13.06.2024, 01:26 ✶
pod sceną
- Ojej - Layla podniosła spojrzenie na twarz brygadzisty i malowało się na niej bezbrzeżne, i jakże fałszywe, zdziwienie. Niestety nie wiedziała, że mężczyzna posiada w sakiewce co najwyżej dużo szczęścia i cukierki, ale raz się wygrywało, a raz przegrywało w takich sytuacjach.
Uniosła na niego spojrzenie, w którym krył się jakiś przepraszający uśmiech czy figlarna zaczepka. Thomas mógł sobie interpretować to jak tylko chciał, ale prawda była taka, że nawet nie było jej specjalnie przykro. Rozłożyła ręce, a przynajmniej wykonała ten gest jedną, bo za drugą trzymał ją Hardwick.
- To taka choroba, na cel biorę najprzystojniejszego pana w tłumie i liczę na to, że dzięki temu zwróci na mnie uwagę. Jedni pytają czy to twój kasztan, inni śpiewają serenady pod oknem, a ja udaję, że interesują mnie sakiewki - zrobiła nieco zmartwioną minę, jakby ta przypadłość była najgorszym co ją w życiu spotkało. Zaraz jednak uśmiechnęła się do Thomasa.
- Ale ale, po służbie? Czy to znaczy że sposób na złodziejkę może zadziałać chociaż trochę i w jak najlepszej książce za knuta możemy właśnie puścić tę całą nieprzyjemność w niepamięć i na przykład... - zastanowiła się, teatralnie przeciągając tę chwilę i przykładając palec do ust. - No nie wiem, napić się czegoś razem albo zjeść dobre ciasto?