13.06.2024, 02:44 ✶
biżuteria Viorici
- Mnie się nie spodziewałeś? No proszę cię. Przecież to sabat! - oznajmiła jakby z pewnym wyrzutem, bo jeśli czegoś można było być w życiu pewnym, to tego że Crawley znajdzie jakiś sposób na obchody świąt w czarodziejskim kalendarzu. Uwielbiała zarówno sabaty na polanie, jak i te mniejsze kiermasze organizowane na magicznych ulicach Londynu. Wszystko zwieńczały jakieś domorosłe rytuały, o których pewnie pamiętali co niektórzy, a które były zaszłością starszych pokoleń.
Rozłożyła szeroko ręce, kiedy podszedł do niej przytulić ją na powitanie i na moment zamknęła go w mocnym objęciu. Trochę się nawet przy tym pobujała na boki, bo Cedric był zawsze miłym towarzystwem. A kiedy już się puścili i Lupin pochwalił Vioricę, Dora prawie podskoczyła w miejscu, a przynajmniej wyprostowała się z wyraźnym zainteresowaniem.
- Oooo, naprawdę? To wszystko TWOJA robota? - jej głos wręcz ociekał zachwytem, kiedy spojrzenie przebiegło po wystawionych błyskotkach. - Wszystko jest takie ładne, musiałaś włożyć w to tyle pracy! - uniosła dłonie do policzków, pochylając się nad jakąś wyjątkowo ładną broszką, ale coś ją tknęło i spojrzała w bok.
- Erik, Erik - nie zawahała się ani na chwilę, uśmiechając do Longbottoma i ciągnąc go za rękaw. - Może powinniśmy kupić Brennie coś ładnego? O patrz, tu mamy wilka - wskazała na ładną broszkę, przedstawiającą totemiczne zwierzę jego siostry. Absolutnie też zapomniała o tym, że właśnie przechadzała się po tym kiermaszu ze swoją własną twarzą, wcześniej nie poprosiwszy Brenny o nawet drobne poprawki. Ale to był przecież Erik - Brenna zrobiłaby jej może wykład, ale on?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.