość, że wreszcie działo się coś ciekawego.
– Zasymulowane... – mruknął, zerkając na nią, gdy nachyliła się obok niego, by pokazać mu notatki. Uśmiechnął się. Tak, to wszystko miało sens. To wszystko miało tak dużo sensu. A i sprawa wydawała sie być fascynująca. Na pewno mógłby potem napisać o niej w jakims artykule naukowym, oczywiście uzwgledniając fakt, że nie był jedyną osobą, która nad nim pracowała. – A więc mówimy o czymś z otoczenia pacjentki, co wpływa na jej umysl i nakazuje udawanie tego wszystkiego – powtórzył, możliwie, że nie kryjąc się z ekscytacją, tak bardzo jak powinien, a potem dotarło do niego co tak właściwie to oznaczało i uśmiech mu zrzedł. Po pierwsze o ile czasem zdarzyło mu się łamać klątwę, która wpływała na umysł, to jednak te cięższe przypadki kierowano od razu do Lecznicy Dusz. Po drugie jak mieliby się dowiedzieć, co takiego wpływało na panią Brown, kiedy raczej nie będą mieli wstępu do jej domu, a i nie wiadomo, czy sama zainteresowana będzie chciała się z nimi ponownie spotkać.
– Panno Brodzki, czy byłaby panna – Pani? Panna? Byłabyś? Co brzmiało mniej głupio? Jak się mówiło do panny? – Jakoś przekonać panią Brown do ponownej wizyty? Najlepiej w jej własnym domu? – No bo przecież nie będą się włamywać do domu pacjentki, nawet dla jej dobra. To by było zdecydowanie zbyt problematyczne. – Możemy... Napisać list, w którym zasugerujemy jej, że klątwa zaraz objawi się nowymi symptomami, może... I że niektóre objawiają się jedynie w domu? Są przecież klątwy. Może to ją zainteresuje? Chyba, że mówiła coś o jakiejś pamiątce rodzinnej, która ostatnio dostała? – Patrzył na nią pytająco, bo może też on zbytnio kombinował, a ona miała już jakiś pomysł.